Tylko do Tajlandii

14 Luty 2008 Czas podróży: z 23 Grudzień 2007 na 31 Grudzień 2007
Reputacja: +7.5
Dodaj jako przyjaciela
Napisać list

- No idź do TAI - mó wi ż ona - a ja jadę do Egiptu z przyjacielem.

- No có ż , zgodził em się - szybko odpowiadam - do Egiptu, a wię c do Egiptu.

Otrzymawszy zielone ś wiatł o od ż ony, zaczynam przygotowywać się do swojej mał ej ekstremum.

Pierwszym krokiem jest Internet.

Wię c coś , ale mogę zgarną ć "ś wiatową sieć ". Tydzień pó ź niej już wiem, ż e muszę iś ć tylko sam; zdecydować , gdzie i jak. Wymagane: bilet, mał y zestaw tajskich wyrazó w twarzy, ką pieló wki, koszulka, dż insy, koturny z zapię tymi obcasami, a takż e krem ​ ​ z filtrem i aparat.

Krok drugi – rezerwacja (chociaż nie jest konieczne rezerwowanie pokoju w TAE, nie ma problemó w z zakwaterowaniem nawet w sezonie).


Na wszelki wypadek w pracy poprosił em o zaś wiadczenie o pieprzonych dochodach, co nie ma nic wspó lnego z prawdą , i poprosił em kolegę znają cego dobrze angielski o zarezerwowanie przez internet pokoju w jakimś hotelu w Bangkoku (BKK). Jedyne, co musisz zrobić , to od razu zapł acić za zamó wienie. Na szczę ś cie nie wszyscy na ś wiecie mają kretynizm ję zykowy.

Dosł ownie pó ł godziny pó ź niej miał em w rę kach potwierdzenie rezerwacji.

„Woł odia, po prostu nie pokazujesz nikomu swojej znajomoś ci angielskiego”, koledzy wspó ł czują ze smutkiem i litoś cią , „a gdy tylko się tam zgubisz, zadzwoń od razu.

Krok trzeci to bilet.

Gł ó wnym kryterium jest tań szy. Najtań sze są w Turkmeń skich Liniach Lotniczych (Turkmen) Leć z przesiadką w Aszchabadzie Ale kiedy stajesz przed wyborem Aeroflotu za dolara lub Turkmenistanu za pię ć set pię ć dziesią t, wygrywa internacjonalizm: wycią gam rę kę do bratniego Turkmena ludzi - biorę to za pię ć set.

Nawiasem mó wią c, prawie jedno monopolistyczne biuro podró ż y, grupa ITM, sprzedaje bilety dla Turkmen Airlines. Jeś li ktoś inny też handluje, to przez to z uprawnieniami. A jeś li poza sezonem nadal moż na kupić bilet na „Turkmen”, to w noworoczne wycieczki tylko i trzy razy droż sze niż zwykle.

Krok czwarty (najł atwiejszy) - Domodiedowo.

Najważ niejsze, ż eby się nie spó ź nić.

Siedzę na lotnisku, czekają c na lot. Przepł ywają kobiety z pniami, mę ż czyź ni z wielkimi walizkami. Z ledwo wypeł nioną torbą na ramieniu patrzą na mnie jak goblin. Jedyne zrozumienie jest w oczach tajlandzkiej stewardessy, któ ra przelatuje obok mnie w towarzystwie takich pracownikó w Thai Airlines jak ona.

Có ż , tutaj jest na pokł adzie. Karmiony na rzeź , gorzał kę . Boeing jest zupeł nie nowy. Wię c narzekanie jest grzechem.

Granice Ojczyzny Radzieckiej.

W Aszchabadzie - cztery godziny w hali tranzytowej, pod czujnym okiem ż oł nierzy w mundurach SA z czasó w ZSRR.

Nadą sany. Ktoś zaczyna kwaś nieć , ktoś ś pi. Opró cz tych samych niskobudż etowych wspó ł obywateli, takich jak ja, na korytarzu jest wielu Hindusó w, kilku Chiń czykó w i para nowoż eń có w - wysoki Europejczyk i Taj. Gruchają tuż za mną . Blada twarz, najwyraź niej z Holandii. Amsterdam czę sto wpada w przemó wienie. W samolocie zignorował em ich. Wł aś ciwie to cał kiem fajne.


Nie wiadomo, co sprowadził o tych dziwakó w do Moskwy. Podobno takż e sportowcy ekstremalni.

Począ tek publikacji: „Dzisiaj jest zimno, +28°C”.

Druga czę ś ć lotu polega na ustaleniu, kto w Rosji ma dobre ż ycie. Obok mnie siedzi starsza rosyjska para. On jest gł ó wnym inż ynierem jednego z przedsię biorstw gazowniczych w Aszchabadzie, ona jest gospodynią domową . Biuro gazowe jest kontrolowane przez jakiś amerykań ski koncern. Wię c Grigorych zarabia niezł e pienią dze. Na rę kę „Rolex” z ż oną przejechał pó ł ś wiata. Ojczyzną Grigorycza jest Niż ny Nowogró d, a on cał e ż ycie mieszkał w Aszchabadzie.

„A kto do diabł a mi udowodni, ż e jest lepsze miejsce” – dumnie deklaruje są siad.

Tak, nie zamierzam. Grigorich wie lepiej. Wszystkie jego dzieci rozproszył y się po cał ym ś wiecie: niektó re osiedlił y się w Moskwie, inne w Stanach. Jest coś do poró wnania.

Podpisujemy traktat pokojowy zwijają c kubek „Hennessy XO”, Grigorych wyjmuje butelkę z obszernej torby. Nalewa się bezpoś rednio do plastikowych filiż anek do herbaty. Mamy kę s krwistoczerwonej koń skiej kieł basy.

- Nie ma lepszej kieł basy na ś wiecie - zapewnia Grigorij - aw naszym kraju jest ona praktycznie tylko produkowana w jednym zakł adzie. Przyprowadzają mnie moi przyjaciele.

Kieł basa pod „Hennessy” idzie z hukiem. Opró cz mię sa pachnie czymś dawno zapomnianym - sowieckim ...

I wreszcie dł ugo oczekiwane:

Samolot wylą dował na mię dzynarodowym lotnisku w Bangkoku. Zał oga ż egna się z Tobą , ciesz się wakacjami. Dziś w Bangkoku jest zimno. Temperatura na zewną trz: +28 stopni.

Toczymy się z Grigorichem po drodze i rozpraszamy. Są w Pattaya, w jakimś fajnym kurorcie. Mam zamiar rzucić kostką w BKK. Ż ona Grigorycha został a z prezentem ode mnie - wszystkie moje kremy przeciwsł oneczne: zapomniał a swojego w domu.

Labirynt dla frajera. Wyjdź , wow!

Niestety, pró ba zaoszczę dzenia czasu po przyjeź dzie nie powiodł a się . Pró buję znaleź ć wyjś cie i tu zaczynają się wę dró wki faranga (czytaj - „przejś cie przez bó l”).


Tajowie pracują cy w hali przylotó w uś miechają się radoś nie, podają mi rę kę , mó wią coś i… wszyscy wskazują ró ż ne kierunki. Chiń czycy, Hindusi, a jeszcze bardziej Tajowie patrzą na rosyjskiego dziwaka z oszoł omionymi oczami jak na idiotę . I wszyscy Rosjanie wpadli pod ziemię . Cał kowicie wyczerpany siadam na podł odze w jakimś niepozornym przejś ciu. A potem przemyka obok mnie ta sama para - farang i taika. A co jeś li...pó jdę za nimi: obró ć się , jeszcze jeden - i oto i oto! Przede mną kolejna hala: tł umy witaczy, taksó wki, zgieł k i zgieł k.

Hurra, cześ ć Bangkoku!

Wychodzę na ulicę . W powietrzu unosi się zapach spalenizny i kwiató w. Biorę pierwszą wolną taksó wkę - i dalej. W Moskwie nauczył em się niezbę dnego wyraż enia: „Karuna, Bangkok, Sukhumvit Road, soi disib, Royl Parkviw Hotel”, co oznacza „proszę , ul. Sukhumvit, Lane 20, Royl Parkviw Hotel, uś miechnię ty taksó wkarz wciska gaz, a my pę dzimy na oś lep na autostradę. Terminal lotniska jest ukryty za wiaduktem.

I w tym momencie znowu czuję się nieswojo (jak mó wią , Bó g kocha tró jcę ). Z przeraż eniem rozumiem, ż e kiedy moje wakacje dobiegną koń ca, przy mojej znajomoś ci ję zykó w, nie bę dzie ł atwo wytł umaczyć taksó wkarzowi, ż e muszę jechać na lotnisko. Bangkok jest oszał amiają cy: drapacze chmur i pagody, betonowe wiadukty metra latają ce w niebo, kawiarnie, makaroniki, uliczni sprzedawcy, slumsy i gigantyczne centra biznesowe! Taksó wkarz począ tkowo pró buje o coś zapytać , ale patrzą c na gł upio uś miechnię tego faranga, mó wi coś w stylu: „Hej, farang! ”(Tajowie nazywają biał ych farangsami, obcokrajowcami - gł upota, kró tko, ale bez obrazy, ze zrozumieniem) i odrzuca pomysł rozmowy ze mną.

Oto w koń cu nasza „só jka” i mó j hotel Royl Parkview – ogromny, wypchany Hindusami i Chiń czykami. Teraz Rosjan poznam dopiero za tydzień w Pattaya. Idę do recepcji i przez 10 minut na palcach staram się wytł umaczyć dyż urnemu, ż e mó j pokó j jest już zarezerwowany i opł acony.


Po 15 minutach podobno kierownik zmiany podchodzi do lady i biorą c mó j wydruk z drukarki ze zbroi, dł ugo wpatruje się w angielskie litery. Rozumie, najwyraź niej, dokł adnie tak samo jak ja. Ale w Moskwie zapewnili mnie, ż e ta ulotka jest potwierdzeniem rezerwacji i nie zamierzam odmó wić.140 dolcó w (35 za dobę za pokó j). W koń cu zakreś lam tydzień w kalendarzu, starszy kiwa gł ową i podaje mi klucz do pokoju. Siadam w windzie i idę na 14. pię tro. Pokó j to nic, czysto, ś wież a poś ciel, wystarczają co przestronny, sejf w pokoju (otwierany tą samą kartą co pokó j), telewizor, lodó wka, wanna, ogromne ł ó ż ko i okno z widokiem na BKK. Dlaczego nie dreszczyk emocji?

„Masaż , masaż ”

Teraz przebierz się , weź prysznic - i idź . Jednak wszelkie pró by zorganizowania recepcji, aby wyprać i wyprasować koszulę , na nic się nie zdadzą . Wchodzę na 9. , gdzie są dzą c po zdję ciu w windzie, jest basen i masaż e. Przeczucie, jak zawsze, nie zwodził o.

Siedzą tam trzy tajskie masaż ystki:

- Masaż , masaż . Sam ró j bahtó w (300 bahtó w)!

Od „masyazh” odmó wić . Zgadza się wyprać i wyprasować koszulę - najstarsza z masaż ystek - za jedyne 20 bahtó w.

- Krapun krap (dzię kuję ), - rozstajemy się zadowoleni.

Idę za só jką w kierunku Sukhumvit. Po lewej stronie plac budowy, a po prawej pod nogami kanalizacja deszczowa i ten zapach, zapach ś ciekó w i zgnił ej wody. Ktoś pluje, ktoś zatyka nos, czują c ten zgnił y zapach, ale to wizytó wka Bangkoku, jego bombka, a bez tego zapachu nie ma BKK. Stopniowo przyzwyczajasz się do tego, zaczynasz oddychać cał ą klatką piersiową , a kilka dni po powrocie do Rosji zaczynasz o tym ś nić w nocy.

Prześ ladowcy z Bangkoku

Ł apię taksó wkę na Sukhumvit i pę dzę do centrum. „Wat Po” – wszyscy rozumieją . Swoją drogą , prawie co trzeci samochó d w BKK to taksó wka. Ł apiesz „warcaby” i latasz tam, gdzie trzeba. Niespodziewanie wyskakuje Wat Po, kolorowe chedis.

Pł acę taksó wkarzowi i kuś tykam do klasztoru.

Wymagana wkł adka:

Muszę powiedzieć , ż e do TAI trafił em kulawy. Kilka miesię cy przed wyjazdem pojechał em na narty i skoczył em z trampoliny. Gwał townie wylą dował , coś pę kł o mu w kostce...Potem mó gł chodzić , ale tylko z elastycznym bandaż em. Odkł adam pó jś cie do lekarzy: kuś tykam i okej. Muszę powiedzieć , ż e każ dego dnia noga bolał a coraz bardziej. Każ dy krok powodował ostry bó l w nodze. A jednak podró ż nie został a odł oż ona. Liczył am moż e na Rosjankę , ale musiał am mieć tajską masaż ystkę...

Zwalczaj ogień ogniem


Klasztor, muszę powiedzieć , to cud, ale o tym – w co drugiej recenzji i we wszystkich przewodnikach. Dlatego nie przestanę . Od razu zaczę ł am szukać szkoł y tradycyjnego masaż u tajskiego. To wł aś nie w tym klasztorze znajduje się najsł ynniejsza szkoł a masaż u w TAE. Wat Po to kuź nia wiedzy i straż nik wszystkich tradycji.

Có ż , na leniwie zwisają cych farangach uczniowie doskonalą swoje umieję tnoś ci. Szybko znaleziono. 450 bahtó w - a ja już jestem w piż amie i na kanapie (tajskiego tradycyjnego masaż u nie wykonuje się na nagim ciele).

Został a mi przydzielona starsza masaż ystka. Kobieta uś miechnę ł a się , odmó wił a modlitwę , zł apał a mnie za stopę i przycisnę ł a kciukiem najbardziej bolesne miejsce. Pocił em się . Jakoś wytł umaczył em masaż ystce na palcach, ż e chyba mam zł amaną nogę i muszę uważ ać , udawał a, ż e ​ ​ rozumie...

Wtedy coś się zaczę ł o. Zapominają c o wszystkim innym, „sadysta” przez godzinę ugniatał mi nogę . Mam ł zy ze strumienia bó lu. Myś lę , co ja do cholery robię . Teraz przyszł y do ​ ​ mnie ostatnie punkty. Mogę kurwa chodzić . Noga był a cał kowicie zdrę twiał a z bó lu. Nie pamię tam nastę pnego masaż u. Trzymał się z cał ej sił y...

Przy wyjś ciu z baraku uś miechnię te dziewczyny wrę czył y mi szklankę zimnej zielonej herbaty. Pił i przeklinają c wszystko na ś wiecie, wę drował do wyjś cia.

Wł aś nie tam mnie to zaprowadził o. Mam mdł oś ci, zaraz wymiotuję . A ja stoję na ś rodku klasztoru: asfalt, przycię te krzaki. Có ż , rzucił em się na te krzaki. Kró tko mó wią c, wyraź nie mnie to oczyś cił o. Z filiż anki herbaty wypł ynę ł o kilka litró w ż ó ł ci i kawał ki. Udał em się do ł awki i usiadł em. Zł apał oddech i poszedł do hotelu. Popł ywał em w basenie i poł oż ył em się spać . Poł oż ył em się , a potem przypomniał em sobie: w koń cu bolał a mnie noga, a teraz to nie jest cholera! Skoczył - nic. Urazy zniknę ł y. Od tego dnia zapomniał em o nodze. Przeleciał em przez TAYU. Sam bym w to nie uwierzył , gdyby mi się to nie przytrafił o.

Powodzenia! Jeś li już , napisz na mydł o vovany@mail. en

Tłumaczone automatycznie z języka rosyjskiego. Zobacz oryginał
Aby dodać lub usunąć zdjęcia w relacji, przejdź do album z tą historią
Podobne historie
Uwagi (1) zostaw komentarz
Pokaż inne komentarze …
awatara