Jest tak dobrze, że wszystkie śniadania zaspały!

Pisemny: 9 styczeń 2011
Czas podróży: 2 — 14 październik 2010
Komu autor poleca hotel?: Na relaksujące wakacje; Na wypoczynek z przyjaciółmi, dla młodzieży
Ocena hotelu:
9.0
od 10
Oceny hoteli według kryteriów:
Pokoje: 8.0
Usługa: 7.0
Czystość: 7.0
Odżywianie: 8.0
Infrastruktura: 8.0
Jest czwarta w nocy. Po zdobyciu plastikowych kubkó w wypijamy ostatnie pozostał e bailey na lotnisku w Bangkoku. Za godzinę lecimy z powrotem do naszej ojczyzny. Jakieś.10 godzin lotu i od plusa 33 znajdziemy się w minus 8! Ale Baileys już pł ynie w ż ył ach i zmian temperatury się nie boją . Wspominają c te niespodziewanie cudowne wakacje, być moż e po raz dziesią ty tego wieczoru zadaję przyjacielowi jedno pytanie: „Anno, jak to się mogł o stać , ż e przez cał y tydzień odpoczynku nigdy nie dostaliś my ś niadania? ”. Anya wybucha ś miechem po raz dziesią ty. Ogó lnie wszystko jest w porzą dku.
Pierwszy dzień .
Zostaliś my przywiezieni do hotelu Long Beach 4* wcześ nie rano, optymistycznie mó wią c, ż e ś niadanie nie jest dozwolone w dniu przyjazdu. Jedzenie pierwsze wraż enia z kraju nie są szczegó lnie zdenerwowane. Po dotarciu do naszego pokoju na 13. pię trze umawiamy się na szybką inspekcję . Tak, solidna czwó rka, ale ś nież nobiał e ł ó ż ka ł ó ż ka od razu dodają do tego plus! Widok z okna nie jest obraź liwy: bezpoś rednio – wież owce, po prawej – Zatoka Tajlandzka.

Chodź my poszukać pobliskiej kawiarni na ś niadanie. Gł ó d doś ć szybko podpowiada, gdzie się udać . Z chciwoś ci od razu zamawiamy 4 duż e kraby! Zjadamy dwa na raz. Jedna wieczorem, przed spacerkiem. Tę drugą jemy przez kilka dni, ale nie koń czymy jeś ć do koń ca.
Schodzimy na spotkanie z przewodnikiem. Patrzą c oczami przewodnika, kł adę obok siebie na stole nasze bilety lotnicze. Po kilku sekundach spuszczam oczy - i zamieram: nie ma biletó w! W szoku biegamy po recepcji. Przewodnik zapewnia nas, ż e prawie wszystkie bilety są elektroniczne i za kilka dni zostaną nam zwró cone. Zapisz się na jutrzejszą poranną wycieczkę na farmę krokodyli.
Wychodzą c na zewną trz, ł apiemy tuk-tuka i ruszamy…. tak, dokł adnie: na Walking Street!
Drugi dzień .
Z pierwszego tajskiego spaceru wracamy okoł o szó stej rano.
O ó smej budzi nas telefon przewodnika:
-Czekaliś my dwadzieś cia minut, aż ty sam pó jdziesz do krokodyli!
Na autopilocie odpowiadam:
Bę dziemy tam za 5 minut!
Odkł adam telefon, po czym jednogł oś nie zgadzamy się z moim przyjacielem, ż e nie są w stanie jeź dzić na krokodylach nawet pod wpł ywem tortur. O tym, co nazywamy przewodnikiem. Kwestia pó jś cia na ś niadanie nie jest nawet omawiana.
Dzień trzeci.
Drugi tajski spacer zamienił się w ł atwe znajomoś ci, w efekcie czego trwał do pią tej rano. Ze wzglę du na zmę czenie nagromadzone w nocy ś niadanie uznano za nieodpowiednie. Zwł aszcza, ż e ​ ​ wczorajszą przeką ską był y koniki polne. . .
Po poł udniu przewodnik dzwoni i informuje nas, ż e nasze bilety nie był y elektroniczne, tylko wystawione rę cznie, wię c nie da się ich przywró cić …. niemoż liwe. Moż e tylko z grzywną , ao tym jeszcze nie wiadomo. Chodź my histerycznie!!! !

Schodzę na dó ł , po raz setny pytam "recepcjonistki" - czy to znaleź li? Krę cą c gł owami - nie! Bł agam o wywiad ze wszystkimi pracownikami w holu. Po 10 minutach barmanka z baru przynosi upragnione bilety! Nie pytają c o nic, chwytam je i zaczynam wierzyć w cuda!
Dzień czwarty.
O wpó ł do pią tej rano wró ciliś my z nocnego spaceru w deszczu! Wrę czyliś my parasole, któ re otrzymaliś my w recepcji, o czym tajski pracownik zanotował sobie na rę ce pisakiem. Pó ł godziny pó ź niej autobus zabiera nas na wycieczkę po rzece Kwai. Dopiero zapł acony za to 360 $ powstrzymuje nas od pokusy zasypiania w holu! Suche racje ż ywnoś ciowe, któ re otrzymaliś my na podró ż , nie pozwalają powiedzieć , ż e w koń cu spró bowaliś my hotelowego ś niadania!...
Dzień pią ty.
Spę dziliś my noc, a raczej rano poszliś my spać w etnicznym hotelu nad rzeką . Otworzyli powieki na kilka minut przed koń cem ś niadania. Ale mimo wszystko prawie by się nie wydarzył o. na widok jedzenia zaczą ł się budzić . To wszystko, cholerne zatrucie! Albo podbiegł a tajska suszona woł owina, albo tajska whisky nie dział ał a. Koniki polne są poza wszelkimi podejrzeniami.
Dzień szó sty.
Dzisiaj są moje urodziny!
A wczoraj wró ciliś my z wycieczki pó ź nym wieczorem kompletnie wyczerpani. Znaleziono w ich pokoju bezpretensjonalne sprzą tanie i nieznane mę skie spodenki plaż owe. Budują c domysł y o tym, jak do nas dotarli, lekko pocieszeni. Zdają c sobie sprawę , ż e dziś fizycznie nie moż na dostać się na Walking Street, postanowiliś my symbolicznie usią ś ć w kawiarni naprzeciwko hotelu. Kolejna figlarna znajomoś ć pozwolił a mi poł oż yć się spać dopiero po czwartej rano….
Wię c oto jest! Nie ś miał em torturować się torturą wstawania na ś niadanie w moje wł asne urodziny! Niczego nie ż ał uję .

Dzień sió dmy.
Dziś o dziesią tej rano ż egnamy się z Pattayą i jedziemy na 2 dni do Bangkoku. Tych. jest szansa na ś niadanie.
Ale rozumiesz: wczoraj był ostatni wieczó r Pattaya! Po wieczorze nastał a noc, choć jej szczegó ł y są już niewyraź ne.
. . . Rano ledwo zdą ż yliś my spakować rzeczy do walizek io dziesią tej zero trzy wcisnę liś my się do autobusu. W biegu sfotografowaliś my ogromną orchideę przy wejś ciu do hotelu Long Beach 4*! Nie udał o mi się zjeś ć ś niadania....
Tłumaczone automatycznie z języka rosyjskiego. Zobacz oryginał