Часа четыре ночи. Раздобыв пластиковые стаканчики, мы в аэропорту Бангкока допиваем последний оставшийся Бейлис. Через час вылетаем обратно на Родину. Каких-то там 10 часов перелета и из плюс 33-х мы окажемся в минус 8-ми! Но Бейлис уже течет по венам и перепады температуры не страшат. Вспоминая этот нежданно замечательный отдых я, пожалуй, раз десятый за эту ночь задаю подружке один вопрос: "Аня, ну как так могло получиться, что за всю неделю отдыха мы ни разу так и не попали на завтрак? ". Аня в ответ десятый раз заливается смехом. В общем, все по порядку.
День первый.
В отель Лонг Бич 4* нас привезли рано утром, оптимистично сообщив, что в день прибытия завтрак не положен. Питаясь первыми впечатлениями от страны особо не расстраиваемся. Добравшись до своего номера на 13-м этаже, устраиваем беглый осмотр. Да, твердая четверка, но белоснежные постели постели сразу прибавляют к ней плюс! Вид из окна - не обидный: прямо - небоскребчики, справа - Сиамский залив.
Идем искать близлежащее кафе для завтрака. Голод довольно быстро подсказывет куда идти. От жадности тут же заказываем 4 больших краба! Два съедаем сразу. Одного вечерком, перед прогулкой. Последнего едим несколько дней, но так до конца и не доедаем.
Спускаемся на встречу с гидом. Ища глазами гида, ложу наши авиа-билеты возле себя на столик. Через перу секунд опускаю глаза - и замираю: билетов нет! В шоке метаемся по ресепшену. Гид успокаевает, что почти все билеты электронные и нам их за пару дней восстановят. Записываемся на завтрашнюю утреннюю экскурсию на крокодиловую ферму.
Выйдя на улицу ловим тук-тук и отправляемся....да, именно: на Walking Street!
День второй.
С первой тайландской прогулки возвращаемся около шести утра.
В восемь нас будит телефонный звонок гида:
-Мы уже двадцать минут ждем одних вас ехать к крокодилам!
На автопилоте отвечаю:
- Через 5 минут будем!
Ложу трубку, после чего единодушно соглашаемся с подругой, что на крокодилов не в состоянии ехать даже под пытками. О чем и перезваниваем гиду. Вопрос о походе на завтрак даже не обсуждается.
День третий.
Вторая тайская прогулка обернулась необременительными знакомствами, вследствие чего продлилась до пяти утра. По причине накопившейся за ночь усталости завтрак сочтен неуместным. Тем более, что последней закуской вчера были кузнечики...
Днем звонит гид и сообщает, что наши билеты были не электронными, а выписанными от руки, поэтому восстановить их.... невозможно. Может быть только со штрафом и то еще не известно. Бьемся в истерике!! ! !
Спускаюсь вниз, в сотый раз спрашиваю "ресепшионистов" - не находили ли? Вертят головами - нет! Умоляю опросить всех работников, находящихся в холле. Через 10 минут девочка-барменша из бара приносит заветный билеты! Ни о чем не спрашивая хватаю их и начинаю верить в чудеса!
День четвертый.
В полпятого утра вернулись с ночной прогулки под дождем! Сдали на ресепшене выданные нам зонтики, о чем тайский служащий сделал пометку у себя на руке фломастером. Через полчаса автобус забирает нас на экскурсию по реке Квай. Только уплаченные за нее 360 долларов удерживают нас от соблазна уснуть прямо в холле! Выданные нам сухие пайки в дорогу не позволяют заявить, что наконец-то мы отведали отельный завтрак!...
День пятый.
Ночевали, точне легли спать под утро в этническом отеле на реке. Разлепили веки за несколько минут до окончания завтрака. Но все равно он вряд ли бы состоялся т. к. при виде еды начинало мутить. Вот оно, чертово отравление! То ли тайское вяленое мясо подгуляло, то ли тайский виски не пошел. Кузнечики вне подозрения.
День шестой.
Сегодня у меня День Рождения!
А вчера возвратились с экскурсии поздно вечером совершенно без сил. Обнаружили у себя в номере незатейливую уборку и неизвестные мужские пляжные шорты. Строя догадки о том, как они к нам попали, слегка взбодрились. Понимая, что до Walking Street чисто физически сегодня не потянуть, решили символически посидеть в кафе напротив отеля. Очередное шутливое знакомство позволило лечь спать только после четырех утра....
Так вот! Истязать себя пытками вставания на завтрак в собственный День Рождения я не решилась! О чем ничуть не жалею.
День седьмой.
Сегодня в десять утра дня мы прощаемся с Паттайей и рулим на 2 дня в Бангкок. Т. е. шанс попать на завтрак по идее есть.
Но сами понимаете: вчера был последний Паттайский вечер! За вечером следовала ночь, хотя детали ее уже размыты.
...Утром едва успели утрамбовать вещи в чемоданы и в десять ноль три запихнулись в автобус. На бегу сфотографировали огромную орхидею у входа в отель Лонг Бич 4*! Позавтракать не успели.....
Jest czwarta w nocy. Po zdobyciu plastikowych kubkó w wypijamy ostatnie pozostał e bailey na lotnisku w Bangkoku. Za godzinę lecimy z powrotem do naszej ojczyzny. Jakieś.10 godzin lotu i od plusa 33 znajdziemy się w minus 8! Ale Baileys już pł ynie w ż ył ach i zmian temperatury się nie boją . Wspominają c te niespodziewanie cudowne wakacje, być moż e po raz dziesią ty tego wieczoru zadaję przyjacielowi jedno pytanie: „Anno, jak to się mogł o stać , ż e przez cał y tydzień odpoczynku nigdy nie dostaliś my ś niadania? ”. Anya wybucha ś miechem po raz dziesią ty. Ogó lnie wszystko jest w porzą dku.
Pierwszy dzień .
Zostaliś my przywiezieni do hotelu Long Beach 4* wcześ nie rano, optymistycznie mó wią c, ż e ś niadanie nie jest dozwolone w dniu przyjazdu. Jedzenie pierwsze wraż enia z kraju nie są szczegó lnie zdenerwowane. Po dotarciu do naszego pokoju na 13. pię trze umawiamy się na szybką inspekcję . Tak, solidna czwó rka, ale ś nież nobiał e ł ó ż ka ł ó ż ka od razu dodają do tego plus! Widok z okna nie jest obraź liwy: bezpoś rednio – wież owce, po prawej – Zatoka Tajlandzka.
Chodź my poszukać pobliskiej kawiarni na ś niadanie. Gł ó d doś ć szybko podpowiada, gdzie się udać . Z chciwoś ci od razu zamawiamy 4 duż e kraby! Zjadamy dwa na raz. Jedna wieczorem, przed spacerkiem. Tę drugą jemy przez kilka dni, ale nie koń czymy jeś ć do koń ca.
Schodzimy na spotkanie z przewodnikiem. Patrzą c oczami przewodnika, kł adę obok siebie na stole nasze bilety lotnicze. Po kilku sekundach spuszczam oczy - i zamieram: nie ma biletó w! W szoku biegamy po recepcji. Przewodnik zapewnia nas, ż e prawie wszystkie bilety są elektroniczne i za kilka dni zostaną nam zwró cone. Zapisz się na jutrzejszą poranną wycieczkę na farmę krokodyli.
Wychodzą c na zewną trz, ł apiemy tuk-tuka i ruszamy…. tak, dokł adnie: na Walking Street!
Drugi dzień .
Z pierwszego tajskiego spaceru wracamy okoł o szó stej rano.
O ó smej budzi nas telefon przewodnika:
-Czekaliś my dwadzieś cia minut, aż ty sam pó jdziesz do krokodyli!
Na autopilocie odpowiadam:
Bę dziemy tam za 5 minut!
Odkł adam telefon, po czym jednogł oś nie zgadzamy się z moim przyjacielem, ż e nie są w stanie jeź dzić na krokodylach nawet pod wpł ywem tortur. O tym, co nazywamy przewodnikiem. Kwestia pó jś cia na ś niadanie nie jest nawet omawiana.
Dzień trzeci.
Drugi tajski spacer zamienił się w ł atwe znajomoś ci, w efekcie czego trwał do pią tej rano. Ze wzglę du na zmę czenie nagromadzone w nocy ś niadanie uznano za nieodpowiednie. Zwł aszcza, ż e wczorajszą przeką ską był y koniki polne. . .
Po poł udniu przewodnik dzwoni i informuje nas, ż e nasze bilety nie był y elektroniczne, tylko wystawione rę cznie, wię c nie da się ich przywró cić …. niemoż liwe. Moż e tylko z grzywną , ao tym jeszcze nie wiadomo. Chodź my histerycznie!!! !
Schodzę na dó ł , po raz setny pytam "recepcjonistki" - czy to znaleź li? Krę cą c gł owami - nie! Bł agam o wywiad ze wszystkimi pracownikami w holu. Po 10 minutach barmanka z baru przynosi upragnione bilety! Nie pytają c o nic, chwytam je i zaczynam wierzyć w cuda!
Dzień czwarty.
O wpó ł do pią tej rano wró ciliś my z nocnego spaceru w deszczu! Wrę czyliś my parasole, któ re otrzymaliś my w recepcji, o czym tajski pracownik zanotował sobie na rę ce pisakiem. Pó ł godziny pó ź niej autobus zabiera nas na wycieczkę po rzece Kwai. Dopiero zapł acony za to 360 $ powstrzymuje nas od pokusy zasypiania w holu! Suche racje ż ywnoś ciowe, któ re otrzymaliś my na podró ż , nie pozwalają powiedzieć , ż e w koń cu spró bowaliś my hotelowego ś niadania!...
Dzień pią ty.
Spę dziliś my noc, a raczej rano poszliś my spać w etnicznym hotelu nad rzeką . Otworzyli powieki na kilka minut przed koń cem ś niadania. Ale mimo wszystko prawie by się nie wydarzył o. na widok jedzenia zaczą ł się budzić . To wszystko, cholerne zatrucie! Albo podbiegł a tajska suszona woł owina, albo tajska whisky nie dział ał a. Koniki polne są poza wszelkimi podejrzeniami.
Dzień szó sty.
Dzisiaj są moje urodziny!
A wczoraj wró ciliś my z wycieczki pó ź nym wieczorem kompletnie wyczerpani. Znaleziono w ich pokoju bezpretensjonalne sprzą tanie i nieznane mę skie spodenki plaż owe. Budują c domysł y o tym, jak do nas dotarli, lekko pocieszeni. Zdają c sobie sprawę , ż e dziś fizycznie nie moż na dostać się na Walking Street, postanowiliś my symbolicznie usią ś ć w kawiarni naprzeciwko hotelu. Kolejna figlarna znajomoś ć pozwolił a mi poł oż yć się spać dopiero po czwartej rano….
Wię c oto jest! Nie ś miał em torturować się torturą wstawania na ś niadanie w moje wł asne urodziny! Niczego nie ż ał uję .
Dzień sió dmy.
Dziś o dziesią tej rano ż egnamy się z Pattayą i jedziemy na 2 dni do Bangkoku. Tych. jest szansa na ś niadanie.
Ale rozumiesz: wczoraj był ostatni wieczó r Pattaya! Po wieczorze nastał a noc, choć jej szczegó ł y są już niewyraź ne.
. . . Rano ledwo zdą ż yliś my spakować rzeczy do walizek io dziesią tej zero trzy wcisnę liś my się do autobusu. W biegu sfotografowaliś my ogromną orchideę przy wejś ciu do hotelu Long Beach 4*! Nie udał o mi się zjeś ć ś niadania....