Tajemnicza wyspa Kood
Powró t do Tajlandii! Tym razem postanowił am cał kowicie zanurzyć się w relaksie i spokoju, dzię kuję mojej rodzinie za zrozumienie i wsparcie. Postanowiliś my udać się na odległ ą i mał o znaną wyspę Kood.
Naszą decyzję oparliś my na wynikach wyszukiwania w Internecie, gdzie gł ó wnym kryterium był y spokojne wakacje na plaż y na wyspie z kilkoma turystami. Tak wię c, po uogó lnieniu i analizie, nasz wybó r padł na wyspę Kood.
Tak wię c nasza trasa Moskwa - Bangkok - Trat - Koh Kood (2 tygodnie) iz powrotem. W Bangkoku spę dziliś my noc tylko po to, aby mieć czas na dotarcie na wyspę tego samego dnia, z Bangkoku wyjechaliś my o 6 rano. Zamó wiliś my taksó wkę , dla naszej rodziny skł adają cej się z 2 osó b dorosł ych i 5-letniej có rki, cał kiem wygodnego sedana.
Do miasta Trat dotarliś my bez zwł oki, drogi są dobre, korkó w nie ma. Za oknem sł oń ce, solidna zieleń , wdzię k jest prosty. Po drodze kilka razy zatrzymywaliś my się , ż eby zatankować i odpoczą ć . Na stacjach benzynowych jest bezpł atna czysta toaleta, sklepy i bankomaty. Kierowca jest Tajkiem, uś miechnię ty i pomocny, nasz minimalny angielski w zupeł noś ci wystarczył .
O godzinie 12 dotarliś my na molo, wsiedliś my na duż ą ł ó dź i popł ynę liś my do Kud. Przelewy został y zamó wione i opł acone w przedsprzedaż y, wię c nie bę dę się nad nimi szczegó ł owo rozwodził .
W Kude mieszkaliś my w hotelu Ao Noi. Proste domki, bez dodatkó w, tylko podstawowe rzeczy, ale niesamowita plaż a!
Wypoż yczyliś my rower, bo Wyspa jest doś ć duż a i nie ma nic w zasię gu spaceru. Odwiedziliś my inne plaż e, z któ rych jedna jest lepsza od drugiej. Odwiedziliś my restaurację przy szkole, kawiarnię przy drodze, sklepy z owocami.
Pojechaliś my na ryby na prawdziwej ł odzi rybackiej. Zł apaliś my ś redniej wielkoś ci rybę barbecue, ale moje panie zmę czył y się i musiał y zwijać wę dki przed terminem. Potem poszedł em sam z rybakami na cał y dzień . Zmę czony, ale szczę ś liwy, wró cił z haczykiem.
Poszliś my na obiad do szkoł y kuchni tajskiej. Sprytnie wię c ż ona zaproponował a, ż e pysznie zje, a jednocześ nie przył oż ył a do tego rę ce. Był tylko tajski kucharz i ja powtarzaliś my wszystkie wariacje na temat „A La rzucamy wszystko w rzę dzie” – inaczej jak się nazywa przyję cie, gdzie dodawane są cukier, só l, pieprz, limonka, czosnek danie i...już nie pamię tam...ró b zdję cia, na któ re nie pozwalali, podobno uznali nas za wywiad szpiegowski, na korzyś ć obcych pań stw : -).
Odwiedziliś my wioskę rybacką , gdzie kupiliś my ś wież e kraby, sł odkie pą czki i ró ż ne pamią tki.
Zwiedzaliś my skał y w dż ungli w postaci statkó w, pł ywaliś my kajakiem po namorzynach. A przez resztę czasu nie robili nic poza pł ywaniem, opalaniem się , cieszeniem się jednoś cią i samotnoś cią z bliskimi w otoczeniu czystej natury.
Opuś ciliś my tę wyspę peł ni sił i energii, zainspirowani i szczę ś liwi, mają c nadzieję , ż e wkró tce was zobaczymy.