Włochy: Rzymskie wakacje. Pięć lat później.
Po 5 latach ponownie trafił em do Wł och. Moi szefowie organizują tradycyjny dla firmy „zlot” klientó w na otwartych przestrzeniach gł ó wnego dostawcy firmy – duż ego wł oskiego holdingu. W cią gu kilku miesię cy wszyscy zaczynają się awanturować - sporzą dzają c listy goś ci, planują c program wydarzeń , rezerwują c loty, hotele, przygotowują c program kulturalny i wiele wię cej. Moja wizyta na tym wydarzeniu nie był a planowana, ponieważ nasz najważ niejszy szef jest bardzo zaniepokojony w czasie mojej nieobecnoś ci w biurze. "Leszo! Có ż , nie bę dzie cię tam przez 3 dni, jak to moż liwe bez ciebie w biurze! ”- mó wi. W biurze, pod moją nieobecnoś ć , dobra poł owa pytań naprawdę „zastyga”. I nie chodzi o to, ż e nie rozumiał em powodu takich procesó w, jak bardzo ci sami szefowie nie mieli woli politycznej do rozwią zywania takich problemó w. „Okulary” są ze mną - prawdę mó wią c. Szczerze wierzą , ż e „stare miasto jest lepsze niż nowe, wiemy, jak ś mierdzi”. W cią gu ponad roku wiernej sł uż by nigdy nie zł amał em przekonań z takiej serii. A potem, za kilka tygodni, przyszedł do nich cud „oś wiecenia” i wydawał o im się logiczne, ż e pierwsza po nich twarz firmy powinna być na gł ó wnym „zlocie” klientó w firmy.
Przygotowania do imprezy wyglą dają chaotycznie. Klienci latają z ró ż nych czę ś ci Rosji i WNP, wię c nie był o moż liwe umieszczenie wszystkich na jednym locie. Wybraliś my gł ó wny lot Ural Airlines do Rimmini w dniu 26.03. 2014. Chcieliś my zarezerwować cał e wyż ywienie, ale kto nam na to pozwoli. Kupcy, dowiedziawszy się o grupie obywateli, któ rzy chcieli polecieć razem we wskazanym dniu tym lotem, ostro podnieś li cenę (począ tkowo bilet w obie strony kosztował.12 000 rubli, pó ź niej zaczą ł kosztować.18 000 rubli ). Po drugiej stronie był Aeroflot z codziennym rejsowym lotem SU2424 do Bolonii. Niektó rzy polecieli do Rzymu lub Mediolanu, a stamtą d jechali samochodem lub pocią giem do Pesaro – oczywiś cie trasa ta wskazuje, gdzie odbył się nasz „zlot”. Transfery został y zaplanowane dla wszystkich klientó w z pomocą naszych wł oskich partneró w. W wię kszoś ci nie był o problemó w z wizami, każ dy dostał cenne wkł adki do paszportó w na okres od 3 do 12 miesię cy.
Począ tkowo planowaliś my zarezerwować pakiet usł ug u touroperatoró w, ale cena wydania zniknę ł a. Na przykł ad lot Moskwa-Rimmini-Moskwa z samodzielną rezerwacją kosztuje 6 milionó w rubli, minimalna cena od organizatora wycieczek to 10 milionó w rubli. Operatorzy lotó w są tacy sami. Autobus na 45 osó b z cał odniową wycieczką po mieś cie kosztował nas 600 euro, przy rezerwacji w Rosji - 1100 euro. Co wię cej, myś lę , ż e nie ma sensu kontynuować - wszystko zarezerwowaliś my sami. Chciał bym szczegó lnie podzię kować mojej wiodą cej marketerce Natalii B. za bezinteresowną pracę przy organizacji i przygotowaniu wydarzenia.
W wyznaczonym dniu pierwsza grupa wystartował a liniami Ural Airlines o 6 rano. Ze 140 miejsc na pokł adzie, dobrą poł owę stanowią nasi klienci. Zdję cia z tego samego lotu szokują nawet doś wiadczonego podró ż nika – czy widzieliś cie kiedyś.70 osó b w samolocie stoją cych w przejś ciu i „gł upio piją cych”? I widział em! Ponadto nasi szanowni klienci piją jak sł onie w zoo. Mó wić „duż o” to nic nie mó wić . Co ciekawe, kolejną grupą pasaż eró w był y rosyjskie dzieci w drodze do obozu pionierskiego we Wł oszech. Przez 3.5 godziny lotu oboje widzieli się nawzajem tak czę sto, ż e bez dalszych ceregieli opuś cili pokł ad.
Druga grupa przeleciał a nad Aeroflotem, gdzie w miejscu 10A znajduje się Twó j posł uszny sł uga. Tu przylecieli moi szefowie, tylko na ró ż nych koń cach samolotu i kilku klientó w VIP. Spokojnie, z wyró wnaniem sił i myś li. Wszyscy pili w salonie biznesowym, wchodzili na pokł ad, pili tam, spali, wysiadali, dostawali bagaż e, wsiadali do autobusu, pili w autobusie…. Wszę dzie dalej… Co sprawia, ż e doroś li wujkowie tak duż o piją i… uwaga!!!!.... ciociu…. Nie wiem. . . Ale spektakl nie jest dla wszystkich. Przygotowywał em dokumenty podczas lotu, wię c nie zauważ ył em, jak wylą dowaliś my w Bolonii. Na lotnisku dwó ch klientó w zostawił o w samolocie swó j fantazyjny gadż et od znanej firmy Apple, na któ ry przez 40 minut pró bował em wró cić przez sł uż by ochrony lotnictwa. W tym czasie wię kszoś ć grupy bezwstydnie pił a i nie denerwował a się zbytnio, czekają c na kilku pasaż eró w.
Trzecia grupa, najmniejsza, opuś cił a Domodiedowo o godzinie 15.30 lotem Transaero, któ ry wrzucił do lotu martwą starą deskę z siedziskiem przeznaczonym do przewozu tylko dzieci. Karmione znoś nie, a iloś ć wypijanego alkoholu nie poprawiał a jakoś ci snu – był o zbyt ciasno mię dzy rzę dami siedzeń . Chł opaki dotarli ró wnież do ostatniego punktu swojej trasy w 30 minut - hotelu Cruiser 4*, poł oż onego na nabrzeż u.
To tutaj nasi pracownicy są zawsze zakwaterowani podczas wycieczki do fabryk grupy zlokalizowanych w okolicach Pesaro. W hotelu jest dobry bar, kawiarnia-jadalnia na drugim pię trze. Pokoje mają wszystko, czego potrzebujesz, z wyją tkiem regulowanych klimatyzatoró w. Pewnej nocy np. był o bardzo zimno, ale nie dał o się dodać "ciepł a" - zepsuł a się gał ka regulacji temperatury. Drugiej nocy przeciwnie, chciał em dodać „zimno”, ale minimalna temperatura utrzymywana przez urzą dzenie „wisiał a” na poziomie okoł o 21 stopni Celsjusza, co nie bardzo uratował o sytuację . Gł ó wnym minusem hotelu jest sł yszalnoś ć mię dzy pokojami. Jeden z szefó w mchu pił co noc z klientem w pokoju 318 (mieszkał em w 317) iw cią gu trzech nocy poznał em absolutnie wszystkie ich sekrety. Co nie zawsze jest dobre – czasami po prostu chciał em spać . Obsł uga hotelu nie zawsze jest sprawna - przy zameldowaniu każ dy klient miał wł oż yć prezent do pokoju, ale ktoś coś zepsuł , a prezenty nie trafił y do grupy klientó w, ale mile zaskoczył y zwykł ych goś ci hotelowych któ rzy nie byli z nami zwią zani. W pokojach nie ma darmowego Wifi, cena usł ugi to 8 euro za godzinę , co jest wygó rowane.
Zanim zdą ż ył em się zameldować , szefowie „wycią gnę li” mnie na negocjacje z Massimo, przedstawicielem naszego drugiego dostawcy, któ ry specjalnie przyjechał do nas, aby omó wić kwestie wspó ł pracy, któ rych nasza strona nie był a w stanie rozwią zać . Na zewną trz był o deszczowo i wietrznie, wiele kawiarni był o zamknię tych ze wzglę du na niski sezon. Zaję liś my stolik w kawiarni Margarita, 2 kroki od hotelu, gdzie serwują tylko koktajle, owoce i buł ki. Dla gł odnych, któ rzy rano nic nie jedli, iw Rosji był o to krytyczne. Piliś my „strzykawkę ” i jedliś my frytki z bitą ś mietaną . Gdy gł ó d ustą pił , szefowie umieję tnie „zrzucili” na mnie Massimo, a sami poszli odpoczą ć . Negocjacje trwał y 3 godziny, ale zgodziliś my się . O 18.30 otrzymał em SMS z firmy - przypomnienie o spotkaniu w lobby hotelowym o godzinie 19.00. Mó j marketer wysył ał taki SMS w imieniu firmy kilka razy dziennie, przypominają c klientom o czymś waż nym.
Przez pó ł godziny udał o mi się tylko dojś ć do pokoju i nał adować telefon, po czym ponownie zszedł em do hotelowego lobby. Na wieczorny obiad stł oczył o się tu okoł o 110 osó b. Wszyscy poszli do restauracji Donna Amalia, gdzie nasz wł oski partner zarezerwował stolik. Wł osi nie wiedzą , jak szybko obsł uż yć grupy powyż ej 20 osó b – to fakt. Danillo, przedstawiciel naszych partneró w, nie zarezerwował z powodzeniem mikrofonu, choć był o to bardzo potrzebne, ponieważ zaró wno pracownicy firmy, jak i klienci chcieli mó wić . Sał atki „ogó rki-pomidory-zieleń ” podawano dopiero po godzinie, przystawki – po dwó ch, a dania gorą ce – po trzech. W tym czasie wielu upił o się i rozeszł o na spacer po mieś cie. Ogó lnie o niczym.
Wielu osobom trudno był o wstać rano. Dla mnie nie, bo w pracy nie piję . Otrzymał em poranny sms, poszedł em na ś niadanie, gdzie odbył em odprawę z menedż erami. O 8.30 przyjechał y 2 duż e autobusy i wszyscy ruszyli do produkcji. W cią gu dnia odwiedziliś my kilka placó wek naszych partneró w, wrę czyliś my dyplomy honorowe najwię kszemu klientowi, zjedliś my w fabrycznej stoł ó wce, wrę czyliś my prezenty naszym przyjacioł om z Wł och (w zeszł ym roku był y lalki matrioszki, tym razem pudeł ka „Khokhloma” i bał ał ajki „Gzhel”). Cał y dzień padał o i był o na tyle zimno, ż e każ dy dostał firmowy parasol. Był y bardzo sł abej jakoś ci - moje na przykł ad pę kł y po 30 minutach pracy i nie domykał y się . Ogó lnie rzecz biorą c, organizacja strony wł oskiej dla klasy C.
Do hotelu wró ciliś my okoł o 16.30, chł opaki mimo deszczu postanowili zwiedzić miasto, a ja pojechał em z nimi. W Pesaro jest kilka atrakcji - jedna gł ó wna ulica biegnie od morza (sł ynna kula) przez gł ó wny plac do fortu wł oskich konkwistadoró w. Po drodze moż na odwiedzić miejską Bazylikę i muzeum historii miasta, a takż e odwiedzić liczne sklepy z towarami konsumpcyjnymi. Na cał ą trasę spę dzisz maksymalnie 3-4 godziny. Latem moż na opalać się na plaż y, ale my, jak opisaliś my powyż ej, mieliś my pecha z pogodą . Chł opaki byli tu dwa tygodnie wcześ niej, wiosna we Wł oszech był a w peł nym rozkwicie, dwa tygodnie pó ź niej był o bardzo ciepł o. Nie "fortanulo" - zimno i deszczowo.
Wieczorem o godzinie 19.00 zostaliś my zabrani do restauracji iL Castiglione, któ ra znajduje się na drugiej ulicy od morza, prawie za hotelem. Wszystko tutaj był o jeszcze gorsze niż dzień wcześ niej. Podano przystawki i sał atki. . . uwaga!!!...pó ł torej godziny po przyjeź dzie i wszystkie zjedzono od razu. Drugą partię przystawek przyniesiono… za pó ł torej godziny. Rozwś cieczeni ludzie zaczę li rozchodzić się do innych lokali, gdzie mogli zjeś ć szybki i satysfakcjonują cy posił ek. Dopiero po skandalu podano mocno przesolone i rozgotowane na gorą co - kurczak, kieł baski, bekon. I nawet ta poł owa „wytrwał ych”, któ rzy nie chodzili do innych restauracji, pozostał a gł odna. Danillo z charakterystycznym zachowaniem „podwiną ł ogon”, „zarumienił się ” i upił „ż alem”, nie zał atwiają c ani jednej sprawy. A twó j posł uszny sł uga do pó ź nej nocy przygotowywał dokumenty do Moskwy, któ re w cią gu dwó ch dni przysył ano mi w obfitoś ci.
Trzeci dzień podzielił grupę na dwie czę ś ci. Jeden z wł aś cicieli i ja jechaliś my w kierunku Bolonii do fabryki innego partnera. Inny wł aś ciciel wraz ze sprzedawcą mieli odwiedzić wiejskie miasto San Marino, winiarnię i sklep. W ostatniej chwili szef, któ ry miał jechać drugim autobusem, postanowił pojechać do fabryki i zamienił się ze mną miejscami. Nie zdenerwował em się , bo ich czę ś ć grupy wyglą dał a jak pijane mał py w zoo, ale nasza skł adał a się z porzą dnych ludzi, któ rzy jak pili, to trochę .
Do San Marino dotarliś my w godzinę . Trzeba był o najpierw udać się do sklepu, któ rego nikt nie lubił , aby zrozumieć , ż e ludzie potrzebują wię cej czasu w San Marino. Natasza i ja nie wiedzieliś my o tym i do 11.00 zacumowaliś my na miejskim przystanku autobusowym. Czas - pó ł torej godziny. W cią gu 5 lat, kiedy mnie tu nie był o, nic się nie zmienił o - wszystkie te same sklepy z wyrobami skó rzanymi, limoncellą , makaronem i innymi bzdurami turystycznymi, w któ rych pracują tylko rosyjskoję zyczni sprzedawcy. Grupa rozproszył a się , by pospacerować po mieś cie. Wielu chciał o kupować galanterię skó rzaną , ale bł ę dnie są dził o, ż e ceny w outletach są niż sze. To nie prawda. Najniż sze ceny kurtek, torebek i nie tylko są w San Marino. Ale wtedy tego nie wiedzieliś my io 13.00 zabraliś my ludzi do outletu Big Chick. Dawno nie widział em takiego „rozwodu” - markowe ubrania i buty kosztują tu 2 razy wię cej niż w Moskwie. Klientami są tylko Rosjanie, inni tu nie przychodzą . Jedna ciotka, któ ra wyglą dał a jak „mamusia” z przydroż nej ulicy z wą tpliwym pomysł em na smak, mozolnie „sprzedał a” nam swoje usł ugi osobistego „doradcy zakupowego”. Pozbycie się jej wymagał o wiele wysił ku. W wylocie po okoł o 10 minutach marszu ludzie zorientowali się , ż e to strata czasu. Zebraliś my grupę , któ ra skupił a się na centrum handlowym SM Fashion w centrum miasta. Tutaj oczywiś cie nie ma też „lodu”, ale w każ dym razie wybó r cen jest lepszy niż w outletach. Na przykł ad jeszcze bardziej ugruntował am się w przekonaniu, ż e po zakupach w USA nie chce się jechać po coś do innych krajó w – wybó r jest sł aby, ceny wysokie. Niezadowoleni ludzie zaczę li dyskutować o swojej podró ż y. Zdają c sobie sprawę , ż e pachniał o „smaż onym”, podniosł em mikrofon autobusowy, w imieniu kierownictwa firmy przeprosił em wszystkich za wszystkie „oś cież a” i zaczą ł em opowiadać im historie o lokalnych atrakcjach, wymyś lać „znaleziska”. Nasi turyś ci biznesowi szybko się zaangaż owali, a nawet zapomnieli o San Marino, gdzie ich ukochane skó rzane kurtki, torby, paski itp. nie został y kupione.
W winnicy XXX o 16.40 spotkał nas kuś tykają cy dziadek, któ ry mó wił tylko po wł osku. Zadzwoniliś my do Danillo, któ ry obiecał przyjś ć do nas jako „piorun” jako tł umacz. Dla mnie oznaczał o to co najmniej godzinę . Musiał em ponownie „wł ą czyć ” improwizację – przetł umaczył em ludziom to, co zrozumiał em. Widzą c piwnice z winami i maszynami do destylacji nasi towarzysze rozweselili się , a kiedy zaczę li degustować , zupeł nie zapomnieli o wszystkich niedoskonał ych zakupach. Pró bowaliś my 5 rodzajó w wina, ale wszyscy się upiliś my. Potem przybył Danillo, któ ry tł umaczył z wł oskiego na angielski, a ja tł umaczył em z angielskiego na rosyjski. A potem nasi turyś ci kupili nierealną iloś ć wina, oliwy z oliwek i innych pamią tek z winnicy. Dyrekcja placó wki był a tak szczę ś liwa, ż e dali mi, Danillo i Natalię kilka butelek drogiego wina, trochę kremó w i inne przydatne rzeczy. Drobiazg, ale fajnie. Wycieczka był a opó ź niona, wyszliś my z winnicy o 18.40, podczas gdy w hotelu byliś my o 19.30.
Druga grupa w tym czasie był a już w hotelu i wszyscy się pokł ó cili. Najwyraź niej nastroje tych, któ rzy się upili w „koł ku” i tych, któ rzy „nie dokoń czyli”, nie pasował y do siebie. Niektó rzy czł onkowie grupy zostali nawet zapomniani na niektó rych skrzyż owaniach. I wró cili dopiero rano nastę pnego dnia. Moja zał oga był a zadowolona z wynikó w wyprawy. Trzeciego wieczoru Danillo wzią ł pod uwagę doś wiadczenia z poprzednich wieczoró w i zarezerwował sprawdzoną przez lata rybną restaurację Polo Pizza, któ ra znajduje się na pierwszej linii przy balu, dokł adnie tam, gdzie zaczyna się centralna ulica miasta. Tu jedzenie był o szybkie, smaczne iw odpowiednich iloś ciach. Czy mogą to zrobić , kiedy chcą ? Natasza, któ ra zachorował a po deszczu, i zrobił em listy transferó w na nastę pny poranek. Natalia i jej grupa odleciał a o 6 rano, wię c musiał em „sterować ” resztą .
Rano w sobotę.29 marca pogoda „wypogodził a się ”. Sł oń ce, ciepł o, dobrze. . . Niektó rzy nawet pł ywali w morzu. . . Smutne był o, ż e wielu wyjechał o. Na przykł ad grupa Natalii znajdował a się już w obszarze odpowiedzialnoś ci moskiewskiego hubu lotniczego. Mimo to w 3.5 dnia staliś my się druż yną , chociaż ja jako jeden z organizatoró w imprezy był em bardzo zmę czony.
O 9 rano pojechaliś my autobusem do Bolonii, gdzie dotarliś my o 11. Tylko 20 osó b wsiadł o ze mną na lot powrotny, a „tam” przyleciał y 42. Wielu zdecydował o się przedł uż yć wizytę do Wł och na przyszł y weekend. Na lotnisku wszystko jest powolne i ż mudne, jak w cał ych Wł oszech - niespieszna praca personelu był a irytują ca. Samolot Aeroflotu SU2425 wystartował z pó ł godzinnym opó ź nieniem o 14.10, ao 20.20 bezpiecznie wylą dował w Szeremietiewie. W trakcie lotu wraz ze stewardesą dzwoniliś my do Moskwy specjalnymi komunikatami, przekazują c listy pasaż eró w spó ź nionych na loty ł ą czone. Spotkanie z tabliczką z nazwiskiem w terminalu był o dla wielu bardzo przydatne - każ demu udał o się zł apać swó j przesiadkowy lot.
Dostaliś my parking przy terminalu 1, a bagaż e przy terminalu 2. Oto „obsł uga po rosyjsku” – pasaż eró w woż ono po lotnisku w dusznych autobusach. Aerofł ocie! ? . Jednocześ nie 40 minut po wylą dowaniu nie oddano nam bagaż u, któ ry jechał do nas w ten sam sposó b - po polu. Na lotnisku był o bardzo tł oczno, widzę to tylko w ś wię ta sylwestrowe. Uś cisnę liś my sobie rę ce, odetchną ł em z ulgą , wsiadł em do taksó wki i poszedł em spać do domu. A morał jest prosty – patrzą c na moich klientó w zrozumiał em, do czego powinienem dą ż yć w swojej pracy. Są swoimi wł asnymi panami, czego chcą , potem "powracają ". Tego samego nie moż na powiedzieć o mnie i wielu moich wspó ł pracownikach. Ale nic, wszystko moż na naprawić ? Najważ niejsze jest, aby zdać sobie sprawę , doką d idziesz dalej. Do zobaczenia, przyjaciele, aż do nowych przygó d... .