wspomnienia piwnego alkoholika
Niektó rzy uż ytkownicy strony twierdzą , ż e piszę dobrze, polecili mi pisać wię cej. Postanowił em się nie zał amywać i nadal pisać . Ale ponieważ nie przewidujemy jeszcze nowych wyjazdó w, ale muszę się trochę pobawić , napiszę o starych. A miaż dż yca jest coraz silniejsza! Szczegó ł y został y oczywiś cie wymazane. Przejrzał em zdję cia - amnezja trochę ustą pił a, wcią ż był y ż ywe wraż enia, był y!
Tak wię c lato 2010, koniec lipca. Moim atutem był a wó wczas trzykrotna wizyta w Egipcie i to wszystko, moje doś wiadczenie z wyjazdó w zagranicznych ograniczał o się do tego. Uznał em, ż e nadszedł czas na rozszerzenie geografii i celowanie w Europę . Ale kochani niestety nie puś cili się w pracy, wię c musiał em zabrać dziecko jako towarzyszkę . Nie znoszę wspó lnych wakacji z dzieć mi, ale nie miał am wyboru. Poszedł em do TA. W przypadku pierwszego Schengen potrzebna był a oczywiś cie coś prostszego. I znaleź li – wycieczkę w ostatniej chwili do Czech z Davklub za 160 euro. Przyniosł a zaś wiadczenie o wynagrodzeniu - agencja powiedział a, ż e moż na je wymazać . Z taką pensją nie mogę wyjeż dż ać za granicę . Ale dziewczę ta agentki podró ż y sł abo znał y tę sprawę i spartaczył y jaką ś lipę . W rezultacie moja có rka i ja nadal otrzymywał yś my wizy.
Protarachtew w pocią gu przez ponad dzień , rano dotarliś my do bohaterskiego miasta Lwowa. Wyjazd na zwiedzanie tylko wieczorem, ale na razie - prezent od firmy w postaci darmowego zwiedzania miasta. We Lwowie był am raz z có rką - był am w gł ę bokiej mł odoś ci, dziecko był o moje (trzy lata temu z klasą ). W mojej pamię ci nie pozostał o nic poza starą apteką , wię c mogę powiedzieć , ż e był am tu po raz pierwszy. Szliś my, patrzyliś my, rozdrabnialiś my na mleko gł odnej ś wini (dokł adniej jej pani), vytrischalysya na bandzie motocyklistó w i ich samochodach, a takż e oglą daliś my panoramę miasta z wież y. Có ż , nic takiego, byli zadowoleni.
Wieczorem wró ciliś my na dworzec, czekaliś my na nasz autobus (wię kszoś ć ludzi jechał a z Kijowa). Teoretycznie też moglibyś my się tam dostać , ale uznał em, ż e zł y pocią g jest lepszy niż dobry autobus. Miejsca, któ re dostaliś my nie był y nawet najgorsze - w ś rodku autobusu. Lider grupy nazywał się , jak pamię tam, Oleg Kharchenko. Wesoł y typ. Od razu zadeklarował , ż e podczas wyjazdu bę dzie dla nas zaró wno mamą , jak i tatą . Nie zabrał paszportu, powiedział : moż na jechać , gdzie się chce, ale w dniu wyjazdu każ dy powinien być jak bagnet, bo inaczej powie, gdzie iś ć . Kilka osó b skorzystał o z jego uprzejmej zgody, a my mieliś my szczę ś cie spotkać się z nimi dopiero w dniu wyjazdu z hotelu do naszej ojczyzny z zameldowaniem na ostatnie fakultatywne.
Ludzie w autobusie byli pomieszani – doś ć mł oda matka z doś ć dorosł ym synem, znowu doś ć mł ody ojciec, ale z mł odszym synem, kilka mł odych dziewczą t, single, pary i tak dalej. Generalnie rozmowa ze mną iz moją có rką był a przyjemnoś cią . Olezhka zaczą ł zbierać denyushkę na przedmioty do wyboru. Ponieważ byliś my pierwszy raz, zabraliś my wszystko, co mieliś my - Karlowe Wary, Drezno, jakiś zamek, browar i inne miasto, w któ rym przechowywano koś ci. Tak, i przejaż dż kę ł odzią . W sumie prawie wyszedł koszt trasy, robisz to?
Przybył na granicę . Był mał y dutik. Zapytał em Olega, ile kosztuje Becherovka w Czechach? Powiedział okoł o 12 euro. A tutaj o 8.50. I za moim przykł adem cał y autobus zaopatrzył się w Becherovkę (i zrobili to dobrze). Po drodze mama-tata zabawiał nas najlepiej, jak potrafił , opowiadają c, jak zabawny jest ję zyk czeski. Na przykł ad „pię kna kobieta” po czesku brzmi jak „straszna ropucha”, „duchy” - „ś mierdzi”, „prostytutka” - „synowa”, „owoce” - „owce” i tak dalej.
Przybył em do Pragi rano. Ponieważ zameldowanie w hotelu nastą pił o dopiero po obiedzie, wybraliś my się na przejaż dż kę ł odzią . Był bardzo terminowy, cał kiem przyzwoity bufet, a Becherovkę wlali nawet do gramulechki. Ponieważ moje dziecko nie pije (i tylko u któ rego - prawdopodobnie pomieszał o się w szpitalu poł oż niczym), dostał am dwa gramule. Podró ż owanie ze starszymi dzieć mi ma jeszcze pewne zalety.
Chodź my się uspokoić . Miał em naiwną nadzieję , ż e hotel znajduje się w odległ oś ci spaceru od starego miasta. Tak, wł aś nie teraz! Zaprowadzili nas nie wiadomo gdzie, do miejsca do spania. Lubię spacerować , ale poż ą dane jest, aby po drodze był o coś do zobaczenia. I moż esz podziwiać zwykł ą czę ś ć sypialną w domu. Hotel Juno 3* to wysoki budynek. Osiedlił się szybko. Pokó j jest jak pokó j, bez dodatkó w, z przepię knym widokiem na dach są siedniego budynku. Nasz ł agodny opiekun dał nam sporo czasu na uporzą dkowanie się . Ludzie byli oburzeni, bo wielu spę dził o w autobusie ponad dzień i czuł o się , delikatnie mó wią c, zatę chł e. Ale Oleg był nieugię ty - harmonogram jest napię ty i zabrał nas na pieszą wycieczkę . W tym celu zeszliś my do metra i przejechaliś my kilka przystankó w (oczywiś cie na wł asny koszt). Wyjechaliś my na stare miasto, gdzie czekał a na nas przewodniczka. Emigrantka ze Zwią zku, z zawodu lekarz, ale coś tam nie wyszł o, wię c pracuje jako przewodnik. Ale osoba na swoim miejscu - tyle, ciekawie, a co najważ niejsze entuzjastycznie opowiadał a o Pradze. Przepraszam, ż e nic nie pamię tam. Uwielbiał em park pawi. Niedaleko Muzeum Kafki znajduje się oryginalna fontanna „pissing men”. Nie poszliś my do muzeum. Kiedyś wzią ł em z biblioteki ksią ż kę wyż ej wymienionego autora, aby podnieś ć swó j poziom, ż e tak powiem, ale nie opanował em wię cej niż dziesię ciu stron - bzdura (wybaczcie, fani jego wysokiej sztuki). Z tego powodu nie wiem, co symbolizują opisywani (w dobrym tego sł owa znaczeniu) mę ż czyź ni, ale wyglą dają zabawnie.
Po wycieczce Olezhik w koń cu poprowadził mał ą grupę (7-8 osó b) cierpią cych tam, gdzie moż na był o ugasić pragnienie pię kna, z powodu któ rego wł aś ciwie poszedł em tutaj - do pubu. Przebiegł przez jakiś tunel, przez jakiś sklep, a my wylą dowaliś my w piwnicy, obwieszeni jakimś rodzajem puszek, konewek, kubkó w, budzikó w i innych ś mieci. Instytucja nazywał a się „browar Staromestsky” (lub moż e Novomestsky). Piwo tam był o po prostu niesamowite (jak rozumiem, tam je warzą ). Zaró wno jasna, jak i ciemna, a szczegó lnie podobał a mi się ta skró cona. Ogó lnie skaleczył em się . Po prostu piwo to moja jedyna mił oś ć . Jeś li odczuwam tylko sympatię do innych mocnych trunkó w, to z oddaniem i cał ym sercem kocham piwo. Mó wią , ż e przy piwie rosną piersi (lub brzuch, jak masz szczę ś cie). Dziewczyny! Nie wierzcie mi, dranie kł amiecie! Miał abym rozmiar 10! A ż oł ą dek nie zadział ał (dzię ki Bogu! ).
Nie bardzo pamię tam, co wtedy jedli, pamię tam tylko zupę z flakó w - wzią ł em to dla zabawy. Blizna, jak rozumiem, to czyjś ż oł ą dek (wieprzowy lub woł owy). Miał em kiedyś przyjaciela, bardzo osobliwy typ. Zapalony mił oś nik psó w, wychował dwa bulteriery, wię c regularnie kupował ten sam ż oł ą dek (to znaczy flaki) na rynku i ugotował , i robił to, czę sto bezpoś rednio w pracy, a jeszcze nie sam, ale zmuszał się do podległ e mu dziewczyny (wyś miewane, zgodnie z ż yczeniem). Zapach był bardzo specyficzny i kusił o, ż eby wymiotować . Ale zamó wiona zupa, o dziwo, był a doś ć jadalna, a nawet gdzieś smaczna. Ogó lnie wieczó r miną ł w ciepł ej i przyjaznej atmosferze, a dzień okazał się bardzo dł ugi, ale bardzo owocny. Wró cili do hotelu metrem i dosł ownie zemdlali.
Rano poszliś my na ś niadanie. Bardzo mocny, no, poza tym, ż e nie był o barszczu. I tł uczone ziemniaki, kieł baski, sał atki, sery i owoce, nie wspominają c o wszelkiego rodzaju musli-shmuesli. Pochowany i udał się na obieralny w Karlowych Warach. A pogoda nie dopisał a - deszcz i psie zimno (20 stopni, nie wię cej). Dla nas to był a taka gra – deszcz pod koniec lipca! Ale zanim dotarliś my, dzię ki Bogu, pogoda się poprawił a. Miasto jest po prostu pię kne! Przewodnik zabrał nas do wszystkich ź ró deł i spró bował em wody z każ dego, bo tylko ja pomyś lał em o zabraniu ze sobą turystycznego kubka. Tam na straganach sprzedawano specjalne kubki ceramiczne z dziobkami, ale ludzie chę tnie je kupowali. Nowi przyjaciele, z któ rymi wczoraj byli w kawiarni, pili z mojego kubka (oczywiś cie niehigienicznie, ale nikt nie umarł ). To prawda, ż e wszystkie lub prawie wszystkie ź ró dł a był y z gorą cą wodą , a kubek był termo, wię c nadal przyjemnie był o poł ykać wrzą cą wodę . Po wycieczce dostaliś my kilka godzin wolnego czasu. Był a moż liwoś ć wspię cia się na wież ę Diany, czy udania się na basen z wodą termalną . Moja có rka, ja i inna grupa towarzyszy wybraliś my to drugie. Odkryty basen nie był tani (200 koron (8 euro) za pó ł torej godziny, moim zdaniem), a my mieliś my trochę ponad godzinę . Ja, jako osoba, któ ra zarabia na przepracowaniu, jak mó wią , odepchną ł em babcię w cał oś ci - bez zatrzymywania się zaorał em przestrzenie basenu. A moja có rka i jej dziewczyna stał y z boku i prawie cał y czas ś piewał y. Tył ek. A pozostał e dwie dziewczyny (nie z naszej grupy) na ogó ł przyjeż dż ał y tu tylko po zdję cia.
Nastę pnie zabrano nas na darmową degustację Becherovki, gdzie ponownie wykorzystał em swoją przewagę - wypił em za dwoje. To prawda, ż e porcje jak zwykle był y ską pe i nie moż na był o (jeszcze) kroić . Butelka klasycznej Becherovki, jak powiedział Oleg, kosztował a okoł o 12 euro, a wszyscy kupili już po 8.50 na dutiku. Wzię li tylko cytrynę i trochę innych, któ rych nie był o na deutiku. Przed degustacją odbył a się kró tka wycieczka, podczas któ rej powiedziano nam, ż e przepis Becherovki jest trzymany w ś cisł ej tajemnicy. Tak tak! Po powrocie do domu surfował em po Internecie i znalazł em to, czego szukał em na forum w Odessie. Odessy są mą dre, potrafią wszystko. Zgodnie z ich recepturą napó j ten był przygotowywany kilka razy - ani my, ani znajomi, któ rzy byli traktowani z ró ż nicą , nie zauważ yliś my ró ż nicy.
Nie bez ż alu, wyjeż dż ają c z przyjemnego miasteczka, rzuciliś my się do kolejnego bardzo mił ego miejsca - browaru Krusovice. Miejscowa przewodniczka, podobno mą dra kobieta, nie zanudzał a nas dł ugimi opowieś ciami, galopował a po wszystkich sklepach i zabrał a nas na degustację . Jak wspomniano, degustacja był a ograniczona jedynie czasem. Przed każ dym uczestnikiem objadania postawiono dwa 200-gramowe kubki - z jasnym i ciemnym piwem. Podczas gdy wszyscy klaskali w uszy, sł uchają c paplaniny przewodnika, ja zdoł ał em je osuszyć . Ciocia spojrzał a na mnie z szacunkiem i powiedział a, ż e teraz moż esz podejś ć do baru i wzią ć piwo, któ re lubisz, ile się da. Có ż , udał o mi się tylko osiem kieliszkó w, a dorosł y syn mł odej matki - dziesię ć . A wszystko to, jak pamię tasz, po wodzie i Becherovce. I mocz coś nie guma. Ale zakł opotanie na szczę ś cie się nie stał o, jakoś dotarliś my do hotelu. Chł opiec był jednak na granicy. Podsumowują c, powiem - drugiego dnia lot jest normalny. To był o ciekawe i zabawne.
Nastę pnego dnia odbył a się wycieczka fakultatywna do zamku. Znowu padał o. Ale jakie lato jest z nimi tak nagie? W ś rodku nie moż na robić zdję ć (a moż e za dodatkową opł atą , nie pamię tam). Szczegó lnie nie pod wraż eniem. Ł ó ż ka do siedzenia są fajne dla pań , aby nie zrujnować wł osó w. Ale niedaleko zamku znajdował a się kawiarnia z cenami niż szymi niż w Pradze. Ta okolicznoś ć nieco rozjaś nił a podró ż . Po zamku wró ciliś my do Pragi, gdzie odbyliś my pieszą wycieczkę (w deszczu) po drugim brzegu Weł tawy. Katedra Wita, pał ac prezydencki i tak dalej. Cał a kobieca czę ś ć grupy, po kolei iw ró ż nych pozach, zrobił a zdję cie przy mę ż czyź nie w budce wartownika (a dokł adniej przy budce z mę ż czyzną ). Biedny ż oł nierz. Ale na staroś ć bę dzie coś do powiedzenia wnukom: „I takie ś mieci, dzieci, dzień skó ry! ”. Winogrona rosną ce niemal w centrum miasta wyglą dał y fajnie. W drodze powrotnej na drugą stronę poszliś my do kilku ulicznych kawiarenek, ale ceny tam gryzł y i był o mokro. Poszliś my szukać piwnicy, w któ rej byliś my pierwszego dnia. Ponieważ Oleg z jakiegoś powodu nas opuś cił , szukali doś ć dł ugo, ale wspó lnymi sił ami go znaleź li. Tym razem zamó wiliś my sł ynne kolano. Nie mogę powiedzieć , ż e był am zachwycona, ale jedna porcja wystarczył a dla trzech z nas. No i oczywiś cie piwo. Potem szczeniak poprosił , aby został ze swoją dziewczyną , aby zobaczyć nocne miasto, a mł oda matka i ja postanowiliś my wró cić do hotelu, ponieważ w naszym wieku najważ niejszy jest doś ć dł ugi sen. Ale po drodze skrę ciliś my w supermarket (nie Bill, nie Tesco), któ ry jest niedaleko hotelu. Boż e, jakie to był o pyszne! Sto czterdzieś ci osiem piw! Nie moż esz mnie tam wpuś cić . Ceny wydawał y się takie same jak w browarze, ale potem zorientowali się , ż e nie - droż sze o koszt pojemnika (jest dodawany osobno). Ponieważ mieliś my już zaopatrzenie w fabryce, na zakoń czenie dnia kupiliś my tylko dwie butelki Kozy. Nie był o sensu brać wię cej (w przypadku braku lodó wki). Dlaczego wybrał em „Kozę ”, a nie coś innego, nigdy się nie dowiem. Za duż y asortyment, jak zwykle, zrzucił mnie z majtek. Kupuję perfumy na dutiku w ten sam sposó b - wybieram, wybieram, ale potem ogł aszają lą dowanie, a ja chwytam pierwsze, któ re się pojawiają , a potem lamentuję - dlaczego nie kupił em tych tam?
Kupiliś my też domowe nalewki - mię towy i jajeczny. Wracają c do hotelu, odbyliś my mił ą pogawę dkę przy piwie i poszliś my spać . Nawiasem mó wią c, nie zauważ ył em ró ż nicy mię dzy tą kozą a ukraiń ską , któ rą kupił em w domu. Nawiasem mó wią c, za tę cenę też był prawie taki sam. Z tego wycią gnę ł am dla siebie wniosek: ś wież y czeski jest rzecz, a butelkowany - butelkowany.
Nastę pnego dnia był a wycieczka do Drezna. Dzię ki Bogu nie padał o. Po kró tkiej wycieczce zabrano nas do galerii sztuki. Uwielbiał em jej podwó rko. W ś rodku nie moż na był o zrobić zdję ć , ciotki czujne. Ale kiedy jest to niemoż liwe, cią gnie nas do zł amania zakazu. Dlatego nie mogł em się oprzeć pokusie i spró bował em zrobić zdję cie Madonny Sykstyń skiej. I prawie mi się udał o, ale flesz wypalił tak dł ugo iw ostatniej chwili zadrż ał a mi rę ka, wię c nic się nie stał o, obraz okazał się rozmazany. No dobrze! Drezno nazywa się też Pó ł nocną Florencją (lub niemieckim, nie pamię tam). Oryginał jest moim zdaniem wcią ż lepszy. Gdzieś po drodze kupił em szklankę piwa - wydawał o mi się , ż e czeski jest smaczniejszy, moż e dlatego, ż e musiał em to piwo wypić w poś piechu.
Wieczorem tego samego dnia odbył a się do wyboru "ś piewają ca fontanna". Grali pieś ni i tań ce narodó w ś wiata (wydaje się , ż e Dvorak). Nie polubił em. Na przykł ad Freddy Mercury był by lepszy.
Ostatniego dnia naszego pobytu za kordonem musieliś my opuś cić hotel na stał e, w peł nej sile udać się do miasteczka z magazynem koś ci, a potem do domu, do szał asu. Ale tak naprawdę nie chciał em patrzeć na czaszki chronione przez UNESCO (wyobraż am sobie, jaka tam energia). Dlatego za namową kilku osó b, w przeddzień wyjazdu, niepokoiliś my Olega propozycją zastą pienia tego fakultatywnego wycieczką do Wiednia. Okazał o się , ż e jest to teoretycznie moż liwe, ale po pierwsze trzeba bę dzie trochę dopł acić , a po drugie trzeba bę dzie uzyskać zgodę cał ej grupy. Na haczyku lub oszustem dotarliś my do celu i pogadaliś my z cał ym autobusem, z wyją tkiem jednego mę ż czyzny, któ ry pojawił się dopiero rano przed odjazdem. Stwierdził , ż e był już w Wiedniu, ale posł uszny wię kszoś ci zgodził się . Odwiedziliś my wię c takż e Wiedeń .
Có ż mogę powiedzieć o Wiedniu? Chciał am zobaczyć miasto, o któ rym wszyscy moi znajomi brzę kali mi w uszach (Ach Vienna! , Oh Vienna! ) Pał ace, katedry, parki - to wszystko jest cudowne, ale wraż enie psuł tę py Dunaj przykuty ł ań cuchami do betonu i betonowa plaż a, na któ rym tylko opalają się i ką pią pod prysznicem. Ciemnoś ć ! A takż e konie… Nie, nie mam nic przeciwko nim, opró cz zapachu ich kolektoró w kalorii! Ale wszystko jest przyzwoite, szlachetne. Generalnie nie podzielał em entuzjazmu moich przyjació ł . Có ż , Wiedeń , wię c co z tego? Nie kł ó cę się , ż eby go poznać , trzeba mieszkać w mieś cie, ale to mi wystarczył o. W tej chwili, mają c już trochę podró ż e, wymyś lił em dla siebie formuł ę : chcę być tam, gdzie jest morze (ocean) lub gó ry (im wyż ej, tym lepiej), najlepiej jedno i drugie, obecnoś ć wielu palm mile widziane są takż e wiecznie zielone, a takż e sł oń ce i brak deszczu (no có ż , niech odejdzie w nocy, jeś li bez niego nie ma mowy). Wszystkie inne czynniki są drugorzę dne. Mił oś nicy Wiednia mogą rzucać we mnie kapciami, ale oto moja opinia!
Cał oś ć był a przyjemna, wszystko przebiegł o gł adko, bez nakł adek. Davklub opanował tę trasę najwyraź niej dawno temu, wię c nie był o oś cież y (czego nie moż na powiedzieć o mojej kolejnej podró ż y z tym biurem podró ż y, któ rą opisał em wcześ niej http://blogs.turpravda.com/Iren48/61343.html Lider grupy, mimo ż e polubił em wiele negatywnych opinii na jego temat w Internecie. Odebrał em też szczerze.
Potem zapytali mnie: „No, był eś w Czechach, pił eś tam piwo. Jak moż esz teraz pić coś innego? Jak-jak, z przyjemnoś cią ! Powiem ci jeden przepis (jest mał o prawdopodobne, ż e komuś się przyda, ale jednak):
1. Pomachać rano kilkanaś cie kilometró w przez gó ry lub wzdł uż morza (ocean)
2. Temperatura powietrza powinna wynosić okoł o 30.
3. Zahekany i z wystawionym ję zykiem osiedlasz się z maksymalną moż liwą wygodą gdzieś w bezpoś rednim są siedztwie morza (oceanu) i jednym haustem wypijasz pó ł szklanki lokalnego lodowatego (najlepiej beczkowego) piwa,
4. Powoli wypij resztę .
Powtarzaj procedurę , aż bę dziesz w peł ni usatysfakcjonowany (w sensie picia wię cej nie warto już wspinać się po gó rach). I uwierz, ż e to piwo bę dzie smakować lepiej niż jakiekolwiek czeskie piwo. Aby wzmocnić efekt, moż na przypadkiem zapomnieć o zabraniu ze sobą wody na wę dró wkę . „Karlovachko” w Chorwacji, „Efes” w Turcji, „Lew” na Sri Lance, „Krym” zgadnij gdzie, ale tylko „Czernihó w” lub „Sarmat” w domu na Mierzei Belosarai - dzię ki takiemu podejś ciu zamieniają się w boską drink. Powtarzam, ż e mó j przepis nie jest odpowiedni dla nikogo, ale moja koncepcja relaksu jest wł aś nie taka. Nie przepracowuję się zbytnio w pracy, wię c nadpobudliwy odpoczynek to moja sprawa. To ja do tego, ż e nie wró cę do Pragi tylko dla piwa. Nie speł nia to jednak mojego wyobraż enia o idealnym miejscu do wypoczynku.
W drodze z Wiednia zatrzymaliś my się w Budapeszcie, gdzie dano nam 15 minut na sfotografowanie wieczornego miasta. Rano przybyliś my do Lwowa, mał a grupa (razem z nami) wylą dował a, a reszta kontynuował a podró ż do Kijowa. Trochę smutno był o rozstać się z mił ymi ludź mi. Oddaliś my nasze podwojone bagaż e do przechowalni i udaliś my się na spacer po Lwowie. Po wejś ciu na gó rę i wypiciu piwa, ale już lokalnego, wró ciliś my na stację , aby odebrać rzeczy. Ż eton oddał em pracownikowi przechowalni bagaż u. Przynió sł walizkę , ale do kruszowic nie był o paczki. Na moje pytanie: „Gdzie to jest? ” - "Nema! " - mó wić . Co za ż artowniś ! Tak, mogę zabić dla piwa! Przynosi: „Nate piwo! ”. A zazdroś ć nie jest dobra! Ogó lnie piwo został o bezpiecznie przyniesione do domu i wypite bardzo szybko i w pojedynkę (oczywiś cie z mił ym akcentem). Butelkę likieru mię towego Boż kowa podarowano przyjacielowi o podobnym nazwisku (ukrywał przed nami, ż e jest podziemnym magnatem alkoholowym). Resztę drinkó w wypijano znacznie wolniej z przyjació ł mi.
Coś w tym stylu. Jeś li eksperci w Europie zauważ yli jakieś niekonsekwencje, wybaczcie – pamię ć , wiecie, jest dziewczę ca.