Marzenia się spełniają i nie spełniają się

21 Moze 2009 Czas podróży: z 20 Kwiecień 2009 na 10 Moze 2009
Reputacja: +8
Dodaj jako przyjaciela
Napisać list

Karpaty - có ż za urocza nazwa! To wielki sukces odwiedzić tę cudowną krainę , a jednocześ nie poprawić swoje zdrowie w wysokogó rskim uzdrowisku. My z mę ż em zastanawialiś my się nad tym wybierają c miejsce na nocleg w Internecie. Daliś my pierwszeń stwo sanatorium Morshinsky, ufają c jego nazwie jako znaku rozpoznawczego miasta uzdrowiskowego.

Peł ni nadziei i zapasó w czekaliś my na autobus liniowiec o gł oś nej nazwie Columb Plus kijowskiego biura podró ż y. Dokł adnie zgodnie z planem nasz Kolumb koł ował na miejsce lą dowania. Ze wzglę du na duż e gabaryty do jego nazwy moż na był o dodać jeszcze dwa plusy i kilka minusó w w zakresie stopnia zepsucia. Ale, jak mó wią , nie przesiadają się na przejś ciu, musiał em zadowolić się obskurnym, nudnym wnę trzem z mał ymi fotelami. Charakterystyczny zapach wydobywają cy się z toalety natrę tnie przypominał nam o obecnoś ci odpowiedniej obsł ugi.


Dł uga droga przez Niemcy i Polskę pod rykiem niekoń czą cych się seriali wideo i wreszcie granica. Kierowca przekonał nas, ż e aby szybko przejś ć przez odprawę celną , musimy zebrać pienią dze, co zrobiliś my. Za kilka godzin wjeż dż amy na Ukrainę .

Koszone, dł ugie niewybielane chaty, poł oż one obok bogatych rezydencji, krę tych dró g, sklepó w o dziwacznych nazwach „Trucker”, „Willkome” przypominał y Rosję .

Przejeż dż ają c przez rozległ e spichlerze był ego Zwią zku Radzieckiego, z zaskoczeniem zauważ yliś my, ż e do uprawy ziemi powszechnie wykorzystuje się zaprzę gi konne, a nawet byka. Ale obsiane pola cieszył y oko i donosił y, ż e wsie jeszcze ż yją .

Okolica dworca autobusowego w Morszynie przypominał a Gogolowi prowincjonalne miasteczko z niezwykł ą kał uż ą . Takiego widowiska jeszcze tu nie był o ze wzglę du na brak deszczu, ale ogromne wgniecenie na ś rodku placu sugerował o podobną opcję . Zniszczone budynki w okolicy, wyboje i wyboje, pospiesznie zał atane kawał kami asfaltu, kł ę by szarego pył u unoszą ce się w miarę zbliż ania się lub oddalania pojazdó w, nie wywoł ywał y w nas radosnych emocji, nawet pod koniec dł ugiej i bolesnej podró ż y. Widzą c cię ż ki bagaż w naszych rę kach, taksó wkarze ż wawo podbiegli do nas i rywalizują c ze sobą zaczę li oferować swoje usł ugi. Po usł yszeniu najniż szej ceny „za pię ć hrywien” zgodziliś my się i z przyjemnoś cią usadowiliś my się w wygodnej kabinie japoń skiego samochodu zagranicznego. Po kilku minutach na pierwszym zakrę cie nasza podró ż dobiegł a koń ca, a kierowca zaproponował opuszczenie kabiny.

Jak już tu jesteś my? Zdziwił em się i wycią gną ł em do zapł aty banknot pię ciohrywienowy.

- Mó wił em, po pię ć hrywien za sztukę - wyjaś nił kierowca.

- Wię c dam ci pię ć .

- Miał em na myś li osobę , a wy dwoje - wyjaś nił cierpliwie kierowca.

- A to jest wł aś nie sanatorium „Morszynski”? Zapytał em przedsię biorczego kierowcę , wrę czają c mu kolejny rachunek.

- Tak jest. Tak, patrzysz z fasady, tam jest znak.

Powoli wspinaliś my się po zepsutych schodach do gł ó wnego wejś cia do szarego, ł uszczą cego się budynku, trochę przypominają cego pię kny budynek na stronie internetowej w Internecie.


Dyż urują ca recepcjonistka przyję ł a nas bardzo serdecznie, nawet ostroż nie ostrzegł a, ż e ​ ​ winda na drugim pię trze, gdzie znajduje się nasz pokó j, nie zatrzymuje się . Z cię ż kim bagaż em w rę kach i smutnymi myś lami wspię liś my się po stromych schodach. Tak jak się spodziewaliś my, nasze mieszkanie pasował o do rozbitego budynku: pę knię cia w drewnianych ramach okien i skrzypią ce parkiety, ś ciany od dawna nienaprawiane, rozklekotane krzesł a z wyblakł ą tapicerką , stolik pod telewizor zamiast stolika kawowego , i miniaturowy telewizor prezentują cy się na lodó wce , stanowił y ozdobę pokoju. Zajrzał em do ł azienki: przedpotopowa zardzewiał a instalacja wodno-kanalizacyjna i zuż yty gumowy dywanik spowodował y u mnie ostateczne rozczarowanie i protest, wię c pobiegł em do administratora po wyjaś nienia.

„Zarezerwował em i zapł acił em za pokó j typu superior” – wykrzykną ł em. - A tu taka irytacja!

„Masz lodó wkę w swoim pokoju” – stwierdził a kobieta. - To oznaka ulepszonej liczby.

Mó j mą ż pró bował mnie uspokoić :

- Nie denerwuj się . Moż e tutaj leczenie i odż ywianie stoją na wysokim poziomie.

— Bardzo w to wą tpię — sprzeciwił em się . „Ale nie mamy innego wyboru, jak tylko mieć nadzieję na cud”.

A oś rodek nigdy nie przestał nas zadziwiać . W holu jadalni poczuliś my duszą cy zapach chlorowego detergentu. Szybko weszliś my na pię tro i znaleź liś my się w przestronnej sali, któ rej ś ciany ozdobiono malowidł ami przedstawiają cymi wspaniał e krajobrazy regionu karpackiego. Wyglą d i smak potraw przyniesionych przez uś miechnię tą kelnerkę nie podobał nam się . Jakoś ć gotowanych potraw przypominał a ską pe posił ki w fabrycznych stoł ó wkach z dawnych czasó w sowieckich. Porcje był y tak skromne, ż e z satysfakcją przypomniał em sobie, ż e w pokoju był a lodó wka. „Bę dziemy kupować ś wież e produkty na targu i nie umrzemy z gł odu” – planował em.

Wychodzą c z jadalni spotkaliś my stada bezpań skich kotó w i psó w. Byli bardzo dobrze odż ywieni i bardzo przyjaź nie nastawieni do nas i do siebie nawzajem. Ż ywnoś ci starczył o dla wszystkich. Urlopowicze chę tnie chwytali dla nich na wpó ł zjedzone kotlety chlebowe, kwaś ne serniki, ż ylaste mię so gulaszowe, a nawet oś ci z kurczaka i ryb.

„Najwyraź niej tylko zwierzę ta są zadowolone z miejscowej jadalni” – zauważ ył em.

Kobieta z przodu obejrzał a się .

- Bą dź trochę cierpliwy. Teraz urlopowiczó w jest niewielu, a pracownicy stoł ó wki też muszą ż yć . Za tydzień przyjedzie nasz brat, a wtedy wystarczy dla wszystkich - zaró wno dla nas, jak i dla pracownikó w - zapewnił a.

Po wizycie u lekarza wszystkie nasze ksią ż eczki uzdrowiskowe był y peł ne terminó w zabiegó w medycznych. Czego nie mieli: ró ż nej jonoforezy w gabinecie fizjoterapeutycznym i aromaterapii, opró cz waż nych dla nas aplikacji bł otnych.


- Bę dziemy mogli odetchną ć naturalnymi aromatami w parku zdrojowym, skorzystać z fizjoterapii w miejscu zamieszkania - wyraż aliś my swoje niezadowolenie.

- W twoim wieku zabiegi bł otne nie są poż ą dane - sprzeciwił się lekarz.

„Nasze serce jest normalne i przyjechaliś my specjalnie, aby leczyć stawy” – nalegaliś my.

- W tym roku nie mamy specjalnej umowy z miejskimi ką pielami bł otnymi - zdradził tajemnicę lekarz.

- Wię c dlaczego wasze sanatorium reklamuje się na stronie i obiecuje moż liwoś ć otrzymania wszystkich tego typu zabiegó w? A jeś li nie ma normalnego zakwaterowania, wyż ywienia i leczenia, oblicz nas ze swojego szpitala i zapł ać nam pienią dze za niewykorzystane dni.

Zostaliś my zwolnieni i otrzymaliś my peł ną zapł atę . Po ucieczce na wolnoś ć wynaję liś my pię kny dwupokojowy apartament w prywatnym pensjonacie Troyanda. Odpoczynek tutaj okazał się znacznie tań szy, ale co najważ niejsze – wygodniejszy. Przyjazny personel pensjonatu zapewnił swoim goś ciom prawdziwie domowy komfort. Otrzymaliś my z sanatorium doś ć pienię dzy na zakwaterowanie, leczenie i wyż ywienie. Jeź dziliś my na wycieczki, a nawet kupowaliś my prezenty dla siebie i naszych bliskich. I dla nas rozpoczę ł y się prawdziwe wakacje. Teraz moż na był o cieszyć się pię knem Karpat, zapoznać się z historią uzdrowiska.

Morszyn leż y na wysokoś ci 340 m n. p. m. Znaleziska archeologiczne ś wiadczą o gł ę bokiej staroż ytnoś ci osady, z któ rej wyrosł a nowoczesna miejscowoś ć wypoczynkowa. To alpejskie miejsce był o zamieszkane przez ludzi od koń ca epoki kamienia, czyli okoł o 10 tysię cy lat temu. Pierwsza pisemna wzmianka o Morszynie, któ ra pojawił a się w XV wieku, mó wi o wykorzystywaniu przez chł opó w naturalnych ź ró deł wody do pozyskiwania soli. Cenny produkt został odparowany z wody w metalowych kotł ach. Szlachta Branetskiego, wł aś ciciele Morszyna, interesował a się rzemiosł em chł opskim. Postanowili pozyskać só l z wykopanych w tym celu kopalń soli. Ale marzenie o wzbogaceniu się na tym polu się nie speł nił o. Uzyskana w ten sposó b só l okazał a się gorzka i nie nadawał a się do jedzenia.


Wiele lat pó ź niej eksperci ustalili, ż e jest ona identyczna w skł adzie z solą glaubera, któ rą chemicznie odkrył i zastosował w medycynie niemiecki lekarz Glauber.

W tym czasie ludzie nie wiedzieli o leczniczych wł aś ciwoś ciach powstają cej soli, a prace w kopalniach soli został y wstrzymane.

Pię kno tych miejsc i czyste, czyste powietrze przycią gał y ludzi. Kolejny wł aś ciciel Morszyna, kupiec Boniface Stiller, docenił to pię kno iw 1878 roku zał oż ył w tych miejscowoś ciach pierwszy szpital uzdrowiskowy dla chorych na gruź licę pł uc.

Uwagę badaczy przycią gnę ł y ź ró dł a wodne i miejscowe bł oto torfowe, a wkró tce odkryto ich lecznicze wł aś ciwoś ci. Uzdrawiają cy dar natury był wysoko ceniony. Od począ tku XX wieku Morszyn stał się popularnym kurortem. Poró wnywany był ze sł ynnymi europejskimi kurortami i nazywał się „Galicjuszem karlowarskim”.

W latach siedemdziesią tych i osiemdziesią tych miasto osią gnę ł o swó j szczyt. Liczne budynki sanatorió w, Pał ac Kultury, ką piel bł otna - wszystko był o w doskonał ym stanie. Zdję cia z tamtych lat, któ re są obecnie wykorzystywane w projektach reklamowych, przypominają czasy sprzyjają ce uzdrowisku.

Na przedmieś ciach Morszyna nadal moż na podziwiać majestatyczne gó rskie doliny, zanurzyć się w ciszę dziewiczego lasu, podziwiać ró ż nokolorowe trawniki, karmić ufne zwinne wiewió rki z rę ki, obserwować pracę cię ż ko pracują cego dzię cioł a, posł uchaj dź wię cznej pieś ni kukuł ki.

Ten gó rzysty region jest bogaty w niezapomniane miejsca historyczne. Konkurują ce ze sobą biura podró ż y oferują swoje usł ugi i organizują wiele wycieczek. Tutaj musisz być w pogotowiu i zebrać niezbę dne informacje o zbliż ają cej się podró ż y. Zdrowie nie pozwoli każ demu godzinami dotrzeć do celu autobusem, a potem zrobić strome, dł ugie wspinanie się po gó rach na piechotę , jak nam się przydarzył o, gdy jechaliś my nad jezioro Synevyr.


Skał y Dowbusza to bajeczny twó r natury. Dowbusz jest bohaterem narodowym. Wedł ug zachowanych legend w odległ ym XVIII wieku walczył o sprawiedliwoś ć , odebrał panom mają tek i rozdał go biednym chł opom. W skalistych jaskiniach dobry zł odziej ze swoją armią ukrywał się przed uzbrojonymi prześ ladowcami. Obecnie jest ulubionym miejscem pielgrzymek turystó w i wspinaczy, któ rzy rozbijają obozy u stó p stromych gł azó w i na zmianę zdobywają szczyty. Niestety wś ró d ekstremalnych są ofiary. Przypominają o tym wień ce na skał ach.

Niedaleko Morszyna znajduje się posiadł oś ć -muzeum innego bohatera narodowego Ukrainy Zachodniej, Stepana Bandery, o któ rym w czasach sowieckich skomponowano wiele „horroró w”. Dorastają c w rodzinie księ dza, Stepan cał e swoje ż ycie poś wię cił walce o wyzwolenie Ojczyzny. Począ tkowo walczył ze swoimi wspó ł pracownikami przeciwko polskim najeź dź com. Po podpisaniu paktu Ribbentrop-Moł otow w 1939 roku Zachodnia Ukraina został a przymusowo przył ą czona do Zwią zku Radzieckiego. Wię kszoś ć ludnoś ci był a przeciwna takiej decyzji i rozpoczę ł y się represje. W tym czasie miał y miejsce cztery masowe deportacje ludnoś ci ukraiń skiej. Wielu dział aczy partii politycznych i organizacji społ ecznych został o straconych. Stepan Bandera nie mó gł trzymać się z daleka od toczą cych się wydarzeń . Znowu walka, ale tym razem przeciwko reż imowi sowieckiemu. Sowieccy ideolodzy oskarż yli Banderę o kolaborację z nazistowskimi Niemcami. Wł aś ciwie marzył o niezależ noś ci Ukrainy od obcokrajowcó w, dą ż ył do tego cał e ż ycie, za co zapł acił cenę , po kilkuletnim odsiedzeniu w niemieckim obozie koncentracyjnym, a ostatecznie zmarł w Monachium od strzał u przez wynaję tego zabó jcę , oficera KGB.

Gdy nadeszł y nowe czasy i Ukraina stał a się suwerennym pań stwem, otwarto archiwalne dokumenty i ludzie poznali prawdę . Teraz ulice i place noszą imię Stepana Bandery, ludzie ciepł o wspominają swojego obroń cę .

Wró ć my jednak z odległ ej historii do wspó ł czesnej Ukrainy. Suwerennoś ć tego pań stwa nie poprawił a ż ycia zwykł ych ludzi. Kobiety w wieku emerytalnym pracują jako dozorcy i sprzą taczki. Babcie wychodzą na ulice kurortu, aby sprzedawać domowe jedzenie: jagody, grzyby, orzechy, zioł a lecznicze. Podobno nie jest ł atwo ż yć na jednej emeryturze. Czę sto moż na spotkać funkcjonariuszy organó w ś cigania, któ rzy gorliwie rozpraszają starsze „bizneswoman” lub wpychają takich gwał cicieli do policyjnego samochodu. Co moż esz zrobić , taka jest ich usł uga.


Ale ludzie nie tracą serca, wszę dzie sł ychać wesoł e ukraiń skie piosenki, a nie prymitywne przeboje. Goś ci oś rodka zachwycają bezpł atne koncerty amatorskich zespoł ó w muzycznych.

Po odpoczynku, zdrowym jedzeniu i czystym, upojnym powietrzu lasó w i parkó w poczuliś my się silniejsi i odmł odzeni. Wspomnienie zbliż ają cego się bolesnego powrotu osł awionym autobusem Columb Plus był o przygnę biają ce.

Zaję ł o nam tydzień , aby dojś ć do siebie po powrocie.

Tłumaczone automatycznie z języka rosyjskiego. Zobacz oryginał
Aby dodać lub usunąć zdjęcia w relacji, przejdź do album z tą historią
Символ веры
Санаторий
Чудесные Карпаты
Podobne historie
Uwagi (4) zostaw komentarz
Pokaż inne komentarze …
awatara