Fani.

09 Lipiec 2014 Czas podróży: z 25 Czerwiec 2010 na 10 Lipiec 2010
Reputacja: +2952
Dodaj jako przyjaciela
Napisać list

Czasami po prostu podziwiam ludzi, któ rzy są gotowi wyrwać pazury dla swojej ulubionej druż yny nawet do innego miasta, nawet do innego kraju. Wszystko jest za daleko od naszych ziem, a nasz styl ż ycia jest „pilny” i nie ma zespoł u, w imię któ rego chcielibyś my zmienić tę „pracowitoś ć ”. Dawno minę ł y czasy, kiedy w domu odbywał a się operacja, ponieważ poł owa widzó w był a dla Spartaka, a druga dla Dynama Kijó w. Choroba stał a się przewlekł a, zaostrzył a się dopiero podczas Mistrzostw Europy lub Ś wiata. Co wię cej, kiedy nasze tradycyjnie wylatują , wzdychamy i mó wimy: „Zamó w! Teraz moż esz zapomnieć o patriotyzmie i wreszcie zaczą ć kibicować pię knej grze!

Kto nie pamię ta, Mistrzostwa Ś wiata 2010 odbył y się w RPA, czyli strasznie daleko od Europy, gdzie postanowiliś my jeź dzić w czerwcu-lipcu. Moim zdaniem po prostu o tym zapomnieliś my, kupują c bilety i starają c się o wizę do Niemiec. Nakreś liliś my przybliż oną trasę z uchwyceniem ciekawych miejsc i wizytą u kilku krewnych i znajomych, po drodze postanowiono zarezerwować hotele na Rezerwację . Polowali na „analogowe” przewodniki po proponowanych miejscach do odwiedzenia, nie ufają c zbytnio Internetowi, jak się pó ź niej okazał o, nie na pró ż no. Mó j mą ż wykonał osobną misję , wynajmują c samochó d od Hertza. Dla tych, któ rzy nie wiedzą , dam znać : cena wynajmu w duż ej mierze zależ y od zamawiają cego i waż ne jest, w jakim ję zyku z nimi rozmawiasz. Nie znają c niczego z ję zyka niemieckiego, z wyją tkiem filmu „Hyundai hoch! ” i „Hitler kaput! ”, wyemitował list przez tł umacza Google, a nastę pnie dla pewnoś ci przetł umaczył go na rosyjski, ocenił wynik jako akceptowalny i wysł ał . Poszł o gł adko, ale musiał am powtó rzyć ten rytuał , bo na począ tku nie zaznaczył , ż e poza Niemcami jedzie do Czech, a nie wszystkie auta mają tam prawo jechać , auta przyzwoite wydają się czę sto są tam kradzione, a naprawy po tych drogach są drogie.


Wieczorem dotarliś my do Frankfurtu nad Menem, dostaliś my zarezerwowaną Kia Sid (zamiast obiecanego Forda Focus) i odjechaliś my. Zabawa zaczę ł a się od naszej znajomoś ci z nawigatorem wbudowanym w samochó d. Nazywaliś my go „Isabella” (c), mó wił do nas kobiecym gł osem po rosyjsku. Do tej pory jeź dziliś my nawigatorem tylko dla rozpieszczania, po drogach domowych, któ re znaliś my nawet bez niego, ale tutaj, gdy zdaliś my sobie sprawę , ż e „trzymać się w lewo” wcale nie oznacza „skrę cić w lewo”, zmarnowaliś my dwa peł ne krę gi wokó ł lotniska , a lotnisko jest duż e. Có ż , do hotelu był o dwadzieś cia kilometró w. Samochó d, jako przyjaciel na dwutygodniowej wycieczce, postanowiono nadać mu nazwę „Sidor”. Dobry facet, mechanik, moż e pomieś cić trzy dorosł e osoby z walizką i kilkoma torbami, bez wię kszego wysił ku skacze po gó rach, ale też pozwalamy mu odpoczą ć na szczegó lnie stromych przeł ę czach.

A w tym czasie na mistrzostwach trwał y mecze ć wierć finał owe…

Nastę pnego dnia, w sobotę , zgodnie z planem, mieliś my Kolonię . Przyjechaliś my, osiedliliś my się w cichym miejscu na przeciwległ ym brzegu od Katedry, dziesię ć minut spacerem od przystanku kolejowego.

Był a okoł o trzeciej po poł udniu, kiedy poszliś my do katedry, ulice był y niesamowicie wyludnione. W pewnym momencie z kilku stron dał się sł yszeć stł umiony, wielogł osowy krzyk, krzyk radoś ci. „Nasi Brytyjczycy zostali pobici! ” bystry mą ż powiedział , ż e „nasi” to Niemcy, jak mi pó ź niej wyjaś nił , bo teraz jesteś my na ich terytorium.

Gdy dotarliś my do Katedry, znaleź liś my prawie pusty plac. Cał e miasto siedział o w kawiarniach lub przed domowymi telewizorami, wynik rozpoznaliś my po krzykach, radosnych („Oczywiś cie mają z kim się radować ”, powiedział z zazdroś cią mą ż ) i jednym zdenerwowanym, już nie pamię tam, wyglą da na to, ż e mecz zakoń czył się.2:1. Gdy tam byli chorzy, podziwialiś my 600-letnią katedrę , weszliś my do ś rodka, gdzie też nie był o tł oku, posł uchaliś my Bacha w wykonaniu organowym. (Kiedy pó ź niej w pracy chwalił a się zdję ciami, jeden chł opak był zszokowany nieobecnoś cią ludzi, miał takiego pecha).


Nastę pna pozycja: pij piwo, sł ynny Kö lsch. Poszliś my w kierunku Katedry ś w. Po drodze Michaił a spotkał a poważ na liczba policjantó w, nawet w kamizelkach kuloodpornych, najwyraź niej na wypadek ró ż nego rodzaju oburzenia ze strony fanó w. Zważ ywszy na to, jak był o gorą co, był o im przykro. Potem mecz się skoń czył i zaczę ł y gromadzić się tł umy szczę ś liwych kibicó w, wyją cych wuwuzelli, ludzi machają cych flagami. Pokonani we ł zach Brytyjczycy nie zostali zauważ eni. I to był o takie zabawne, powiem, szalone, ale nie naruszają ce granic przyzwoitoś ci i nie obraż ają c nikogo, fajnie był o na nich patrzeć , ż e piją c piwo zdaliś my sobie sprawę : musimy nieco dostosować plan, aby być podczas kolejnego meczu reprezentacji Niemiec w wielkim mieś cie, w kawiarni, oglą dać ze wszystkimi mecz, inaczej czujesz się jak „obcy na tej celebracji ż ycia”. Swoją drogą nie przepadał em za Kö lsch, moż e miał em pecha do browaru.

Wieczorem pospieszyliś my do Wuppertalu, aby przywitać się z kolegami z klasy, wspaniał e miasto, gdzie na obrzeż ach unosił się taki zapach ś wież o skoszonej trawy, ż e poczuliś my ten zapach przez klimatyzator maszyny. Odległ e radosne dź wię ki sł ychać był o dokł adnie do dziesią tej wieczorem, potem wył ą czał y się jak przeł ą cznik noż a.

Dalej nasza trasa wiodł a w kierunku poł udniowo-zachodnim, w Karlsruhe z przystankiem w Wü rzburgu. Podró ż owanie, gdy za kierownicą siedzi osoba, któ ra po prostu wyrywa się z procesu jazdy po swoich drogach, po chwili zaczyna narzekać wś ró d tych, któ rym nie wolno kierować . Wyrwali tatę z euforii, mó wią c, ż e nie pozwoli nam zobaczyć reszty Niemiec. Dobrze jest mieć krewnych i przyjació ł w obcym kraju. Najsł odsi koledzy z klasy jej mę ż a Zhory i Olyi przeprowadzili nas przez Karlsruhe, przez park pał acowy (uniwersytecki), a nawet zasugerowali, gdzie się udać : Baden-Baden jest w pobliż u, a tam, przez Czarny Las, do Boden See. Mimo, ż e bez kł opotó w skorzystaliś my z Internetu, zarezerwowaliś my hotel w mał ym miasteczku Relasingen, ską d ł atwo dotrzeć do plaż y wskazanej przez Zhorę i sł ynnych wodospadó w Rhine w pobliż u Schaffhausen.

W tamtym roku wszyscy pamię tali upał y (Syberyjczycy pamię tają jednak to lato skandalicznie zimne i deszczowe, ale to nie o tym teraz), bardzo chciał em zanurzyć się w wodzie. Jezioro Bodeń skie po prostu nas zafascynował o, był o fajnie, na brzegu rosł y zaroś la orzechó w laskowych (ktoś inny, ale pierwszy raz widział em je w krzakach), a nasz Sidor miał miejsce do zaparkowania. W pobliż u jest fajna kawiarnia, w któ rej znowu jadł am gulasz, a moi panowie znowu „wiedeń ski” sznycel ze smaż onymi ziemniakami. (Są na diecie u mnie w domu, smaż one ziemniaki tylko na wakacjach, albo kiedy jestem zbyt leniwy, ż eby coś wymyś lić . A gulasz wę gierski uważ am za najsmaczniejszy w Niemczech ; )


Nadszedł czas, aby podziwiać Rinefall, mą ż po cichu majstrował przy nawigatorze. Jakieś dziesię ć minut pó ź niej, zniechę cony, powiedział , ż e Schaffhausen zaoferowano mu jakieś sto kilometró w i gdzieś indziej, wcale nie w pobliż u. Tak, choinki, na każ dym kroku spotykaliś my znaki, jechaliś my wzdł uż nich. Tor jest normalny, dwa pasy w każ dą stronę , potem dł ugie rzę dy cię ż aró wek zaczę ł y się spotykać po prawej stronie. Wreszcie nad drogą jest jakaś ż elazna konstrukcja: „Tutaj prawdopodobnie od nas zabiorą opł atę , inaczej jeszcze nie spotkaliś my dró g pł atnych”. Nic takiego, mę ż czyzna w mundurze stoi, rozmawia z kierowcą Beamera, macha do nas, byś my przeszli. Minę liś my, a po drugiej stronie (! ) metalowej konstrukcji wisi flaga Szwajcarii. Ponieważ nasza "Isabella" nie mogł a nic znaleź ć , nie pytaliś my jej o Szwajcarię ! Tutaj zaczą ł em dokł adniej przyglą dać się normalnej papierowej mapie, któ ra był a wyposaż ona w naszego „Sidora” w Hertz, i nie od razu dostrzegł em jasnozielony zarys granic w tej gę stej sieci autostrad. Wtedy ta ł atwoś ć przekraczania granic przestał a nas nawet dziwić , domyś lił em się , ż e przejechaliś my przez nastę pną , widzą c chł opa, któ rego w czasie upał ó w moż na był o zmusić do zał oż enia tego beretu jedynie nakazem umundurowania.

A do wodospadu, któ ry bę dzie w pobliż u, gorą co radzę iś ć , tylko nie zapomnij, po wejś ciu do tunelu skrę ć w prawo po trzystu metrach, mó j mą ż czekał na polecenie od Izabeli (nie rozkazuje w tunelach), ale z jakiegoś powodu nie zakł adał em, ż e tunele się rozgał ę ziają...

Wieczorem, wracają c do spokojnego Relasingen, usiedliś my w knajpie wś ró d fanó w, graliś my „nie nasze”, wię c wszystko był o bardzo spokojne i szczere, a piwo pyszne.

Trzy dni pó ź niej odbył się mecz pomię dzy Niemcami a Argentyną o awans do pó ł finał u, musieliś my jechać do Monachium. Pojechaliś my do Zurychu, wzdł uż poł udniowego wybrzeż a Boden See z przystankiem na plaż y, wró ciliś my do Niemiec dł ugim i jakby staromodnym, bez zauważ alnej wentylacji, tunelem. Straszna sprawa, strasznie wpadł em w sen, na szczę ś cie na wyjeź dzie doś ć szybko natknę liś my się na przystanek, przynajmniej zaparł o nam dech w piersiach. Na mapie jest oznaczony jako Pfander-tunel, czytał em o tym, ż e jest 6 km. , Wydawał o mi się , ż e pię tnaś cie. Moż e jest jeszcze coś ?

Mieliś my spę dzić noc w miejscowoś ci Ottobeuren (nie wiem jak to wymó wić po rosyjsku, moż e Ottoburn). Mał a, ale godna uwagi ze wzglę du na bardzo pię kną bazylikę . Tutaj po raz pierwszy zobaczyliś my cudowny bawarski ż art, kiedy naprawdę nie rozumiesz, to są prawdziwe ekscesy architektoniczne, albo wszystko jest namalowane na pł askich ś cianach, w dodatku tak realistyczne, ż e chciał o się tego dotkną ć rę kami. Ogó lnie ż ycie kulturalne w tym miejscu toczy się peł ną parą , mają wł asną orkiestrę symfoniczną , z któ rą jakaś celebrytka obiecał a zaś piewać za kilka tygodni (wszę dzie wisiał y plakaty, a ja też zabrał em ze sobą magazyn z hotelu z zapowiedzi nadchodzą cych wydarzeń miejskich, pojechał am tam ze zł oż onym zielnikiem).


W pobliż u hotelu znajduje się bukowy las, przez któ ry rano przeszliś my z synem, podczas gdy tata przeglą dał internet. Las jest bardzo wesoł o zorganizowany, jest gł ó wne wejś cie, jest mapa-schemat, wytyczono na nim ś cież ki spacerowe: pię ciokilometrowe, trzykilometrowe i kilka innych. Potem spotkaliś my znaki wskazują ce, na któ rym się znajdujesz. Dodatkowo w lesie są stoiska z zagadkami typu: jakim drzewem jest ten liś ć ? oraz wszelkie przydatne informacje, jak dł ugo drzewo roś nie, z czego jest zrobione itp. Oznacza to, ż e ludzie w trakcie nieszkodliwego spaceru ró wnież są w jakiś sposó b zabawiani. Lubiliś my.

Droga do Monachium był a spokojna, z widokami na pola, dachy z panelami sł onecznymi, wiatraki (och, ogromne! ), z przystankiem na ochł odzenie się nad jeziorem Amersee. Na wejś ciu nasza biedna Izabela był a z nami kompletnie wykoń czona, wszę dzie trwał a jakaś globalna naprawa, wiele dró g był o zablokowanych, dojechaliś my prawie do centrum, bliż ej Marienplatz, gdzie jutro z przyjemnoś cią bę dziemy oglą dać pił kę noż ną . Hotel był po prostu przygnę biają cy, trzy gwiazdki! wszystko wyglą dał o jak hostel, pokó j na ostatnim pię trze, w sł oń cu, ale z balkonem. Po tym hotelu, przy nastę pnej kolekcji w drodze, kiedy warczę : Co do diabł a zabierasz ze sobą ś rubokrę t, szczypce i inne bzdury? mó j mą ż przypomina nam, ż e szczypce był y dla nas bardzo przydatne w Monachium, aby przeł ą czyć wodę z prysznica na kran! Ale, co ciekawe, ś niadanie w hotelu był o bardzo dobre.

Szedł . W pewnym momencie w zamyś leniu powiedział am, ż e stolica przyjechał a do miasta w czasie wojny, niewiele został o historii, mó j dobry mą ż odpowiedział jakoś krwioż erczy: I za sprawę ! Ogó lnie rzecz biorą c, w Niemczech cią gle przychodził a do gł owy myś l: chł opaki, dlaczego nie siedzieliś cie w domu? ! Pię kne lasy, pola i gó ry! Oto, czym muszą być kryzysy gospodarcze i szalona agitacja, aby podbić resztę ś wiata, kiedy w domu jest tak dobrze…

To wł aś nie w Monachium spró bowaliś my piwa Augustischer i choinek! Wcią ż go pamię tam! Mał y koneser i mił oś nik, ale mogę powiedzieć , ż e nawet czeski nie jest taki smaczny, potwierdza to ró wnież moja koleż anka, któ ra w ogó le nie jest zbyt wyczuwalna w uż ywaniu alkoholu, ale przyznaje, ż e nie moż e się oprzeć temu piwu!


Rano w telewizji nagrano wywiad z Maradoną . Mam dla niego wł asne konta, nie mogę mu wybaczyć , ile razy zdenerwował swoich oddanych fanó w, a co najważ niejsze mojej mamy! A w tym czasie siedział a na naszej Syberii, któ ra jest bardzo daleko od Monachium i kibicował a Argentynie. Problem w tym, ż e ja sam wolę latynoamerykań ski styl gry, w skrajnych przypadkach hiszpań sko-wł oski, niemiecki samochó d nie jest mi bardzo bliski, czyli odczucia przed meczem był y bardzo sprzeczne.

Co wydarzył o się na placu! Zacieniona poł owa był a peł na stoł ó w, wypeł nionych po brzegi ludź mi, przyzwoite sklepy miał y w oknach telewizory nastawione na prawy kanał . Oś wietlona sł oń cem poł owa był a pusta. Z każ dym celem ludzie z odległ ych stolikó w podbiegali bliż ej ekranu, niektó rzy po prostu siadali na chodniku przed nim, pró ba pokazania transmisji na projektorze (w sł oneczny dzień ) wyglą dał a jak osobna kpina. Có ż , Niemcy wygrali, doszli do pó ł finał u i zaczę ł a się wielka hulanka! (Od tego czasu w naszym samochodzie zadomowił a się wuwuzella, piekielna rzecz, w kolorach niemieckiej flagi, mó j mą ż okresowo w nią dmucha, odpę dzają c krowy po drogach Ał taju i zachwycają c przyjació ł na wsi, trę bacz...). Pó ź nym wieczorem, kiedy dotarliś my do hotelu, zobaczyliś my, jak na dziedziń cu są siedniego domu, podobno dla kilku mieszkań , mieszkań cy wyję li stoł y i siedzieli popijają c piwo. I znowu dokł adnie o dziesią tej wieczorem wszystko ucichł o.

Potem był Salzburg, Wiedeń (gdzie bez entuzjazmu odkryliś my, ż e zamiast mapy Czech nasz nawigator ma biał ą plamkę , a papierowa mapa urywa się pod Linzem na poł udniu, w Pradze na pó ł nocy), Brno ( któ re musieliś my zbł ą dzić w zwią zku z, znowu, biał ą plamą zamiast mapy i obrzydliwym rodzimym nawigatorem Navitel, któ rego prawie trzasną ł em o asfalt w sercu). Wszystko to wykracza poza pił karskie pasje. A potem dotarliś my do Pragi i zapomnieliś my o wszystkim na ś wiecie! Po prostu spacerowaliś my po nim przez dwa dni, podziwiani, wspominają c historie Karela Chapka, Haska, piją c też piwo, jakby bez niego! A ja też przecią gną ł em się z ję zyka czeskiego, był em bardzo zmę czony absolutnie obcym, choć trochę zrozumiał ym w czytaniu niemieckim. Nie wiem, czy mó j mą ż pamię tał , kiedy mieli tam grać Niemcy o dojś cie do finał u, ale jakoś nagle, wracają c Placu Wacł awa do stacji metra, zobaczyliś my mał ą grupkę ludzi, któ rzy oglą dali Niemcy-Hiszpania mecz. Nie pamię tam wyniku, ale Niemcy przegrywali. Zwolnił em na okoł o dwadzieś cia minut, skoń czył em oglą dać tę sprawę . A kiedy w drodze powrotnej zatrzymaliś my się u naszych przyjació ł w Karlsruhe i zapytaliś my, jak przeż yli tę poraż kę w Niemczech. Chł opaki powiedzieli, ż e stratę dla Niemcó w przewidział oś miornica Paul, wedł ug któ rej cał e Niemcy oszalał y w tym roku, wię c nie byli nawet szczegó lnie zdenerwowani.

Przed powrotem do Frankfurtu mieliś my czas, kolega zacią gną ł nas do Baden-Baden, był zszokowany, jak to miasto moż e pozostawić nas oboję tnymi! Oczywiś cie w towarzystwie Ż orki, któ ry ma tę ulubioną trasę rowerową i kto wie, gdzie w sobotni poranek zaparkować samochó d, a nawet za darmo (parking pod cerkwią ), miasto podobał o nam się znacznie bardziej! Był y wystawy malarstwa, zabytkowe samochody, widzieliś my pomnik Bismarcka, straszne, muszę powiedzieć , ż e to zrobili. Dlatego zepchnę li go w ką t. W pobliż u ratusza przygotowywano plac do wieczornego oglą dania meczu o trzecie miejsce, rozwieszono tablice zakazują ce spoż ywania alkoholu i wuwuzeli, piwo mam nadzieję , ż e w Baden-Baden nie był o zabronione.


Nastę pnie w samolocie pó ź nym wieczorem poinformowano nas, ż e Niemcy zaję ł y trzecie miejsce, wiadomoś ć spotkał a się ze szczerymi brawami. Nie wiem, ilu pasaż eró w był o prawdziwymi Niemcami lecą cymi do Nowosybirska, ale był o wielu, któ rzy sympatyzowali z tym, choć nie najważ niejszym, zwycię stwem.

PS Napisał em i przypomniał em sobie, jak w Kolonii jedliś my obiad w letniej restauracji i obserwowaliś my dwó ch chł opcó w w wieku okoł o pię tnastu lat, któ rzy z ł atwoś cią i po prostu rzucali gł owami nad pił ką noż ną na chodniku. I niedawna demonstracja dryblingu, w któ rej niemiecki pił karz zakrę cił pił ką wokó ł swojej stopy, jakby był a namagnesowana. Bez wzglę du na to, jak bardzo kibicuję teraz Brazylii i Argentynie, cieszę się z Niemiec, wcią ż są w grze, a ich fani zasł ugują na tę przyjemnoś ć . A jak interesują ce jest podró ż owanie dla tych turystó w, któ rzy wł aś nie przybyli do Niemiec.

PS. Brazylia 1-7 Niemcy…

Tłumaczone automatycznie z języka rosyjskiego. Zobacz oryginał
Aby dodać lub usunąć zdjęcia w relacji, przejdź do album z tą historią
Баден-Баден. Парковка для собак
Кёльн. Англия-Германия 1:2
 Шаффхаузен (Швейцария). На скале три площадки на разной высоте, чтобы любоваться водопадом, есть даже лифт.
 Оттоберн. Вид на базилику из леса.
Мюнхен. Проезд вот таких мотоциклов-трициклов-квадроциклов в преддверии трансляции матча.
 Мюнхен. Матч Германия-Аргентина.
 Мюнхен. Мариен-плац.
 Мюнхен. Матч в разгаре.
Мюнхен.
 Мюнхен. Команда болельщиц.
 Мюнхен.
 Мюнхен. Девчонки развлекаются а'ля Мерилин Монро.
 Мюнхен. Экскурсионный транспорт с болельщиками
 Прага. Танцующий дом. Увидели его с моста Легионеров, он меня восхитил своим юмором и красотой, только потом прочла в путеводителе его историю.
 Крушовице. Автопортрет на фоне хмеля.
 Кёльн.
 Кёльн
Шаффхаузен (Швейцария). Рейнский водопад
 Рейнский водопад.
 Рейнский водопад.
Оттоберн. Базилика. Почти все архитектурные
Оттоберн. Пышное убранство внутри Базилики, резкий контраст со строгостью Кёльнского Собора.
Кёльн. На площади Собора немноголюдно.
Podobne historie
Uwagi (9) zostaw komentarz
Pokaż inne komentarze …
awatara