Stracone niebo. Mity i rzeczywistość. Część 2

13 Moze 2015 Czas podróży: z 25 Kwiecień 2015 na 04 Moze 2015
Reputacja: +15151
Dodaj jako przyjaciela
Napisać list

Cią g dalszy. Zacznij tutaj:

Czę ś ć.1


Na trzeci dzień znowu zaplanowaliś my lekki spacer przez wą wó z trzech gó r. Pojechaliś my 44. autobusem do wsi Dolossy, zwanej też Jał ta Rublowka. Zwykle od razu schodziliś my z wioski do wą wozu i w niespiesznym tempie pokonywaliś my trasę przez okoł o dwie godziny, robią c zdję cia i pł ywają c w wodospadzie. Tym razem, uznają c, ż e chcą czegoś nowego, zabrali nas na gó rę . Mijają c doś ć szeroką ś cież kę , w cał oś ci usianą szyszkami, dotarliś my do jakiejś asfaltowej drogi. Przez chwilę szliś my wzdł uż niego. Ale kiedy zobaczyli, ż e krę ci się o 180 stopni, postanowili skró cić drogę i przedzierać się mię dzy wę ż owymi pę tlami przez las. Kilka razy spotkaliś my karmniki z sianem i grudkami soli i nic dziwnego – to cał y teren rezerwatu. Wychodzą c ponownie na drogę , znaleź liś my dogodne zejś cie do wą wozu i znak z nazwą „Uch-kosh”. Uznaliś my, ż e tak nazywa się gó ra, przez analogię do rzymskiego kosza (najwyż sza gó ra Krymu) i ż e droga tam prowadzi. Dlatego postanowiliś my spró bować się wspią ć , wą wó z poczeka. A jak pamię tacie spacer miał być kró tki, wię c nie mieliś my ze sobą ż adnych przeką sek, był a tylko litrowa butelka wody. Przy okazji sł onecznej pogody ubrał am się doś ć lekko – w spodnie do kolan i wiatró wkę . A gó ry robią się coraz wyż sze, a gó ry stają się coraz bardziej strome… Decydują c się na ponowne odcię cie, zgubiliś my szlak. Poszł a gdzieś na prawo, a my nieodparcie cią gnę ł o nas na lewo, gdzie ś nieg był biał y na szczycie pł askowyż u. Widoki był y jeden pię kniejszy od drugiego. A potem, na szczę ś cie, baterie na fotiku usiadł y. Musiał em zrobić zdję cie telefonem. Stok stał się doś ć stromy, wszystko, czego się uczepił em, kamyk czy gał ą zka, czę sto pozostawał o w moich rę kach i ryzykował em spadnię ciem, do szalonej suszarki do wł osó w, w przepaś ć . A potem, niewł aś ciwie, do ukochanej zadzwonił telefon. Zaczą ł em kwiczeć , ż eby tego nie brać , a raczej pomogł em pokonać trudny odcinek. Jakoś trafiliś my w mniej lub bardziej bezpieczne miejsce. Na powró t był o już za pó ź no, a jeszcze nie był o blisko szczytu, choć wydawał oby się , ż e oto jest! Woda był a już cał a pijana. Zaczę ł a mnie ogarniać cicha panika. Bez wody i jedzenia moż na jeszcze trochę się rozcią gną ć , ale my nawet nie mieliś my ze sobą zapał ek, bo nie palimy i jak się zgubimy, to w nocy gł upio zamarzniemy. A potem gdzieś z gó ry zaczę ł y dobiegać podejrzane dź wię ki. Pozostaje tylko spotkać dziki! W zagł ę bieniach zaczę ł a pojawiać się ś nież ka, na któ rej, dzię ki Bogu, był y ś lady kopyt, a nie dzikó w.

Do poł udnia w koń cu wspię liś my się na pł askowyż i zobaczyliś my drogę ! Hurra, uratowany! Wstawanie zaję ł o nam 3 godziny. Obserwatorium Ai-Petri był o widoczne w oddali z jednej strony, a pawilon wiatró w z drugiej. Z niego (z altany) podobno otwiera się martwa panorama, ale ponieważ nadal nie wiemy, ile zejś ć , nie poszliś my tam, tylko pojechaliś my drogą , któ ra w niektó rych miejscach był jeszcze cał kowicie zamieciony przez ś nieg. Zdejmują c znienawidzone tenisó wki, radoś nie biegał a po ś niegu biednymi, otartymi stopami. Po kró tkim spacerze znaleź liś my kolumnę z kulą na koń cu, jak globus i znak, z któ rego jasno wynikał o, ż e jest to najwyż szy punkt drogi - przeł ę cz Nikitsky (1118 m). Ayu-dag majaczył a mię dzy gó rami. Oto, co mamy! Nigdzie nikomu! W jednym miejscu widoczne był y ś lady samochodu, któ ry siedział na brzuchu na ś niegu i podobno dalej nie jechał . Pię kno! Jeszcze nie w peł ni rozkwitł y przebiś niegi, krokusy, ś pią ca trawa, pierwiosnki i kilka innych kwiató w. Chciał em pić , ale drogi ś nieg odwió dł mnie od jedzenia, podobno wysuszył oby go jeszcze bardziej i nie moż na był o nazwać czystym. Aby ponownie nie przegapić , staraliś my się podą ż ać drogą , odcinają c się dopiero wtedy, gdy wyraź nie zobaczyliś my kolejną pę tlę serpentyny. Na szczę ś cie nigdy nie spotkaliś my ani jednego zwierzę cia i odwrotnie. Tylko raz coś doś ć duż ego rzucił o się od nas po zboczu, gł oś no tupią c, jednak nie zdą ż yliś my się zastanowić , co to był o. Dotarliś my do jakiegoś osiedla, zwanego Czerwonym Kamieniem. Coś tam budowano, był o kilka jednostek sprzę tu budowlanego i wielu leś nikó w. Chcieliś my ich poprosić o wodę , ale zmieniliś my zdanie, i tak nas aresztowali. To prawda, ż e ​ ​ nie zwracali na nas uwagi.


Są dzą c po sł upkach kilometrowych, pomachaliś my 9 km drogą do miejsca, w któ rym zobaczyliś my nazwę „Uch-kosh”. Tam zeszliś my, w koń cu do wą wozu. Tu był o duż o wody, nie chce mi się pić ! Woda spł ywał a kaskadami i wodospadami, gotowana i gotowana. Czytał em gdzieś , ż e taką wodę nazywa się lewitują cą , mieszają c się w szczegó lny sposó b, nabiera iś cie cudownych wł aś ciwoś ci. Wię c skorzystaliś my z okazji, ż eby się upić . Chciał em jeś ć dwie godziny temu, a teraz chciał em tylko JEŚ Ć ! Woda w pewnym stopniu uś mierzył a gł ó d, ale nie na dł ugo. A miejsca tam są po prostu niesamowite, pię kne, prawie Wielki Kanion! Ale bardzo chciał em wracać do domu i wydawał o mi się , ż e uję cie wody zaraz zacznie się za tym zakrę tem, z któ rego zawsze zaczynaliś my naszą podró ż dnem kanionu. A stamtą d jest w pobliż u Jał ty. Ale to po prostu cią gnę ł o się przez cał e dwie godziny. Biedne ciał o, zdają c sobie sprawę z daremnoś ci swoich roszczeń , zamilkł o, a ż oł ą dek przestał się kurczyć w guz. Ale tutaj porzą dnie wypchał em nogi, skaczą c z jednego wybrzeż a na drugie. W koń cu dotarliś my do miejsca, gdzie rzeka został a wypchana do rury, a potem kanał wyschł . Chodzenie stał o się ł atwiejsze. Czasami wygodniej był o iś ć prosto wzdł uż rury, choć w niektó rych miejscach, na przyzwoitej wysokoś ci. Ale ma okoł o pó ł metra gruboś ci, wię c jeś li się nie rozproszysz, nie spadniesz. Rura zawibrował a pod moimi stopami, pochł aniają c cał ą moc gó rskiego strumienia. Po pobraniu wody strumienie zaczynają stopniowo wybijać spod ziemi, ponownie wtapiają c się w rzekę . Nie miał am na sumieniu pł ywać nad uję ciem wody, planował am pł yną ć w dolnym wodospadzie, ale był am zaskoczona, ż e ​ ​ znalazł am absolutnie suche kamienie. Dziwne. Mniej lub bardziej wygodne miejsce do pł ywania znalazł em już doś ć niż ej. Do domu wró ciliś my o godzinie 6. Nie miał em ochoty na spacer po nasypie.

"Koty to mó j urok! " (aria Baby Jagi z kreskó wki o Mał ej Mą ce)

Sześ ć kotó w zaczę ł o czoł gać się na podwó rko. Wiedzą , pasoż yty, ż e usmaż ę rybę . Cał e podwó rko jest zawalone kitiketem, ale zjedli go tylko z wielkiego gł odu. Koty w Jał cie są jak nieoszlifowane psy. Nasz znajomy, miejscowy mieszkaniec, powiedział , ż e obecnoś ć tego stada zwierzą t futerkowych jest jak najbardziej uzasadniona, bo. ratują miasto przed szczurami ż yją cymi w rzece pł yną cej w jego centralnej czę ś ci. Có ż , nie wiem, nie wiem. Aż trudno uwierzyć , ż e te dzikie kagań ce są w stanie zdobyć wł asne poż ywienie. Czy tego potrzebują ? Przez wiele lat przyjeż dż ają c do Jał ty obserwowaliś my taki obraz. Na ś rodku podwó rka znajduje się kilka ł awek mocno zaję tych przez kocią dumę . Każ dego ranka mł oda kobieta, okoł o 55 lat, z pobliskiego domu, był a zaję ta strzą saniem tekturowych dywanikó w, na któ rych koty brukują tył ki, a potem idzie na ś mietnik i szuka dla nich jedzenia. Pró bowaliś my jakoś uczestniczyć w karmieniu, wyjmowaliś my resztki i chcieliś my to tak jak jest, ale ciocia zabrał a nam karmę dla kota, uporzą dkował a i dopiero potem dał a bestii. Innym razem ciocia był a nieobecna i bez pytania rzucaliś my kotom skó ry z lekko solonego ł ososia. Wię c co? Pową chali i wpatrywali się w nas z osł upieniem - co nam wymykasz? Tak wię c mam poważ ne wą tpliwoś ci co do szczuró w. Jednak nigdy ich tam nie widział em. I oczywiś cie kocham koty, ale bez fanatyzmu. I to koty, a ja nie znoszę podł ych ś mierdzieli zwanych kotami.


Nogi bolał y niemił osiernie, nie tyle mię ś nie, ile podeszwy. Znalazł em obrzę k na dwó ch palcach. Ale bał em się , ż e pogoda się pogorszy, a potem poż egnaj gó ry! Wcią ż jadą c do NG, zastanawiał em się , jak nie bę dziemy się nudzić . Widzieliś my to wszystko i wiele razy. Wszedł em do Internetu. Ha, myś lał em, ż e znam Jał tę ! Kurwa, nie wiem! Internet dał mi kilka tras, któ rych nawet nie podejrzewał em. Ale wszystko jest w gó rach. Dlatego pó ki był o sł oń ce, trzeba był o jechać . Ale dzisiaj zał oż ył am cieplejsze spodnie i też brał am mecze. Nigdy nie wiadomo, doką d zaprowadzi nas ten trudny. Dziś wybrał em szlak Botkina. Zaczę ł o się na terenie zoo.

Ach, zoo w Jał cie! Co tam są zgrabne i zadbane zwierzę ta! Podczas ostatniej wizyty w Jał cie na nowy rok 2014, ponieważ nie byliś my od dawna, postanowiliś my pojechać , nie ż ał ują c 100 UAH z nosa. Jak bardzo ta przyjemnoś ć jest teraz przeraż ają ca. Biał e tygrysy zrobił y szczegó lne wraż enie. Być moż e pamię tacie, ż e Tymoszenko dostał a biał ego tygrysa, któ ry z kolei podarował a jał tań skiemu zoo. I nazwali go, a raczej ją , Tigryulya. Mgliś cie coś z tego pamię taliś my i jakie był o nasze zdziwienie, gdy znaleź liś my aż trzy potę ż ne biał e tygrysy. I ż adnych informacji na trybunach! Wrę cz przeciwnie, mó wi, ż e biał e tygrysy są najrzadszym zjawiskiem i rodzą się niezwykle rzadko. Jak się pó ź niej okazał o, Tigryulya urodził a cztery mł ode tygrysy. To po prostu cud! I był a ż yrafa! Ale z powodu zimna siedział w swoim domu. Na drugim pię trze był o otwarte okno i każ dy mó gł go obserwować i karmić . Jedna dziewczynka, okoł o dwó ch lub trzech lat, karmił a ż yrafę buł ką , ale potem najwyraź niej zmiaż dż ył a ją ropucha i wł oż ył a tę na wpó ł zjedzoną buł kę do ust. Mama nawet nie miał a czasu na krzyk. Dobrze się bawiliś my! Dotknę li ż yrafy za rogi. Myś lał em, ż e są mię kkie, ale tak nie jest! Są twarde, pokryte mię kkim futerkiem, a tylko czubki są nagie i gł adkie.


No có ż , po minię ciu zoo znaleź liś my wejś cie na szlak. Jest doś ć prosty, ale w przeciwień stwie do absolutnie pł askiego Solar Trail, ma stał e nachylenie pod gó rę . Po drodze są czasem sklepy. Po spę dzeniu 2 godzin wspię liś my się na wzgó rze Krestovaya Hill. Potem odeszł y jeszcze 2 szlaki, jeden na pł askowyż , drugi - Shtangeevskaya - do Uchan-Su. Postanowiliś my opuś cić pł askowyż na pó ź niej, a dziś udaliś my się nad wodospad. Był o gorą co i nie był o nikogo, w ogó le chciał am się rozebrać , ale powstrzymał am się , ograniczają c się do podwinię cia spodni i koszulki. Zaję ł o to zaledwie kilka minut, a ja, podziwiają c mó j zapadnię ty z gł odu ż oł ą dek, znalazł em podejrzaną brą zową plamę z ró ż ową obwó dką . Najwyraź niej zł apał em kleszcza! A raczej on mnie! A kiedy miał eś czas? Wbiwszy się w pazury, oderwał a go wraz z kawał kiem skó ry. Zrujnował em moją skó rę , taka obrzydliwa rzecz! Nie chcą c wię cej ryzykować , szybko wycofał em wszystko i wolał em wzią ć ką piel parową . Zapalenie mó zgu, wiesz, co za bzdura! Jeś li masz „szczę ś cie”, aby przetrwać , po prostu pozostaniesz warzywem.

Szlak Shtangeevskaya jest fajny, z jednej strony zwisają skał y, a z drugiej przepaś ć . W szczegó lnie niebezpiecznych miejscach jest ogrodzony. Dotarliś my do rzeki, gdzie odś wież yliś my się . Jak się okazał o, dosł ownie po kilkunastu-dwó ch metrach rzeka ta zamienia się w wodospad Wuchang-Su i spada niemal z wysokoś ci prawie stu metró w. Nakrę cił em film. Spodnie peł ne rozkoszy! Byliś my na dnie wodospadu kilka razy, ale na gó rze - po raz pierwszy.

Widzą c wystarczają co duż o, zeszliś my ś cież ką do podnó ż a wodospadu, ale nie podeszliś my, bo spó ł dzielnia „Kalitka” pracował a i pobierał a pienią dze. Wydaje się , ż e to 50 rubli za sztukę , wydaje się , ż e trochę , ale nie byliś my zainteresowani pł aceniem za zrobienie stu czterdziestego ó smego podobnego zdję cia. W zasię gu wzroku nie był o autobusu. Znowu musiał em przejś ć.5-6 km, nogi już mi się palił y. Po drodze spotkaliś my hodowlę pstrą gó w. Myś lał eś , ż e moż e ryba jest tu tań sza niż na targu? Tak, wł aś nie teraz! Jeś li go nie zł apiesz, moż esz go po prostu kupić za 750 rubli! ! za kilogram. Na rynku kosztuje 500 rubli. Wyszliś my na drogę i wsiedliś my do autobusu. Usią dź na siedzeniach i zrelaksuj się . I nie moż na był o wstać . Z wdzię kiem cię ż arnych hipopotamó w, stę kają c i ję czą c jak babcia wysiadają ca przed nami, wypadliś my z autobusu. I nadal musisz iś ć do likieru! Nie powiedział em, ale wcią ż znaleź liś my dwa lub trzy sztuki na cał e miasto. Jeden jest w pobliż u naszego domu. To prawda, ż e ​ ​ asortyment był ograniczony i nie pró bowali. Kupiliś my tam kiedyś porto Ał uszta. Ale to był o wszystko opró cz niego. Chociaż wydaje się , ż e nie jest to bodyaga, a cał kiem smaczny, ale nie on. Pozostali ż ywi i zdrowi.


Dzień pią ty. Ś nił o mi się już , ż e bę dzie padać , ż eby nie cią gnę ł o mnie w gó ry. Po spojrzeniu na prognozę byliś my przekonani, ż e nadal powinien padać deszcz, ale po obiedzie. A przed obiadem postanowiliś my iś ć tam, gdzie idą wszyscy normalni ludzie i po co wszyscy tu przyjeż dż ają - na plaż ę . Ubrawszy się odpowiednio - w szorty i klapki, poszliś my. Ludzie jeszcze nie zorientowali się , jak się ubrać . Byli ludzie w butach i kurtkach z futrzanymi koł nierzami, ale byli też „poprawnie” ubrani towarzysze, tacy jak my. Pojechaliś my na plaż ę Massandra, o któ rej istnieniu dowiedział em się nie tak dawno. Wcześ niej naiwnie wierzył am, ż e w pobliż u nasypu jest tylko jedna plaż a. Aby dostać się do Massandrovsky, musisz iś ć nie bezpoś rednio z gł ó wnej ulicy, ale w lewo. Nie ma ł odzi zanieczyszczają cych wodę , a po nabrzeż u pł ywają tł umy gapią ce się na Ciebie. Po rozł oż eniu poś cieli wypoż yczonej z naszego mieszkania i rozebraniu się poł oż yliś my się . Leż enie na kamyczkach to przyjemnoś ć poniż ej przecię tnej. Ale pogoda był a tylko piosenką . Nie zimno, ale też nie gorą co. Sł oń ce nadal był o ł agodne, nie palił o i nie był o ż adnego wiatru. Bardzo wygodne i senne. Jeden chł op, z gł ową opartą na parapecie, spał bez tylnych nó g, nie dbają c wcale o porzucone rzeczy. Był o duż o ludzi, wielu z dzieć mi. No i był o też duż o pł ywania i my też oczywiś cie, chociaż nie bardzo nam się to podobał o. Ale musisz! Spotkaliś my koleż ankę , któ ra ró wnież przyjechał a z Mariupola (gdzie indziej mielibyś my się spotkać ! ). Powiedział a, ż e ​ ​ wczoraj był a w ogrodzie botanicznym, do któ rego szliś my dziś po obiedzie i gdzie jeszcze kwitną tulipany. Znajomy powiedział , ż e tulipany są już pfft i przedstawił lecą cego tulipana. A wejś cie kosztuje 200 rubli. Tak, wię c dobrze! A sala degustacyjna na pewno nie dział a, a persimmon dojrzeje tylko zimą . Czego nie widzieliś my? Co wtedy zrobimy? Jedź my do Ał uszty! Byliś my tam, o dziwo, wiele razy, ale tylko przejazdem. Musisz wypeł nić lukę .

Po 2 lub 3 godzinach leż enia na plaż y i zobaczeniu, ż e nad gó rami zbierają się podejrzane chmury, wró ciliś my do domu. Po zjedzeniu i przebraniu dotarliś my na przystanek autobusowy. Zdecydowali się pojechać trolejbusem, ze wzglę du na oszczę dnoś ć . Kosztuje 33 r, a autobusem - 55 r. Prawdą jest, ż e cał a godzina na pó ł godziny. Ale nie spieszył o nam się specjalnie. Ale przyczepa jest zupeł nie nowa, z panoramicznymi oknami i siedzeniami, zgodnie z zakupionymi biletami. Chmury opadł y niż ej i z mgł y wystawał tylko tył ek niedź wiedziej gó ry. Tor zrobił się mokry, ale deszcz już się cofał , dogoniliś my go, ale nie dogoniliś my. Kiedy wyjechaliś my z Ał uszty, praktycznie nie był o deszczu i ś wiecił o sł oń ce. Nawiasem mó wią c, toaleta na dworcu autobusowym jest bezpł atna, jeś li masz dzisiejsze bilety. Ale nie wiedział em o tym i zapł acił em cię ż ko zarobione 10 rubli. i dopiero potem odejmowane na podstawce. A gdzie powinien się udać , co zobaczyć ? Przede wszystkim znaleź liś my trunek, w któ rym dali nam posmakować i coś wybrali, ż eby nie tkwić tak po prostu, ale z sensem. Nawiasem mó wią c, na Krymie pojawił a się bardzo przydatna innowacja, podobnie jak Lwó w, teraz wszę dzie wiszą te same brą zowe tabliczki z nazwami zabytkó w i odległ oś cią do nich. Z tych tabliczek dowiedzieliś my się , ż e w Ał uszcie jest nabrzeż e, park i twierdza genueń ska. Po spacerze wzdł uż nabrzeż a, siedzeniu w parku i ł ykaniu wina z plackami z kapustą (po 25 rubli każ dy), poszliś my szukać fortecy genueń skiej. Ta gł oś na nazwa, jak się okazał o, to nazwa jednej nieszczę snej ocalał ej wież y, otynkowanej zresztą ze wszystkich stron chatynkami. W Feodosia jest jeszcze fajniej. Generalnie Ał uszta nie zrobił a na mnie wraż enia. Mił e miasteczko, ale nic wię cej. Zawsze myś lał em, ż e nie ma tam nic do roboty, a teraz jestem o tym cał kowicie przekonany. Có ż , kocham Jał tę , ale nie kochał em reszty miast i miasteczek, no poza oczywiś cie Sudakiem z Nowym Ś wiatem. Chociaż mam przyjació ł , któ rzy uwielbiają Sewastopol i Ał usztę i są absolutnie oboję tni wobec Jał ty. Jak mó wią , każ demu po swojemu.


Ropucha uś piona alkoholem stracił a nieco czujnoś ć , wię c postanowiliś my wró cić autobusem. Kupiliś my bilety, machają c nimi od niechcenia, za darmo zwiedziliś my WC. A autobus był Kercz i spó ź nił się o pó ł godziny! . Zaoszczę dzony czas, czł owieku. Trzeba był o pł yną ć wł okiem i nie popisywać się ! To prawda, ż e ​ ​ byliś my z nami i znaleź liś my coś do zrobienia, czekają c na autobus.

(cią g dalszy)

Tłumaczone automatycznie z języka rosyjskiego. Zobacz oryginał
Aby dodać lub usunąć zdjęcia w relacji, przejdź do album z tą historią
Над Ялтой
Взобрались, наконец, на плато
Тут мы дряпались
Дорога на плато. Вдали виднеется Аю-даг
Крррасота!
на дне каньона
Гора Крестовая - конечная станция Боткинской тропы
Штангеевская тропа
Штангеевская тропа
Гора Крестовая
С этого обрыва низвергается водопад Учан-Су
Релакс на Солнечной тропе
Шоб я так жил!
А что тут у вас вкусненького?
По дороге в Алушту
Набережная Алушты
Парк в Алуште
Алушта
Алушта
Алушта
Генуэзская крепость
Алушта
Алушта
Podobne historie
Uwagi (16) zostaw komentarz
Pokaż inne komentarze …
awatara