Stracone niebo. Mity i rzeczywistość.
Jeś li Krymofobowie mają wł asną firmę , mogą spokojnie się nimi zają ć . Moja historia bę dzie ciekawsza dla ludzi, takich jak ja, mimo wszystko, któ rzy zaciekle i cał ym sercem kochają Krym. Tak wię c zostawmy decyzję politykom, czy Krym jest nasz, czy nie, a ponieważ strona jest miejscem turystycznym, rozważ my Krym wył ą cznie z punktu widzenia zwykł ego, bardzo taniego turysty, któ rym jestem. Nigdy nie był am skł onna do fanatyzmu, w ż adnej dziedzinie, wię c postaram się ocenić trzeź wo (przynajmniej do obiadu) : ))))). Fakty i tylko fakty.
Mieliś my tradycyjnie pojechać do Jał ty na NG, ale dzień przed wyjazdem musieliś my zwró cić bilety i zostać w naszym drogim getcie, ponieważ odwoł ano ró wnież loty autobusowe i kolejowe na pó ł wysep, w wyniku czego zamiast Po tygodniu chodzenia na ś wież ym powietrzu dostaliś my tydzień niepohamowanego pijań stwa i beznadziejnego obż arstwa, któ re spowodował o pewne uszkodzenia mojej sylwetki i narzą dó w wewnę trznych. W niektó rych Amerykach był by to prawdopodobnie dobry powó d do pozwu : ))))). Ale nie ma nic zł ego, a dzię ki temu, ż e zaoszczę dzone na podró ż ruble pozostał y nienaruszone i od tego czasu stał y się doś ć cię ż kie, udał o nam się mimo wszystko zrealizować nasze majowe plany. Krym oczywiś cie zawsze jest dobry, ale wiosną jest jednak lepszy niż zimą . Media oczywiś cie napię ł y się swoimi opowieś ciami grozy i nawet ja do pewnego stopnia im uwierzył em. Bardziej wierzył em moim znajomym, któ rzy jednak tam dotarli, ale stali jednocześ nie przez wiele godzin na granicy, ale bardzo chciał em jechać . Dlatego wymyś lił em dla siebie argument, ż e to nie ma znaczenia, zaję ł oby co najmniej dzień , aby dostać się przynajmniej gdzieś z naszego zapomnianego przez Boga zaką tka, i podją ł em decyzję .
Począ tkowo chcieli podró ż ować samochodem, ale potem okazał o się , ż e ś wię te miejsce nigdy nie jest puste, a zamiast pań stwowych przewoź nikó w tę niszę zaję li prywatni. Postanowiliś my skorzystać z ich usł ug, aby nie mieć bó lu gł owy. Po zadzwonieniu do kilku miejsc wybraliś my, gdzie jest taniej (450 UAH / osoba) na dostawę Mariupol-Simferopol. Gdzie indziej poprosił.800 o to samo. Pieprzyć ró ż nicę ! Znaleź liś my mieszkanie w Jał cie przed NG. Komunikacja ze starą kochanką został a utracona, wię c znaleziono inną . Zimą poprosili za to o 1000 rubli, teraz zgodzili się na 800.
Wyjazd, jak zwykle, nie obył o się bez incydentó w. Przybywszy na miejsce 15 minut przed odjazdem autobusu (8 rano) i nie zastają c tam mojej towarzyszki, zaczę ł a nerwowo dzwonić .
- Gdzie jesteś ?
- Już nadchodzi!
- Doką d?
- Na dworzec autobusowy.
- Któ ry dworzec autobusowy w…? Wyjeż dż amy z ……. (inna lokalizacja)
- Nie powiedział eś mi.
Nie, dobrze? Teoretycznie jest to oczywiś cie moż liwe, mó gł bym powiedzieć wszystko każ demu, ale nie temu, kto tego potrzebuje. Ale to po prostu nie moż e być , ponieważ nigdy nie moż e być ! Musiał wzią ć taksó wkę na dworcu autobusowym z krawę ż nika, co jest dwa razy droż sze niż dzwonienie przez telefon. Ale nie był o czasu na telefon. Kró tko mó wią c, poranek zaczą ł się nerwowo, wszystko mnie denerwował o - dlaczego do diabł a zatrzymaliś my się pod Berdiań sk? A dlaczego w Melitopolu? Autobus wydaje się być peł ny. Tracimy czas. Znowu niekoń czą ce się punkty kontrolne. Aby się rozproszyć , zaczą ł em sł uchać „Roku w Prowansji”, polecanego przez wielu tutaj. I jedzą i piją tam bez koń ca, a potem znowu piją i jedzą ! Tak co to jest! Mamy koniak i przeką skę . Ż ycie zaczę ł o się poprawiać . Zaczę li przypominać sobie zabawne nazwy osad po drodze. Był "Nowy Ś wiat" i "Nowa Praca", brakował o tylko "Nowego Maja". Pili za niego. Bardzo symboliczne. Był a też „Droga Nemezis”, któ rą zawsze tł umaczył em jako „Droga gł odnego czł owieka”. Jednak rosyjskiej nazwy nigdy tam nie był o, w przeciwień stwie do innych wiosek.
Kiedy dotarliś my do granicy, któ ra uformował a się tak nieodpowiednio, byliś my już po kolana w morzu i wszystko był o postrzegane jako hee-hee. Naliczył em kolejkę.60 samochodó w, a takż e kilka regularnych autobusó w z Berdiań ska, Zaporoż a i nie tylko. Zapomniał em powiedzieć , ż e operatorzy autobusó w wymyś lili nowy trik - ż eby nie ką pać się w kolejce, wył adowują pasaż eró w, któ rzy szybko przechodzą kontrolę , a po drugiej stronie czeka na nich kolejny autobus. No có ż , wył adowali nas z naszymi rzeczami i zaczę liś my przechodzić kontrolę paszportową , a potem ziemię niczyją . A w strefie neutralnej… nie, nie kwiaty, ale upragniony dom nieznanego architekta, nawet nie dom, ale dom. Zapytał em kogoś - a tam za ruble czy za hrywny? Za dolary - brzmiał a moja odpowiedź . Nie docenił em ż artu i poszedł em w kierunku. Zaglą dają c do ś rodka i nie widzą c biletera, zrobił em pó ł kroku do przodu… Ż ał uję , ż e tego nie zrobił em. Cał kiem przyzwoita, w przeszł oś ci toaleta na kilka miejsc był a dla…. doszczę tnie ranna. Wyskoczył em jak kula i plują c już na wszystko, znalazł em sobie inne schronienie. Dogoniwszy swoją grupę , podeszł a do rosyjskiego punktu kontrolnego. Spę dziliś my tam trochę czasu. Nastą pił a zmiana, prawda? Rosyjski pogranicznik zadał dziewczynie przede mną kilka dziwnych pytań , np. „Ile pię ter jest w twoim domu? ”. Nie moż esz też tam rozmawiać przez telefon. To był o napisane, jak się okazał o, na jednym z plakató w, jak zwykle, czterdziesty ó smy akapit drobnym drukiem i na odwrocie : ))). Dziewczyna, któ ra miał a wtedy nierozwagę dzwonić , został a prawie zepchnię ta z powrotem na stronę ukraiń ską . Ledwo odbity przez cał y tł um - trzeba ostrzec! W sumie straciliś my nieco ponad dwie godziny. Wedł ug doś wiadczonych, procedura przekraczania granicy trwa zwykle okoł o czterdziestu minut. Ale nie z naszym ż ydowskim szczę ś ciem! Facet w pierwszym samochodzie w kolejce powiedział , ż e był tu od wpó ł do dziewią tej rano. A był a już trzecia po poł udniu. Tak wię c prowadzenie samochodu nie wchodzi w grę .
Przypomniał em sobie podobne przejś cie dla pieszych na granicy egipsko-izraelskiej. Straciliś my tam nie mniej niż.5 godzin. Jednak ta niefortunna okolicznoś ć nikogo nie powstrzymał a, upragniona Jerozolima był a i pozostaje poż ą daną destynacją dla wielu rzesz Egipcjan wszystkich kochankó w.
Za kordonem czekał na nas minibus przedsię biorczych mieszkań có w, dostarczają cy mił oś nikó w Krymu od nosa do nastę pnego czekają cego za 20 rubli autobusu. Tylko 2 kilometry, ale z rzeczami i dzieć mi na piechotę - to doś ć daleko. Po sprawdzeniu listy zał adowano nas i zawieziono dalej - do Symferopola. Tam szybko kupiliś my bilety do Jał ty za 110 rubli io 19:00 byliś my już na dworcu autobusowym. Podró ż trwał a wię c 11 godzin, co jak na autobus nie jest zł e. Ciotki ze znakami „mieszkania” był y na miejscu. Ze wzglę du na zainteresowanie poprosiliś my o cenę - 1000-1200 rubli. Nie omó wiliś my szczegó ł ó w. Przybywają c pod wskazany adres i znajdują c, zgodnie z ustaleniami, lewe klucze pod dywanikiem, weszliś my do pokoju. Tak, gabaryty mieszkania był y imponują ce. Otwierają c drzwi znaleź liś my przedpokó j (czyli kuchnię ), po prawej stronie sypialnię , okoł o 9 kwadrató w, po lewej jeszcze nę dzniejszą ł azienkę . Jednak remontik jest doś ć ś wież y i w zasadzie jest wszystko, czego potrzebujesz, ale nic wię cej - ł yż ki, widelce, talerze, szklanki - wszystko w dwó ch egzemplarzach, znowu dwa mał e rondelki, absolutnie nę dzna patelnia i najtę py nó ż , podobno po to, ż eby goś cie nie pocię li się nawzajem pijani. Ale był o Wi-Fi o prę dkoś ci, któ ra pozwalał a mi rozmawiać z krewnymi przez Skype bez ż adnych hamulcó w. A kolejnym duż ym plusem jest lokalizacja mieszkania (przy gł ó wnej ulicy, w ró wnej odległ oś ci od dworca autobusowego i nabrzeż a, a takż e obok rynku i ATB). Ponieważ jeszcze nie był o za pó ź no, podeszł a do gospodyni, któ ra mieszkał a pię tro wyż ej, zapł acił a za 9 nocy i zaż ą dał a patelni normalnej wielkoś ci. W sypialni opró cz ł ó ż ka, telewizora, stolika, dwó ch krzeseł i dwó ch szafek nocnych nie był o nic. Zamiast szafy był tylko wieszak, ale ponieważ bezpiecznie zapomnieliś my w domu o fraku i sukience koktajlowej, ta okolicznoś ć nie przeszkadzał a nam zbytnio.
„Jeś li chcesz schudną ć , zapytaj mnie jak” (napis na plakietce z reguł y dotyczy osoby niezbyt szczupł ej)
Po wyrzuceniu ubrań poszliś my do ATB. Nawiasem mó wią c, myś lał em, ż e zmieniono jego nazwę . Nic się nie stał o. A bufet ró wnież pozostał bufetem. Dziwne, niezrozumiał e. Jak się okazał o, nie był am gotowa na te ceny! Ale powstrzymują c przez tydzień pierwszy impuls do zakupu Miviny lub jej analogu i nieco opamię tają c się , zaczę ł a się bliż ej przyglą dać . Okazał o się , ż e w zasadzie nie wszystko jest takie zł e. Chleb kosztował tyle samo co nasz, jajka - niewiele chł odniejsze od naszego, warzywa też . Jakoś moż esz przeż yć . Przypomniał o mi się mó j ulubiony program „Orzeł i ogony”. Ten, kto przegrywa, nie dostaje zł otej karty, ale sto dolaró w. Ha, sto dolaró w! Na dwa dni! Dla jednej osoby! Przy obecnym kursie wymiany jest to 2300 UAH. Ponad tysią c wychodzi dziennie. Nasz budż et, ł ą cznie z mieszkaniem, wynosił okoł o 900 hrywien. dziennie, ale dla DWÓ CH (ten Schaub tak mieszkał em w domu! ). Nastę pnie podam ceny w rublach, aby każ dy mó gł zrozumieć , jeś li podzielimy przez 2, otrzymamy cenę w hrywnach. Ceny mię sa oczywiś cie był y przygnę biają ce, ale w zasadzie mnie to nie obchodzi. Od ponad dziesię ciu lat piastuję wszystkie 4 stanowiska w roku, wię c nauczył em się radzić sobie bez martwych rzeczy tak dł ugo, jak mi się podoba. A w ogó le, co tu jeś ć ? Chciał eś schudną ć - zdobą dź to! Idę do sekcji wina. Tutaj był em zdenerwowany nie jak dziecko. Wina Massandra (jeden z powodó w, dla któ rych kocham Krym) kosztują ś rednio 300-400 rubli. za butelkę . Dobra, jutro bę dziemy w Parku Woroncowskiego, zajrzymy tam w sklepie firmowym, na przykł ad zawsze był y zniż ki na NG, a nawet bez zniż ek był o tam taniej niż w Jał cie. Piwo też jest smutne. Ś rednio 100 r na litr. Có ż , gł upki! Piwo moż na też pić w domu. A dzisiaj bę dziemy zadowoleni z przywiezionego koniaku.
Dzień pierwszy. Aby nie przemę czać się tak od razu, zaplanowaliś my lekki spacer na rozgrzewkę Sł onecznym Szlakiem (6711 m), a nastę pnie wizytę w Parku Woroncowskiego z przystankiem na Sklep firmowy Massandra i tradycyjne picie bastardo kupionego tam na ł awce przy lustrzanym stawie. Nawiasem mó wią c, staw ze wspomnianą ł awką został uwieczniony przez jednego z uż ytkownikó w serwisu na jednym z konkursowych zdję ć „Native Spaces”. Jak się okazał o, rodowity, przestrzenie Krymu są nie tylko dla mnie, a lwia czę ś ć zdję ć jest dedykowana jemu.
Na targu odzież owym wsiedliś my do minibusa jadą cego przez Liwadię , ską d zaczynał się szlak, patrzyliś my na ceny biletó w. Niby niedrogo, ale sprytnie - do Pał acu Woroncowa (14 km) - 25 r, a do Liwadii - (3-4 km) - 20 r! Có ż , jest dokł adnie tak samo! Ale minibus nadal tam nie pojechał z powodu zawalenia się i naprawy drogi. Zaproponowano nam, ż e pojedziemy kolejnym minibusem, któ ry zatrzymuje się po drugiej stronie ulicy, ale postanowiliś my przejś ć się pieszo (co tam jechać ? ). Przez nasyp i Park Nadmorski udaliś my się na autostradę . Elitarne drapacze chmur w parku wcią ż powstają w przyspieszonym tempie. A kto kupuje tam mieszkania? Pod jednym z nich znajdował a się zmę czona Alfa Romeo z tablicami rejestracyjnymi Mariupola. Zrozumiał y! Chociaż nie jest to jasne. Nieco dalej znajduje się kolejny plac budowy. Tym razem park wodny z parkingiem wielopoziomowym. Dotarliś my do Pał acu Livadia i rozpoczę liś my naszą zwykł ą drogę boleś nie znajomą ś cież ką . Jakby nie był o tych pó ł tora roku rozł ą ki! Trasa wcią ż tak samo sł oneczna, morze wcią ż tak samo niebieskie (przepraszam, czarne). W niektó rych miejscach to (ś cież ka) został a nawet ulepszona (projekcje został y posypane), ale ś ciany blokują ce widok na morze w niektó rych miejscach nadal tam są . Nie spieszą c się , w pó ł torej godziny przejechaliś my prawie 7 km, wsiedliś my do minibusa, aby podjechać pod Pał ac Woroncowa (15 rubli). Minibus pochodzi z gó ry, a sklep znajduje się poniż ej. Po zbiegnię ciu przez park na dó ł trafiliś my na zabity deskami sklep. Oto wpadka! Jak się okazuje, teraz w ogó le nie dział a. Wę drują c z przygnę bieniem po labiryntach parku i siedzą c na ł awce, wracali do domu trzeź wi jak gł upcy.
Po powrocie do domu poszliś my zobaczyć , co moż e nam zaoferować rynek centralny. Zwykle, odką d nasz noworoczny przybycie zbiegł się z Wielkim Postem, zawsze kupował em na targu podroby sandacza i pelengas (wą troba i kawior), któ re kosztował y 2-3 razy taniej niż sama ryba, bo gł upi goś cie lą dowi przy zakupie ryb , poprosił sprzedawcó w o wyczyszczenie . Có ż , posprzą tali, zabierają c smakoł yki dla siebie, a nastę pnie sprzedają c je zaawansowanym uż ytkownikom po obniż onych cenach. Z tych podrobó w przygotował am pyszną zupę rybną . Ale pech, teraz nie był sezon na masowe ł owienie, a podrobó w nie był o na sprzedaż ! Znowu wpadka! Przyjrzeliś my się cenom ryb - niejednoznacznie. Asortyment jest doś ć duż y - zaró wno ryby lokalne, jak i importowane, ale co mnie zaskoczył o - ceny są mniej wię cej takie same dla tego, jak dla tego. Zgodnie z moim rozumieniem lokal powinien, nie, powinien być tań szy! Jednak ż e katran (rekin czarnomorski), ż e ł osoś dalekowschodni kosztował tyle samo - 300 rubli. Ale kupiliś my oba, bo w naszym mieś cie w ogó le nie ma katranu, a ł osoś jest jeszcze droż szy niż u nas. Rapana i mał ż e kosztują po 400 rubli. za kilogram. Nie wzię li, jest drogo, damy radę . To, co znaleź liś my tanio, to ostrobok (100 rubli za kilogram). Ryby 15-20 cm każ da, w ogó le nie trzeba czyś cić , solić , maczać w mą ce i smaż yć . Utwó r muzyczny! Polecić . Był a też barwena czerwona (jest też suł tanką ), ale już.250, musiał am spró bować , już ż ał uję .
Przyjrzeliś my się mię su - tutaj jest znacznie tań sze (350 rw ATB i 250 podobne na rynku), a asortyment jest znacznie szerszy. Ale nadal drogie. Kupił em psie koś ci - nie od psó w, tylko dla psó w - ze ś ladami mię sa (20 rubli za kilogram) i po zamó wieniu u gospodyni duż ego garnka przez tydzień gotował em barszcz. Generalnie nasza dieta wyglą dał a nastę pują co: na ś niadanie grejpfrut lub pomarań cza (60 rubli za kilogram), kawa i ciasteczka (przyniesione z domu), pł atki owsiane (35 rubli za kg) i jajecznica (43 ruble za tuzin).
Lunch – barszcz ze smalcem przywiezionym z domu.
Obiad – smaż ona ryba i ziemniaki.
Drugi dzień . Opró cz Jał ty mamy jeszcze jedno ulubione miejsce – Nowy Ś wiat. Począ tkowo chcieliś my ogarną ć ogrom podczas jednej wizyty i spę dzić.5 dni w Jał cie i 3 w Sudaku (Nowy Ś wiat jest za drogi), ale potem zmieniliś my zdanie i postanowiliś my pojechać tylko na jeden dzień - nigdy nie wiadomo, jak bę dzie ż ycie okazał o się , czy jeszcze tam dojedziemy, a chciał em zobaczyć swoje ulubione miejsca. Tak, a szampan New World w Jał cie kosztował.500 rubli i naprawdę mieliś my nadzieję , ż e na miejscu bę dzie taniej. Rano o 8.15 wsiedliś my do bezpoś redniego autobusu z Jał ty do Sudaka (171 rubli za osobę ), któ ry jechał niż szą trasą . Tą trasę przejechaliś my w ż yciu tylko kilka razy, wię c był o ciekawie. Ale serpentyna tam jest szalona, kochanie nawet trochę się napompował o. Po drodze pró bował em fotografować widoki z jadą cego autobusu, zawó d, powiem fajny – albo wolno, albo fotik, albo oboje, ale drzewa na poboczu drogi, czy bilbordy, cał y czas wpadał y w kadr. Dopiero raz moja udrę ka został a nagrodzona – koń , któ ry wyskoczył zniką d przypadkowo wpadł w kadr i nawet to okazał o się lekko rozmazane. Dystans okoł o 80 km jechał bardzo dł ugo - prawie cztery godziny, z przystankami w Morskoj i Rybachach (lub Malorechensky, nie pamię tam). Wioski na wybrzeż u są cał kowicie opuszczone, tylko dwie matki spotkał y się z dwó jką mał ych dzieci.
O 11.55 dotarliś my do Sudaka. Co dziwne, ale nikt nie rzucił się do naszych skrzyń z ofertą mieszkania. Niektó rzy taksó wkarze. Poszliś my na dworzec autobusowy, aby dowiedzieć się , jak wró cić . Okazał o się , ż e lot do Jał ty miał.15 coś . Nie podobał o nam się to, był o za wcześ nie. Kupiliś my bilety na ostatni lot do Symferopola o godzinie 17.55 (130 R/os). Zeszliś my na niż szy peron do autobusó w jadą cych do Nowego Ś wiata. Ale ponieważ sezon jeszcze się nie zaczą ł , jeź dzili raz na godzinę , a nastę pny bę dzie dopiero kilka minut pó ź niej. Postanowiliś my iś ć na piechotę (co tam iś ć - do twierdzy 3 km i do Nowego Ś wiata 6). Chodziliś my po mieś cie, chodziliś my na targ, ż eby poró wnać ceny z Jał tą - ś rednia jest taka sama. Szliś my opustoszał ą aleją cyprysową i wzdł uż nasypu. Jak mi ich brakował o! W sklepach z winem ten sam przygnę biają cy obraz – nie ma nic z beczki, a butelki są za drogie. Tak, teraz trudno być alkoholikiem na Krymie! Przechodzą c obok fortecy, zaczę li wspinać się po serpentynach prowadzą cych do Nowego Ś wiata. Có ż za spektakularne widoki! Faktycznie w tych miejscach już od wielu lat uchwyciliś my wszystkie drzewa, krzewy i wszystkie skał y, ale nie mogł em się oprzeć i znó w zaczą ł em robić zdję cia.
Bliż ej Nowego Ś wiata jest plaż a, na któ rej staliś my każ dego lata. Poszedł em tam. Nikt! Wyką pali się w chł odnej wodzie (wedł ug prognozy pogody 10 stopni), ponieważ był o doś ć gorą co, zakł adali tylko szorty, no có ż , nadal mam top ze stroju ką pielowego. Poszliś my do wsi. Na dworcu autobusowym dowiedzieli się , kiedy lot powrotny był dla nas wygodny. Miejscowi, ubrani w marynarki, patrzyli na nas ze zdumieniem. Jeden mę ż czyzna przestał nawet rozł adowywać samochó d i po przywitaniu zapytał : „No, sezon już się zaczą ł ? ”. To był o 27 kwietnia. Poszliś my do sklepu z szampanem. Tutaj brut kosztował już.385 rubli. (Có ż , przynajmniej nie 500). Praktycznie gratis. Miesią c temu kupiliś my podobnego szampana w jednym z supermarketó w w naszym mieś cie za 100 UAH, ale przed wyjazdem pojechaliś my specjalnie go zobaczyć - ale nie, to koniec! Postanowili jednak odł oż yć picie sł odyczy na trochę pó ź niej i najpierw przejś ć się szlakiem Golicyna. Skoro sezon jeszcze się nie zaczą ł , zał oż yliś my, ż e spó ł dzielnia Kalitka jeszcze nie dział a i moż emy iś ć zwyczajną drogą , jak reszta porzą dnych ludzi, a nie przechodzić przez dziurę w ogrodzeniu, któ rą znamy, mó wią c w przenoś ni. Czyli tak, nikt nie pobierał opł aty, aw tym roku był o to, wedł ug tabliczki, 100 rubli. (Ostatnim razem był o to 30 hrywien). Leś nik, któ ry pomalował toaletę na zielono, nie zwró cił na nas uwagi. Po wę dró wce po jał owcowym zagajniku, wdychają c niepowtarzalne powietrze, udaliś my się do wł ó czki, wchodzą c wcześ niej do dolnego sklepu firmowego. Kupiwszy od razu 2 butelki z chciwoś ci, rozł oż yli rę cznik i po rozebraniu się zaczę li delektować się ulubionym napojem, podjadają c zabrany z domu ser, po drodze cieszą c się widokiem najpię kniejszej zatoki Nowosowieckiej. Nie był o szatni, nawet sklepó w. Opró cz nas nie ma wię cej niż tuzin osó b. Skoń czywszy z szampanem, uznaliś my, ż e czas się odś wież yć . Powstrzymują c pisk, leniwie weszł a do wody i zmusił a się do przepł ynię cia kilku metró w. Wyszł a ró wnie powoli. Ale przycią ganie, niestety, zawiodł o. Mó j przykł ad nikogo nie zainspirował , a chę tnych do pł ywania już nie był o. Wysuszywszy się trochę i przebrawszy się w spodnie i bluzkę , bo robił o się ciemno i był o zimno od morza, poszliś my na dworzec autobusowy. Nie wypili drugiej butelki, uratowali ją . Po drodze zapytali o koszt mieszkania - 1500-2000. Nieź le!
Po bezpiecznym dotarciu do Sudaka, a stamtą d do Symferopola, zabraliś my bilety do Jał ty. A ponieważ został o nam jeszcze 20 minut, poszliś my obejrzeć stację kolejową . Niezwykle pusty, robił przygnę biają ce wraż enie. Na tablicy wynikó w obok nazwy prawie wszystkich lotó w widniał napis „odwoł any”. Był tylko lot Moskwa-Symferopol. Wybiegliś my stamtą d jak najszybciej. Zbliż ają c się do Jał ty już po ciemku, podziwialiś my nocą panoramę miasta z gó ry. Nawiasem mó wią c, podczas naszego pobytu nie był o ż adnych przerw w dostawie prą du. Przyjechaliś my o 22.00. Podró ż powrotna zaję ł a te same cztery godziny, ale okazał a się droż sza niż lot bezpoś redni.
(cią g dalszy)