Bajkowy hotel?

Pisemny: 6 grudzień 2013
Czas podróży: 22 — 26 listopad 2013
Komu autor poleca hotel?: Dla rodzin z dziećmi; Na wypoczynek z przyjaciółmi, dla młodzieży
Ocena hotelu:
10.0
od 10
Oceny hoteli według kryteriów:
Pokoje: 10.0
Usługa: 10.0
Czystość: 10.0
Odżywianie: 10.0
Infrastruktura: 10.0
Pó ź na jesień . Czas odwiedzić Krym.
(Prawdziwe wydarzenia i wraż enia. Listopad 2013)

Każ demu czł owiekowi z przestrzeni postsowieckiej Pó ł wysep Krymski kojarzy się oczywiś cie z latem, morzem, sł oń cem, biał ymi statkami, ciepł ymi letnimi spacerami po Jał cie lub nabrzeż u Ał uszta. Ale w rzeczywistoś ci Krym moż e być inny. I to jest ż ywym potwierdzeniem naszej nagł ej niespodziewanej podró ż y na Krym pod koniec listopada.

Jesteś my mieszkań cami megamiast, miast ze szkł a i betonu, cał ymi dniami siedzimy przed monitorami naszych komputeró w i nie zauważ amy, jak toczy się ż ycie… Wię c ja, siedzą c przy komputerze w domu, zupeł nie przypadkowo znalazł em informację , ż e konkurs „Nasza Rodzina chce jechać nad morze. Po zapoznaniu się z regulaminem zareagował em na to wszystko infantylnie myś lą c, ż e: „Znowu rozwó d, znowu wygra figurant lub daleki krewny sponsoró w”.
Ale coś w ś rodku podpowiadał o mi, ż e mimo wszystko nie był oby zbyteczne wrzucać swoje zdję cie i brać udział w konkursie, zwł aszcza ż e moje dziewczyny mają zdję cie w rodzinnym albumie, któ re najlepiej pasuje do tematu konkursu, a Boż e sam poprosił o udział . Kilka dni pó ź niej nie pamię tał em już ani o tym konkursie, ani o zdję ciu.
Nagle zaskoczył mnie telefon z nieznanego numeru i poinformowano mnie, ż e wygraliś my konkurs. Nie, nie wierzył em wł asnym uszom, pytał em sto razy, wą tpił em, ż e to nie mistyfikacja, potem pomyś lał em jeszcze kilka minut… w ogó le po przeczytaniu wynikó w zawodó w na Porto Strona Mare, dopiero wtedy naprawdę zrozumiał am nasze szczę ś cie i gł oś no podzię kował am losowi za to, ż e dał a nam ś wietną okazję do zapoznania się z Krymem poza sezonem, czego nie zaniedbał am i zdecydowanie postanowił am skorzystać z tej okazji!
Pomimo tego, ż e rok szkolny w peł ni, a przygotowania do ś wią t noworocznych już się rozpoczę ł y, zebrał am się na odwagę i pojechał am z dzieć mi na poł udniowe wybrzeż e.

Pierwsze wraż enia pojawił y się już podczas wsiadania do pocią gu, któ ry odjeż dż ał w ś rodku nocy, a ciekawie i do pewnego stopnia bajecznie był o siedzieć w ciepł ym, mię kkim przedziale, patrzeć przez okno na ż ó ł te oczy okien miasta , przy blasku wody tam pod mostem, nocą Dniepr i nocą Dniepropietrowsk. Moje có rki - Alice i Margo, oś miolatki, zapomniał y nawet, ż e bardzo chcą spać , wię c naszym oczom ukazał y się urzekają ce widoki nocy.
Dzień.1. Rano w pocią gu. Gorą ca herbata przyniesiona przez przewodnika. I cukier w patyczkach. Szkoda, bo herbata w pocią gu od dzieciń stwa kojarzył a się z kostkami cukru w ​ ​ papierowym opakowaniu z narysowanym dł ugim pocią giem… A teraz za oknem przedmieś cie Symferopola, stolica Krymu.
Dworzec na pierwszy rzut oka jest najzwyklejszy, jak w każ dym innym mieś cie w naszym kraju. Miasto przywitał o nas ś wież ym powietrzem, sł onecznymi porankami, a nie listopadową pogodą . Przejazd z Symferopola do Ał uszty trwał okoł o godziny. Siedzieliś my w samochodzie i odwracaliś my gł owy w ró ż nych kierunkach, ciekawie był o wszystko zobaczyć , zwł aszcza, ż e ​ ​ nasz kierowca był po prostu super, nie tylko nas podwió zł , ale takż e oprowadził nas, a my, sł uchają c jego opowieś ci i patrzą c na boki, mogli tylko wycisną ć z siebie to: „Wow, tak, och ty”. Serpentynowa droga, któ rą jechaliś my, potem kiwał a się w ró ż nych kierunkach, potem w gó rę , potem w dó ł , wś ró d miejscowych nazywana jest drogą ję zykową teś ciowej. Minę liś my las sosnowy, pomnik trolejbusu, mieliś my widok na gó ry i winnice, któ re został y już zebrane i przygotowane na zimę . Poł ą czenie wszystkich jesiennych barw Krymu dał o nam jasny, soczysty obraz Krymu, kolejny, nieletni.
I tak dotarliś my na teren Porto Mare Park Hotel. Na przyję ciu zostaliś my przywitani z uś miechem, ż yczliwie i od razu poczuliś my się tak przytulnie i ciepł o...moż e też dlatego, ż e wszystko był o utrzymane w ciepł ych beż owych i bladoniebieskich odcieniach. Fotel w przedpokoju od razu przykuł moją uwagę . Niezwykł y kosmiczny kształ t, wirują cy na nodze. Jak się pó ź niej dowiedzieliś my, to krzesł o bardzo lubi zaró wno dzieci, jak i dorosł ych. I to nie do koń ca jasne, niezwykł e krzesł o dawał o tajemnicę samej sali. Wrę czono nam klucz do pokoju i pokazano nam.

Z tego miejsca bajka już zaczę ł a się speł niać ! Lustrzane windy, cię ż kie drzwi wejś ciowe z czerwonego dę bu, wszystko to krył o w sobie coś bardzo, bardzo niezwykł ego i interesują cego. Otwieram drzwi do mojego apartamentu prezydenckiego… pierwszą rzeczą , któ rą powiedział y moje dziewczyny był o: „Wow, mamo, jak tu jest pię knie! » Obudziwszy się , ale już w ubraniach wierzchnich, skakali, skakali i rzucali poduszkami na wielką , pię kną sofę na ś rodku salonu.
A ja stał em w drzwiach z walizką , patrzą c na wszystko dookoł a. Tak, nie bę dę ukrywał , mó j podziw nie miał granic, bo jako moja rodzina nigdy nie odpoczywaliś my w TAKICH pokojach. Tu kró lował niedopuszczalny luksus, smak, wygoda. Wszystko, ł ą cznie z jedną zasł oną i szklanką , był o niemoż liwe do perfekcji, już przeraż ają ce))). W pokoju: pokó j dziecię cy z dwoma obszernymi ł ó ż kami, wygodne fotele, plazma, ł azienka z widokiem na Gó ry Krymskie, wszystko w lustrach, ś nież nobiał e. Salon pł ynnie przechodzą cy w kuchnię , w któ rej znajdują się wszystkie przybory kuchenne i sprzę ty niezbę dne do odpoczynku. W salonie znajdują się dwie duż e, pię kne, wygodne sofy z mał ymi poduszkami, któ re po prostu chcesz do siebie docisną ć . Duż y biał y stó ł jadalny i przezroczyste krzesł a z oparciami - tak niezwykł e, a jednocześ nie naturalne.
Kolejna sypialnia, już dla dorosł ych ze ś nież nobiał ą kabiną prysznicową , lampami stoł owymi w zgodzie, duż ą szafą z lustrzanymi drzwiami, w któ rej moż na schować nie tylko cał y bagaż , ale też wejś ć i pospacerować bocznymi uliczkami))). Dwa balkony z wiklinowymi meblami, szklanymi stolikami i widokiem na gó ry i park.
Jeś li chodzi o teren Porto Mare Park Hotel, to obawiam się , ż e po prostu nie starczy mi sł ó w, by oddać cał e jego pię kno i wyją tkowoś ć . Ma wszystko na peł nowartoś ciowe wakacje, zaró wno z rodziną , dzieć mi, jak i indywidualnie. Wyją tkowy gó rski wodospad, zapach igieł sosnowych, szeleszczą ce gdzieś na gó rze wiewió rki, mini-zoo, kompleks podgrzewanych basenó w, szachownica z figurami wysokoś ci oś mioletniego dziecka, na któ rej moż na stać się i zamienić w szachowa kró lowa, tak jak moje dziewczyny. Park rozrywki „Mare Land” z atrakcjami, kortami, miodowym salonem kosmetycznym.

oś rodek z pianą tlenową i fizjoterapią , a nawet wł asną salą koncertową . Sala zabaw to raj dla dzieci. Tam przyję to nas z taką serdecznoś cią , moje dziewczyny zaję ł y się tam nie tylko zabawami, ale takż e zaję ciami twó rczymi, do tego stopnia, ż e ​ ​ wyszł yś my tam ze ł zami w oczach i obietnicami powrotu jutro. Animatorzy to profesjonaliś ci, któ rzy wiedzą , jak i co zainteresować i zabawić dziecko z korzyś cią.
Czas na lunch. I poszliś my do restauracji Porto Mare z letnim tarasem. Opró cz tego znajduje się ró wnież Lobby bar, w któ rym moż na wygodnie usią ś ć na mię kkich kanapach lub jasnoniebieskich fotelach, wcisną ć w siebie mię kką poduszkę i wypić filiż ankę aromatycznej kawy lub herbaty. Nasze posił ki odpowiadał y systemowi „szwedzkiej linii”, dostaliś my menu, w dowolnej iloś ci mogliś my wybierać dania, któ re chcieliś my. Administratorka restauracji Margarita zawsze był a niestrudzenie na swoim stanowisku i był a gotowa do pomocy w każ dej chwili.
Jeś li chodzi o upodobania smakowe, to bardziej klikał am na dania z morza – od ryb, owocó w morza, sokó w, dzieci zachwycał y umieję tnoś ciami cukiernika i na co dzień zachwycał y się wypiekami. Mogliś my skosztować sosó w, majonezó w i domowego chleba, zaoferowano nam specjalną kolekcję win specjalnie dla Porto Mare. Ogó lnie przywieź liś my stamtą d kilka dodatkowych funtó w. ))) I nawet bogaty program rozrywkowy i wypady w gó ry nie uratował y naszej figury.
Po obiedzie czekaliś my już na wycieczkę „Krym w miniaturze”. Wszyscy wiemy, ż e Krym jest bogaty nie tylko w sł oń ce i morze, ale takż e w liczne zabytki historyczne i kulturowe. A jeś li, có ż , masz bardzo mał o czasu, ale chcesz wszystko zobaczyć , to ta konkretna wycieczka pomoż e ci od razu odwiedzić cał y Krym!

„Krym w miniaturze” to wyją tkowy skansen z bajeczną iluminacją , któ ry zawiera wszystkie zabytki historyczne, kulturalne i architektoniczne pó ł wyspu w skali 1:25. W cią gu nieco ponad godziny dziewczę ta i ja odwiedziliś my wszystkie miasta Krymu: Sewastopol, Foros, Simeiz, Gaspra, Miskhor, Jał ta, Sudak, Feodosia, Evpatoria, Bakhchisarai ...
Dziś jeszcze czekał y nas dwie wycieczki: do Akwarium Ał usznickiego i Multiparku, ale wraż enia już nas przytł aczał y i dał o się odczuć przyjemne zmę czenie, wię c po pysznej wykwintnej kolacji wszyscy byliś my zmę czeni, ale usatysfakcjonowani, pojechaliś my do naszego kró lewski, bajkowy pokó j do spania, w luksusowych ł ó ż kach ze ś wież ą poś cielą . Tak zakoń czył się nasz pierwszy dzień pobytu na Krymie Ał uszta Porto Mare.
Dzień.2. Rano.
Po prostu nie moż esz sobie wyobrazić , jak mił o jest obudzić się rano, zał oż yć biał y szlafrok frotte, mię kkie biał e kapcie i wskoczyć do luksusowej ł azienki! Stań przed lustrem, odkrę ć wodę i szczoteczką do zę bó w, myją c zę by, ró b miny w lustrze, a potem gł oś no ś piewaj piosenkę pod prysznicem…. czujesz się jak gł ó wny bohater jakiegoś filmu. W przedszkolu za drzwiami panuje cisza, myś lę , ż e dziewczę ta jeszcze ś pią , ale: „… już czas, przyjacielu, czas wstawać , bo dzisiaj mamy bogaty program wycieczek! ” Jedziemy do parku lwó w w Taigan! Obudź ę dziewczyny! Cicho otwieram drzwi, a potem leci na mnie seria poduszek z karabinu maszynowego… wszyscy padamy na ł ó ż ko, ś miejemy się , walczymy i po prostu cieszymy się tak prostym rodzinnym sł onecznym krymskim porankiem.

Po ś niadaniu przy gł ó wnym wejś ciu czekał już na nas samochó d z duż ymi literami na masce „Argumenty tygodnia”, w towarzystwie Aleksieja, przystojnego brodatego mę ż czyzny w okularach, robią cego solidne wraż enie, i jego towarzyszki Swietł any. Razem wsiedliś my do samochodu i wyruszyliś my w trudną podró ż do miasta Belogorsk, gdzie znajduje się park lwó w. Wierzcie lub nie, ale nasza droga był a naprawdę bajeczna i nieprzewidywalna. Jest to bardzo ł atwe do ś ledzenia na zwykł ej mapie. Droga wił a się , schodził a, wznosił a, potem na wycią gnię cie rę ki zobaczyliś my morze, potem wjechaliś my w gł ą b pó ł wyspu. Wydawał o się , ż e podobał y mi się niekoń czą ce się winnice i ogrody persimmon. Ale kiedy zaczę liś my wspinać się wysoko w gó ry drogą , któ ra wyglą dał a jak ś cież ka, któ rej po jednej stronie był a skał a i powalone gó rskie kamienie, po drugiej strome urwisko, duch wcale nie był dziecinny.
A my wszyscy się wspinaliś my i wspinaliś my, kilka razy natknę liś my się po drodze na nadjeż dż ają ce samochody, a ż eby miną ć się na wą skiej gó rskiej ś cież ce, kierowcy musieli pokazać cał y swó j talent do jazdy i akrobacji!
Przez cał ą drogę Aleksiej i Swietł ana opowiedzieli nam ciekawe i wyją tkowe fakty o pó ł wyspie. Zatrzymaliś my się przy latarni morskiej, któ ra jest jednocześ nie ś wią tynią , ś wią tynią -latarnią morską , na dziedziń cu któ rej gromadzone są kotwice zatopionych statkó w, jako przypomnienie, ż e ż ywioł wody nie wybacza bł ę dó w. Widzieliś my tablicę upamię tniają cą ł ó dź podwodną „Kursk”, już od pierwszego spojrzenia krew w ż ył ach pł ynie zimna. A jaki widok otwiera się z jego schodó w na morze i czę ś ć przybrzeż ną ! A tuż przy wejś ciu duż y prawdziwy kaktus krymski z już dojrzał ymi szkarł atnymi owocami, przypominają cymi krople krwi....
Po pokonaniu wszystkich przeszkó d, otrzymawszy dawkę gó rskiej adrenaliny, w koń cu dotarliś my do parku lwó w w Taigan. Przy wejś ciu znajdują się ogromne posą gi lwó w...

te peł ne wdzię ku zwierzę ta fascynują swoim budzą cym grozę wyglą dem nawet w postaci posą gó w...Park rozcią ga się na powierzchni 32 hektaró w, a tutaj znajduje się kolekcja rzadkich zwierzą t i ptakó w. Warunki przetrzymywania są jak najbardziej zbliż one do naturalnych. Tak wię c jelenie, pawie swobodnie spacerują ś cież kami parku, lwy i tygrysy czują spokó j na pł askim terenie. Cał a tajemnica tego parku polega na tym, ż e nad pł aską powierzchnią zainstalowane są metalowe mosty, ł ą czą ce ró ż ne jego czę ś ci na bezpiecznej wysokoś ci od ziemi, co pozwala zwiedzają cym absolutnie bezpiecznie przejś ć przez te konstrukcje i obserwować drapież ne dzikie zwierzę ta w ich naturalnym ś rodowisku do ż ycia.
Moż na też karmić wszystkie zwierzę ta, ale tylko tymi pokarmami, któ re moż na kupić na terenie, a to jest zrozumiał e, ponieważ wszystkie zwierzę ta są naszymi mniejszymi brać mi, a my nie jesteś my tym, czym powinniś my, po prostu musimy dbać o ich dobre samopoczucie. Terytorium parku wydawał o się nieskoń czone, są marmurowe ł awki i posą gi zwierzą t, kawiarnie, fontanny i sklepy z pamią tkami.
Najwię ksze wraż enie robił y ż yrafy z dł ugimi szyjami, ciekawska ż yrafa z ciekawskimi oczami, kocię ta biał e lwy, któ re są jak dzieci… dziewczynki biegał y po swoim wybiegu i biegał y za nimi ró wnolegle, ten spektakl był tak wyją tkowy, bo tak szybko, jak mł ode, czy to zwierzę ta, czy to ludzie, są to najczystsze i najjaś niejsze stworzenia na ziemi. I wydawał o się , ż e rozumieją się bez sł ó w, ś miali się i ś miali na swó j sposó b, ale to był o jasno rozumiane i nawet nie wierzono, ż e moż e istnieć taka jednoś ć z naturą.
W są siednim wybiegu był mał y lwią tko, tydzień , moż na był o zrobić z nim zdję cie, pogł askać go, co oczywiś cie zrobiliś my. Jest tak mał y, tak bezbronny i puszysty, ż e aż trudno uwierzyć , ż e wyroś nie z niego okrutna drapież na bestia!
Jednocześ nie zdziwione i zadowolone, swobodnie spacerują ce alejkami parku, dorodne pawie, podobno tak przyzwyczajone do ludzi, ż e nawet nie wahał y się bł agać o coś przybyszó w, zaglą dają c im w rę ce i usta).

Naprzeciw kawiarni White Lion, gdzie z powodzeniem zjedliś my indyka, znajduje się szlachetna fontanna z fantazyjnymi scenami i posą gami. Co tu duż o mó wić , podró ż był a dł uga, ale do parku safari warto się tam dostać . Ż ywe emocje od zwierzą t, posą gó w i niekoń czą cej się jednoś ci z naturą ! Bardzo mnie ucieszył fakt, ż e na Ukrainie mamy coś podobnego.
Do hotelu wró ciliś my pó ź no, po drodze zrobiliś my jeszcze kilka zdję ć na tle drzew z uprawą persimmon.
To był a też prawdziwa rozkosz. W koń cu ani ja, ani zwł aszcza moje dziewczyny, nigdy nie widzieliś my, jak roś nie ten stosunkowo egzotyczny owoc.
Po kolacji w hotelu odbył o się ró wnież karaoke. Zaś piewawszy w koń cu kilka piosenek przed pó jś ciem spać , wszyscy zdecydowaliś my, ż e na dzisiaj ukoń czyliś my maksymalny program. A szczę ś liwi wkroczyli do swoich komnat, aby oddać się bezpł atnie w ramiona Morfeusza, aż do rana trzeciego dnia.
Dzień.3. Poranek w pokoju zaczą ł się ponownie od rzucania poduszkami i skakania po ł ó ż kach. ))) Prysznic, ś niadanie i znowu w drogę ! Dziś zgodnie z planem: Jaskó ł cze Gniazdo, Ogró d Woroncowskiego i Pał ac oraz podjazd na Aj-Petri oczywiś cie samochodem, bo kolejka jest w trakcie konserwacji.
Nawet nie wiem, ską d wzię ł a się sił a, by to wszystko opanować ! No có ż , oczywiś cie nie schodziliś my do Jaskó ł czego Gniazda na 1200 krokó w, a potem nie wspinaliś my się tym samym numerem, bo wcią ż jest w zł ym stanie.
Dlatego po podziwianiu go z tarasu widokowego i zrobieniu kilku uję ć udaliś my się do Pał acu Woroncowa.

Park Woroncowski to coś niesamowitego i bajecznego: zaczynasz wierzyć , ż e akcja wszystkich baś ni sł owiań skich miał a miejsce wł aś nie tutaj, w tym parku. Poł ą czenie rzadkich drzew i roś lin, zapach jodeł , sł odkawy aromat wysokich, smukł ych cyprysó w, a to wszystko otacza ś wież oś ć lekkiej bryzy, któ ra dochodził a ze szczytó w gó r, tutaj to prawdziwa naturalna aromaterapia - to po prostu nie da się oddychać ! Niewielkie jeziora i wodospady nadają parkowi szczegó lnej bajecznoś ci. Na pierwszy rzut oka jezioro jest jak jezioro, nic specjalnego. Ale jeś li przyjrzysz się uważ nie pł ywają cemu w nim ł abę dź owi, stanie się jasne, ż e nie jest to tylko ł abę dź , ale ten, w któ rym „księ ż yc ś wieci pod kosą , a gwiazda pł onie na czole”.
A dno innego jeziora jest zasypane monetami, to jest Jezioro Pragnień , każ dy, kto tu dotrze, wrzuca do niego monetę i ż yczy sobie. A ż yczenie na pewno się speł ni! My też ! Wszyscy ż yczyli sobie, rzucali monetą iz poczuciem speł nienia ruszyliś my do przodu.
Czekał na nas zespó ł trzech wodospadó w. Mał y, ale pię kny, z bardzo zimną wodą . Wydawał o się , ż e nawet najbardziej zimnokrwiste zwierzę ta nie wejdą do tak lodowatej wody, ponadto powietrze był o rozgrzane do 20 stopni, a my wszyscy zdejmowaliś my okrycia wierzchnie i nosiliś my je ze sobą . To niewygodne, ale co moż esz zrobić.
Zwiedziliś my Pał ac Woroncowa z zewną trz. Obchodzili wszystko, jego pó ł nocne i poł udniowe tarasy, spacerowali ulicami mię dzy pał acowymi murami, gdzie nakrę cono kilkanaś cie filmó w fabularnych, policzyli wszystkie gigantyczne kaktusy w klombie przed pał acem, podziwiali jego architekturę … i ...tak chciał em zanurzyć się w tej bajecznej erze zamkó w, rycerzy i dworskich dam ...

ALE czekamy na sł ynne lwy na poł udniowym tarasie, fontannę „Mę ska ł za” i ogró d zimowy. Po zbadaniu zamku wyszliś my na taras widokowy przed nim, a przewodnik Jewgienij, wycią gają c rę kę i wskazują c gdzieś daleko w mgliste chmury, powiedział : „Tam jest wysoko, widzisz sł ynnego Aj-Pietriń skiego tró jzę by - to znak rozpoznawczy Krymu, teraz tam pojedziemy. » 80 km serpentynami pod gó rę...tę wycieczkę zaliczyliś my z honorem! Na gó rze czekał na nas niepowtarzalny i niepowtarzalny widok na Jał tę , linia horyzontu zniknę ł a zupeł nie i nie moż na był o już odró ż nić , gdzie koń czy się morze, a zaczyna niebo ...a chmury ...takie dziwne uczucie, kiedy nie nie podnosisz gł owy, ż eby spojrzeć na chmury w gó rę , ale przeciwnie, obniż asz je… a tutaj pł ywają i pł ywają u twoich stó p… nawet nie wiem, jak moż esz przekazać takie uczucia!
Strach i podziw, radoś ć i zaskoczenie – wszystko był o tak pomieszane w ś rodku, ż e nie chciał em o niczym myś leć , tylko staną ć na krawę dzi i cieszyć się wszystkim wokó ł!
Spotkaliś my się z kolacją w tatarskiej tawernie, gdzie wszystko był o bogato obwieszone dywanami. Wł aś ciciel uprzejmie zaproponował nam degustację win wł asnej produkcji, był o pyszne, nie bę dę ukrywał , a wina i szaszł yk i podpł omyki tatarskie! My też bohatersko znosiliś my drogę powrotną , ś piewaliś my pieś ni, liczyliś my zakrę ty… Zjeż dż ają c do Jał ty zobaczyliś my, ż e miasto jest pokryte gę stą mgł ą … minę liś my Massandrę , Ai Danila, tę czowego Artka, przewodnik powiedział nam, ż e nie był o dokł adnej hipotezy, dlaczego Krym nazywa się Krym, a Ał uszta Ał uszta, skró t Jał ta proponował rozszyfrować w doś ć ciekawy i nietypowy sposó b - Kocham Cię Ał uszta! Ś mialiś my się dł ugo i wymienialiś my wraż enia.
I persymony, sł ynna niebieska cebula krymska, wino krymskie i bukiet gał ą zek laurowych! „Dziewczyny wstawaj, mamy wiele waż nych rzeczy do zrobienia! ”

Margo jako pierwsza skoń czył a ś niadanie i pobiegł a prosto do recepcji, gdzie wcią ż stał niezwykł y niebieski sferyczny fotel kosmiczny, któ ry był szczegó lnie popularny wś ró d wczasowiczó w. Alicja w barze w holu pognieciona poduszkami na kanapie i schludnie umieszczona reklama na stojaku reklamowym. Wtedy recepcjonista Igor nagle powiedział nam, ż e po prostu konieczne i waż ne jest dla nas odwiedzenie Multiparku i Ał uszta Akwarium! „Oto twó j dzień wolny”, pomyś lał em, ale nie odmó wił em wycieczek. Na szczę ś cie byli w drodze na targ.
Droga do Multiparku prowadził a przez sł ynny nasyp Ał uszta z rotundą . Chyba nie ma takiej sowieckiej osoby, któ ra nie miał aby zdję cia na tle tej peł nej wdzię ku architektonicznej budowli, bę dą cej znakiem rozpoznawczym Ał uszty.
Szliś my powoli, karmiliś my lokalne goł ę bie, podziwialiś my rzeź bę niedź wiedzia olimpijskiego, tak, tak, tego samego, za któ rym tak pł akał y tysią ce sowieckich dzieci w odległ ych latach 80-tych…
Pierwsze wraż enie Multiparku był o absolutnie ró ż owe. Bo jak wszystko inne był o jasno, pozytywnie, a dzień okazał się sł oneczny, a promienie sł oneczne dodawał y wszystkim eksponatom szczegó lnej letniej radoś ci, dziecię cej beztroski. A w tym cudownym ś wiecie baś ni, magicznym zaką tku „zamieszkanym” przez postaci z kreskó wek, naprawdę zapomina się o „tym dorosł ym ż yciu”, peł nym problemó w i zmartwień.
Przemierzaliś my szerokie alejki Multiparku, podziwiają c barwne kompozycje rzeź biarskie przedstawiają ce ró ż ne postacie „kreskó wek” z najsł ynniejszych filmó w animowanych na ś wiecie. „Mamo, mamo, spó jrz, to Kró lewna Ś nież ka ze swoimi przyjació ł mi - krasnoludkami”, krzyczy do mnie Alicja: „Wkró tce zró b mi z nią zdję cie! „I ja i Luntik” – zawoł ał a do mnie Margot.

Tutaj spotkaliś my się z Myszką Miki i jego dziewczyną Minnie oraz z naszą ukochaną sowiecką Czeburaszką , ze znanym wszystkim wspó ł czesnym dzieciom parkingiem z filmu „Auta”, jest też gł upi SpongeBob i rodzimy „Prostokwaszyno” i pingwin przygodowy „Madagaskar” . Carlson i Dzieciak, Kubuś Puchatek i tró jka bohateró w, ukochanych przez wiele pokoleń sowieckich dzieci, nie został y zapomniane w Multiparku, w pobliż u któ rego oczywiś cie z przyjemnoś cią zrobił em zdję cie - każ da dziewczyna jest zadowolona, ​ ​ gdy jest otoczona prawdziwym mę ż czyź ni! Naprawdę nie chciał em opuszczać tego fascynują cego zaką tka odpoczynku, ale Akwarium Ał uszta wcią ż na nas czekał o.
Przy wejś ciu do akwarium spotkał y nas modele mieszkań có w kró lestwa Neptuna. Po zejś ciu do samego akwarium, dziewczyny i ja, w tej chwili, znaleź liś my się w wyją tkowym podwodnym ś wiecie-muzeum z ż ywymi eksponatami mieszkań có w podwodnego ś rodowiska, któ re są tutaj zgromadzone. Tak wię c z naszym kró lestwem i jego mieszkań cami staliś my się bohaterami podwodnej baś ni.
W akwarium są cztery sale, jak cztery czę ś ci ś wiata, cztery stany. Każ dy stan ma swoich ludzi, na przykł ad w pierwszym, któ ry przypomina wewnę trzną czę ś ć jaskini krymskiej z duż ym zbiornikiem (odkryty basen) poś rodku, reprezentowane są ryby z pasma Morza Czarnego i Azowskiego. Przede wszystkim interesował nas konik morski, krowa morska, smok morski, kogut morski i babka morska. W innych stanach-halach znajdują się eksponaty z Oceanu Indyjskiego, Pacyfiku i Atlantyku, Morza Czerwonego i Ś ró dziemnego, a takż e przedstawicieli zbiornikó w sł odkowodnych. Cał ą ekspozycję zdobi rzadka kolekcja muszli i koralowcó w z cał ego ś wiata. Zapieraliś my dech w piersiach z kontemplacji niesamowitego ż ycia morskiego: krwioż erczych piranii, niezwykł ej kolorystyki pł aszczek, noż a, ogromnego suma.
Uderzył y mnie ż ó ł wie wodne o dł ugich, wę ż owatych szyjach, któ re nie mieszczą się w muszli, i stado mał ych krokodyli, któ re reagują na jedzenie, jak grupa przedszkolakó w. Tutaj moż na karmić krokodyle! A to niezapomniany widok!

Nasza fascynują ca podró ż do podwodnego ś wiata jezior i rzek, mó rz i oceanó w trwał a nadal. I weszliś my do czwartego pokoju. To był stan niesamowitej urody mieszkań có w! Przybył y do ​ ​ nas z Morza Czerwonego i basenu Indo-Pacyfiku, uderzają c ró ż norodnym kolorem. Staliś my jak oczarowani wdzię cznymi ruchami niebezpiecznych skrzydlic, dumnym wyglą dem mureny, potę ż nymi pł etwami rekinó w miodowych, rafowych i ż ó ł wi morskich. A ile radoś ci i zachwytu miał y Alice i Margot, gdy rozpoznał y swoje ulubione postacie ze sł ynnej kreskó wki
"Gdzie jest Nemo"! Pstrokaty klaun i jego przyjaciel rybny chirurg.
Nasza podwodna wyprawa dostarczył a nam wielu wyją tkowych wraż eń ze spotkania goś cinnych i uroczych zwierzakó w i wodnych mieszkań có w, a towarzyszą cy nam przez cał ą wyprawę przewodnik sprawił , ż e był a nie tylko fascynują ca, ale takż e pouczają ca, opowiedział a nam wiele nowych i ciekawych rzeczy. Opuszczają c tę ​ ​ podwodną bajkę , pojawił o się poczucie pewnoś ci, ż e chce się tu wracać raz za razem!
Aby wię c jakoś dojś ć do siebie, postanowiono przespacerować się trolejbusem, któ ry w Ał uszcie odgrywa waż ną rolę w ż yciu miasta. Istnieje kilka dł ugoletnich i poszukiwanych tras trolejbusowych. A gł ó wnym zaskoczeniem moich dzieci był o to, ż e trolejbusy mają trasę mię dzymiastową : Ał uszta - Symferopol, Ał uszta - Jał ta. A my postanowiliś my odwiedzić sł ynny Ką cik Profesorski. Przenieś się z podwodnej bajki do leś nej.

Nasyp Zaką tka Profesorskiego jest cierpliwy, wszystkie podziemne i morskie kataklizmy, któ re tu miał y miejsce, zawsze pokazywał y swoją niszczycielską moc i pozostawił y tu ruiny. Ale mimo wszystko wł adze miasta za każ dym razem odbudowują ten wyją tkowy zaką tek pię knoś ci. Idą c wzdł uż nasypu, po drodze napotkaliś my park wodny Ał uszta, sieć restauracji i hoteli tuż przy plaż y oraz palmy, palmy, palmy. Byliś my tak porwani patrzą c na budynki i strefę przybrzeż ną , ż e nie zauważ yliś my, jak dotarliś my do naszej rotundy...Ś wiecił o sł oń ce, fale morskie uderzał y gł oś no o skalisty brzeg...Wró ciliś my do hotelu wzdł uż plaż a, zbierają c pię kne kamyki pod ró ż nymi ką tami...
Mieliś my trochę wię cej czasu, a mimo to udał o nam się dotrzeć na targ Ał uszta, gdzie oczywiś cie zakupiliś my wystarczają cą iloś ć jadalnych „wizytó wek” pó ł wyspu, aby zrobić mił e prezenty dla naszych bliskich.
Wieczó r spę dziliś my w przytulnej restauracji Porto Mare przy lampce ekskluzywnego wina. Kelnerzy przynieś li nam pyszne i zdrowe dania, a my wszyscy po prostu cieszyliś my się ich smakiem i bardzo leniwym procesem jedzenia sł odyczy. Tak, dzisiaj prawie mieliś my dzień wolny, nie był o wycieczek dalekobież nych, ale jednocześ nie poż ytecznie spę dziliś my ten dzień . A udany projekt, wygodne meble naszego iś cie kró lewskiego pokoju, po prostu otoczył y nas atmosferą domowego komfortu i ciepł a. Jutro zostawiamy ten kawał ek raju...
Dzień.5. Ostatni. Poranek był pochmurny, zgodnie z naszym nastrojem z dziewczynami. Albo z tego, ż e listopad już się koń czy, albo z tego, ż e koń czył a się nasza bajecznie wspaniał a przygoda.
Ś niadanie minę ł o w ciszy. Wszyscy denerwowali się na myś l o rozstaniu się z tą bajką , z Krymem, z jego palmami i morzem, z Porto Mare, z jego zawsze uś miechnię tymi i przyjaznymi twarzami personelu, z jego nieskoń czenie atrakcyjnymi i pię knymi wodospadami i basenami, z to tak wyją tkowy, a jednocześ nie prosty i rodzinny komfort i atmosfera, któ rej tak czę sto brakuje nam w ż yciu naszej metropolii, wś ró d biura i ś wiata biurowego...

A ż eby jakoś odzyskać nastró j z poprzednich dni, po ś niadaniu wezwaliś my hotelowy samochó d elektryczny, któ ry zawió zł nas na deptak plaż y Porto Mare. Jazda samochodem bez okien i drzwi, bez zapachu benzyny i obserwowanie wszystkiego dookoł a był a doś ć niezwykł a!
Pomyś leliś my, ż e w cią gu tych dni zapoznaliś my się z infrastrukturą hotelu parkowego
Portowa Klacz. Ale okazał o się , ż e nie! Jakie niezatarte wraż enie zrobił a na nas plaż a hotelu! Gdzie znikną ł smutek i tę sknota!
Wszyscy faceci, któ rzy towarzyszyli nam przez cał y czas, pracownicy restauracji i pokoju gier, stali się w tych dniach tak znajomi. Wreszcie Porto Mare został o nam przedstawione na pamią tkę : ekskluzywne wino wyprodukowane specjalnie dla hotelu, koszulki dla dziewczynek „KOCHAM PORTO MARE”, z któ rymi nie rozstają się w domu ani na minutę , oraz notes , stał y towarzysz każ dego podró ż nika. Wszystko to jest takie wzruszają ce i zachwycają ce.
Dziewczyny przez dł ugi czas, w samochodzie, wyglą dają c przez okno, odcinał y widoki na Porto Mare i Ał usztę...Szybko dojechaliś my do Symferopola...a oto nasz pocią g...mię kki przedział , wygodne pó ł ki, nawet tutaj
Porto Mare zadbał o o nasz komfort... )) Byliś my w domu po 6 godzinach.
Te pię ć dni stał o się dla nas wszystkich bajecznie nierealne. To był o tak, jakbyś my zostali „wyrwani” z naszego zwykł ego, szarego ż ycia i zanurzeni w kolorowy, jasny ś wiat.
Za uczciwoś ć konkursu, za mił oś ć i ciepł o, któ re ja i moje dzieci otrzymaliś my odwiedzają c Was od wszystkich i wszystkich, któ rzy nam towarzyszyli i troszczyli się o nasz komfort! JESTEŚ NAJLEPSZY!
Przyjaciele, weź cie udział w konkursie „Nasza rodzina chce jechać nad morze”, uwierzcie w swoje szczę ś cie i

z pewnoś cią się do ciebie uś miechnie, twoje marzenie stanie się rzeczywistoś cią , a twoja rodzina zanurzy się w niekoń czą cą się bajkę o Krymie i Porto Mare!
Tłumaczone automatycznie z języka rosyjskiego. Zobacz oryginał