Więc zostaliśmy zabrani. Nasi znajomi opuścili swój hotel „Vigo” całkowicie wyczerpani, siedząc w holu ze swoimi rzeczami prawie sześć godzin. Ich nastrój był odpowiedni, a przed nimi długa droga. Ludzie dzwonili na wszystkie pieniądze ze swoich telefonów komórkowych, chcieli nawet zadzwonić do ambasady.