|
Autor:
Data zakupu usługi: 14 może 2015 Pisemny: 30 może 2015 |
|
Biuro podróży: (Moskwa) Typ usługi: пакетный тур |
27.05.15 wrócił z Turcji (młoda para). Kupiliśmy bilety po raz pierwszy przez TUI i BARDZO żałowaliśmy, że wybraliśmy tego konkretnego operatora. Wcześniej odpoczywaliśmy z innymi touroperatorami i nie było problemów, ale tym razem tylko transfer z lotniska do hotelu był bezproblemowy.
Wycieczka została zarezerwowana na około tydzień przed wyjazdem, potwierdzenie było prawie natychmiastowe. Polecieliśmy do Turcji, gdzie operator TUI informuje nas, że hotel, w którym zaplanowaliśmy nasz urlop (AKKA Claros 4*) jest pełny i zostaniemy zakwaterowani w innym hotelu wyższej kategorii (Akka Alinda 5*). Na potwierdzenie naszej zgody poproszono nas o podpisanie dokumentu przesiedleńczego.
Zostaliśmy umieszczeni w autobusie (brak dokumentów, numerów TUI, kierownik nie przekazał informacji zwrotnej tłumacząc się tym, że meldowaliśmy się w hotelu, który nie był przewidziany w bilecie), podczas transportu, dziewczyna (menadżer TUI) opowiedziała historię o Turcji, o wycieczkach, które oferuje touroperatorowi i notabene ciągle mówiła, że ona i kierowca bylibyśmy szczęśliwi, gdybyśmy my, turyści, nagrodzili ich pieniędzmi za dobrą wycieczkę. O ile widziałem, nikt tego nie zrobił. Zawieziono nas do hotelu, dziewczyna odprowadziła nas do recepcji, po raz kolejny przypomniała nam, jakie szczęście mieliśmy, że zostaliśmy zakwaterowani w Piątce (podobno licząc na napiwek) i autobus odjechał.
W recepcji mężczyzna, który nie rozumiał języka rosyjskiego, zarejestrował nasze zameldowanie i przekazał klucze. Pokój był dobry, ale narożny i bardzo ciemny.
Kiedy przyzwyczajaliśmy się do naszej naprawdę szczęśliwej sytuacji (hotel Akka Alinda jest zarówno piękny, jak i duży), dostaliśmy telefon od kierownika klienta hotelu Akka Alinda i bez wyjaśnienia powiedział, że jutro zostaniemy przeniesieni do naszego pierwotnego hotel AKKA Claros. Cały dzień był zrujnowany. Czuliśmy się jak wyrzutki. Czym innym jest natychmiastowe zameldowanie się w wybranym przez siebie hotelu, a czym innym jest najpierw usłyszeć od touroperatora o naszym kolosalnym szczęściu w kwestii najlepszego hotelu, a potem, gdy nie ma do kogo się zwrócić o pomoc i wyjaśnienie, zostać wydalony. Następnego dnia postanowiliśmy skontaktować się z kierownikiem klienta w celu wyjaśnienia sytuacji: gdzie znajduje się hotel AKKA Claros, który pokój jest wolny (już wiedzieliśmy, że ten hotel ma pokoje półpiwnicowe), jak dojechać do hotelu . Okazało się, że wczorajszy menedżer mówiący po rosyjsku został zastąpiony i znów zmierzyliśmy się z osobą, która po rosyjsku nie rozumie nic lub pomijanie mało.
. Dziewczyna zaczęła gdzieś dzwonić. W rezultacie w ogóle NIE odpowiedziała na nasze pytania, a tylko powtórzyła: „Będziesz nakarmiony. Wszystko jest dobrze. Jesteś eskortowany”.
Nic nie osiągnąwszy, o wyznaczonej godzinie (12.00 po południu) udaliśmy się z rzeczami do recepcji, oddaliśmy klucze, karty hotelowe i zaczęliśmy intensywnie czekać na przesiedlenie. Minęła godzina, potem zaczęła się druga, okazało się, że zapomnieli o nas... Po 30 minutach wyszedł tragarz, zabrał walizki i wybiegł z nami z hotelu. Dopiero od niego dowiedzieliśmy się całej prawdy: hotel AKKA Claros był zamknięty i dopiero dziś (na początku sezonu turystycznego) otwiera się. Nie jest jasne, w jaki sposób TUI potwierdziło nasze zameldowanie w tym hotelu i dlaczego nie powiedziano nam od razu, że hotel został zamknięty. Okazuje się, że martwiliśmy się, robiliśmy niewyobrażalne założenia i denerwowaliśmy się tylko ukrywaniem prawdy przez menedżerów TUI. Generalnie o 13:30 byliśmy w AKKA Claros (hotele znajdują się naprzeciwko siebie - 8 minut spacerkiem).
Po wejściu do hotelu widzieliśmy tłumy Turków (dziewcząt i mężczyzn) - pracowników tego hotelu. Usiedli na tarasie kuchennym i zjedli lunch. Po wypełnieniu formalności związanych z odprawą zostaliśmy zaproszeni na lunch. Jedzenie najprawdopodobniej przywiezione od Akka Alinda (bo kuchnia nie działała) było bardzo rzadkie, a jedzenie było krępujące, gdy tak wiele osób patrzyło na ciebie jak na dziwne zwierzę. Ekspres nie działał, nie było herbaty. Muszę od razu powiedzieć, że hotel był kompletnie nieprzygotowany na nasz przyjazd. Zjeżdżalnie przy basenie nie działały, z Wi-Fi mogliśmy skorzystać dopiero pod koniec trzeciego dnia naszego pobytu w Turcji: w Akka Alinda nas nie połączyli, a w AKKA Claros sieć nie działała. Wycieczka, wykupiona przez nas na 9 dni, ostatecznie nie uzasadniała jej kosztów, brakowało nawet podstawowych rzeczy (napoje bezalkoholowe, sieć itp.) dostępnych w każdym prawidłowo funkcjonującym hotelu.
Nie udzielili nam konkretnych odpowiedzi na nasze pytania dotyczące rozpoczęcia pracy tego czy innego serwisu, ale ciągle mówili smutnym głosem: „No, rozumiesz, że hotel dopiero się otwiera…” Jakby to miało ułatwiło nam to - TUI sprzedało nam bilet za pełną cenę, a nie jej część.
Cieszyliśmy się, że kłopoty z przeprowadzką się skończyły i zaczęliśmy się uspokajać. Tego samego drugiego dnia spotkaliśmy się z menedżerem TUI Bakhtiyarem, odpowiednio o godzinie 14:00, w holu hotelu Akka Alinda, gdzie pierwotnie mieszkaliśmy. Przybywając o wskazanej godzinie w lobby hotelowym, zaczęliśmy czekać: 15, 20, 30, 40 minut…. Kiedy minęła godzina naszego oczekiwania, zaczęliśmy pytać wszystkich pracowników hotelu, czy widzieli kierownika TUI. Nikt nie widział. Następnie zobaczyliśmy tego samego portiera (Erdal), który potraktował nas bardzo życzliwie podczas przeprowadzki i wskazał nam pokój, w którym „mieszkają” przedstawiciele różnych operatorów.
Wchodząc do tego pokoju i głośno pytając, czy jest tu kierownik TUI, zobaczyliśmy, że mężczyzna oddzielił się od grupy wesoło rozmawiających młodych dziewczyn i pojawił się przed nami, potwierdzając tym samym, że jest kierownikiem TUI – Rafaelem. Szybko zaznaczył, że wie o naszym problemie z przesiedleniem, a także wie, że Bakhtiyar dzisiaj nie przyjedzie (jego klient ma zawał serca). Sądząc po informacjach, jakie miał Rafael, powinien był wiedzieć o naszym godzinnym oczekiwaniu na tego samego Bakhtijara. Cóż, wydawał się wiedzieć, ale nie obchodziło go to. Bez przepraszania za nasz stracony czas, za stracone pieniądze i nieotrzymane usługi, za kłopoty w procesie przesiedleń i niekończące się oczekiwania….. Rafael od razu zwrócił się do „biznesu” – do swojego „biznesu” – sprzedaży i reklama wycieczek.
Pod koniec rozmowy namawiał nas, aby w przypadku zgody lub ostatecznej odmowy wycieczek do niego zadzwonić (podał nam nawet swój numer) i wysłać SMS (brak Wi-Fi w naszym hotelu i brak możliwości kontaktu nawet nasi krewni, nie martwił się). Wysłuchaliśmy go, podziękowaliśmy za cenny czas „poświęcony” nam i pojechaliśmy do naszego hotelu.
Niecałą godzinę później sam wezwał nas do pokoju i wyjaśnił naszą decyzję dotyczącą wycieczek. W ten sposób menedżerowie TUI pracują „dobrze” – sprzedają usługi, za które otrzymują dobre pieniądze, a brak pełnoprawnych usług od turystów, którzy już zapłacili za wakacje, ich nie interesuje.
W ogóle znowu widzieliśmy tego Rafaela już w naszym hotelu. Po raz kolejny, nie bardzo licząc na sukces, zapytał, czy chcemy wybrać się na wycieczkę.
Nie mogąc wytrzymać takiej bezczelności powiedziałem mu, że nie dość, że nie chcemy jeździć na wycieczki to jeszcze nie czekaliśmy na dostarczony pakiet usług od reszty wykupionych w TUI i napiszemy recenzję o PROBLEMACH WAKACJI Z TUI. Na co odpowiedział: „Gdy piszesz recenzję, wskaż, że tylko Rafael był w stanie rozwiązać wszystkie Twoje problemy”. Wyobraź sobie taką śmiałość!
Dalej nasze wakacje minęły spokojnie i spokojnie w powoli, ale pewnie otwierającym się hotelu AKKA Claros: WI-FI - trzeciego dnia naszych wakacji; Zjeżdżalnie przy basenie - w piąty dzień odpoczynku (a potem tylko jedna z dwóch); Animacja (dzień, piątego lub szóstego).
W przedostatni dzień, po kolacji, kiedy do recepcji dotarły faksy od wszystkich touroperatorów o wyjeździe turystów z hotelu, nie czekaliśmy na wieści z TUI. Znowu zostaliśmy zapomniani. Na weselu, szczęśliwym trafem, był chłopak, który nie mówił dobrze po rosyjsku. Musiał zadzwonić do tego nieszczęsnego Rafaela, żeby długo dowiedzieć się o nas informacji.
Jakieś dwie godziny później dostaliśmy telefon z recepcji i chłopak powiedział, że wszystko w porządku, dał nam w klatce kartkę papieru, na której odręcznie wypisano nasze nazwiska, imiona i godzinę wyjazdu (faks nigdy wszedł). Osłupieni tak obrzydliwą pracą TUI poszliśmy spać.
Następnego dnia, półtorej godziny przed umówioną godziną (na wszelki wypadek, bo nie wiedzieliśmy już, czego jeszcze można się spodziewać po TUI), już spakowani, z walizkami, z kluczami do pokoju, czekaliśmy w hali przylotów busem (wyznaczony czas to 10:20). Siedzieliśmy i rozmawialiśmy z naszymi nowymi przyjaciółmi…. Godzina 10:20, potem 10:30, 10:40. Nikt nie prowadzi. Podchodzimy do recepcji (jest już inny pracownik hotelu), tłumaczymy, że autobus powinien tu być już dawno. Pracownik hotelu dzwoni gdzieś i mówi, że autobus jest w pobliżu i wkrótce przyjedzie. Okazuje się, że autobus TUI jechał za nami do Akka Alinda, naszego nieudanego hotelu. A teraz stoi tam od 25 minut i czeka na nas. Wyobrażać sobie!
Gdy po 4 minutach podjechał autobus, dziewczyna (menadżer TUI) bardzo rozzłoszczona powiedziała nam, że już chcą jechać na lotnisko I ZARZUT, ŻE NIE POINFORMOWALIŚMY O NASZYCH PRZESIEDLENIU. Kiedy weszliśmy do autobusu delikatnie powiedziała wszystkim siedzącym na nim turystom, że jest nakładka i turyści zostali przeniesieni do innego hotelu, więc autobus się opóźnił...
Wrażenia kompletnego plucia przez ten TUI. Praca jest FANTASTYCZNIE STRASZNA. MENEDŻEROWIE NIE SĄ KOMPETENCYJNI. Cała nasza reszta Zostaliśmy sobie zaopatrzeni. NIE WIDZIELIŚMY ANI NIE SŁYSZELIŚMY UMOWY, ANI WSPARCIA ANI ODPOWIEDNIEJ PRACY OPERATORA.
SZANOWNI TURYŚCI, POMYŚL 100 RAZY PRZED ZORGANIZOWANIEM WAKACJI Z TUI.