Recenzja biura podróży (Moskwa)

Jak odpoczywałeś z Pegasusem?

Autor:
Data zakupu usługi: 20 grudzień 2010
Pisemny: 04 marta 2011
3.0
Biuro podróży: (Moskwa)
Typ usługi: отель, авиаперелёт

Odpoczywaliśmy z mężem i przyjaciółmi w Phuket od 14 lutego do 27 lutego 2011, po raz pierwszy wybraliśmy się z Pegasusem. Byliśmy w The Kee Resort & Spa, hotel bardzo mi się podobał, nie mogę powiedzieć ani jednego złego słowa, wszystko było super, ocena 9 na 10. No, z wyjątkiem tego, że widok z balkonu nas zawiódł (na chaty bezdomnych mieszkańców), ale my mieszkaliśmy na 4-metrowym piętrze, więc jeśli nie patrzy się w dół z balkonu, to przed nami tylko palmy, góry i błękitne niebo – piękno. Ale przedstawiciele Pegasusa nie wywołali tak pozytywnych emocji. Podczas transferu z lotniska do hotelu młody człowiek o imieniu Alexander udzielił krótkiej informacji o wyspie i zwyczajach jej mieszkańców, nic nowego, ale powiedział, że nie trzeba targować się z lokalnymi sprzedawcami i kierowcami tuk-tuków, zapłacić w całości.

Wydawało się to co najmniej dziwne i, jak się później okazało, wcale nieprawdziwe stwierdzenie, bo sprzedawcy wszelkich drobiazgów (nie wspominając o poważnych zakupach), no i oczywiście tuk-tuki i taksówkarze wykręcali ceny równe ich pensji przez miesiąc, a następnie obniżyła cenę do całkiem realnych rozmiarów. Z innym przedstawicielem Pegasusa w Phuket - Aleksiejem spotkaliśmy się w hotelu następnego dnia po przyjeździe. Od razu stwierdził, że wszystkie wycieczki należy kupować tylko od niego iw żadnym wypadku na ulicy. W rezultacie mój mąż i ja zapłaciliśmy 23 tysiące bahtów (czytaj ruble) za 3 wycieczki (do Fantasy Show; J. Bond i Phi Phi Islands; Semilan Islands). Nasi znajomi - dwa małżeństwa - ten sam numer. Jednocześnie Fantasy Show, według Aleksieja, to tak czarujące widowisko, zwłaszcza sam park rozrywki i kolacja, że ​​nie można tego wszystkiego przegapić, a 4400 za dwoje to po prostu nie cena.

W efekcie okazało się, że w parku nie ma na co patrzeć – to wszystko składa się ze sklepików z szalonymi cenami pamiątek, nie ma rozrywki poza małym zoo ze zwierzętami albinosami. Kolacja - zwykły bufet jak w hotelu, poza parkiem można to wszystko zjeść za 500 bahtów we dwoje. Sam pokaz nie jest zły, ale nic imponującego, opowiedzieli nam historię Tajlandii, słonie wyszły kilka razy. W parku nie było przewodnika z naszą grupą, tylko rosyjskojęzyczna dziewczyna kupiła nam wszystkie bilety i powiedziała nam dokładnie, gdzie iść. Z powrotem sami szukali swojego autobusu i rozbiegli się do hoteli. O wycieczce na wyspy J. Bonda i Phi Phi: odbyła się tydzień po naszym przybyciu, Aleksiej nie pojawił się w hotelu i nie było żadnych informacji o wycieczce i jej przebiegu.

Nasza szóstka zarezerwowała wycieczkę VIP, która kosztowała o kilkaset bahtów więcej niż zwykła, a różniła się tym, że popłyniemy łodzią motorową, na której będzie nie więcej niż 10 osób, przewodnik mówiący po rosyjsku, napoje i przekąski. Wcześnie rano z hotelu odebrał nas tajski kierowca minibusu, który nie mówił po rosyjsku. Przywieziono nas do portu, z którego mieliśmy wypłynąć. Okazało się, że był przewodnik mówiący po rosyjsku, ale facet był trochę zagubiony, moim zdaniem nie rozumiał, gdzie jest. Naszych sześciu nazwisk nie było na jego listach i nie wiedział o żadnej trasie VIP. Ledwo dodzwoniliśmy się do Aleksieja, wyjaśnił, że zaplanowana przez nas wycieczka się nie powiodła, łodzie nie znalazły dla nas odpowiednich, więc wsadzili nas do innej grupy, a fakt, że nie ma nas na liście grupy, to nic martwić się, ale ostrzegł nas z góry, że nie może (chociaż miał wszystkie nasze numery telefonów komórkowych). W efekcie popłynęliśmy łodzią w grupie 20 osób.

Był przewodnik, ale on cały czas milczał. W drodze powrotnej poprosił mnie, abym dał kierowcy łodzi 20-50 bahtów napiwku. Wycieczka do Semilan to zupełnie inna historia. Zrobiliśmy wycieczkę na 2 dni, daliśmy po 10700 z każdej pary. Jednocześnie Aleksiej powiedział nam, że wycieczkę do Semilan należy zostawić na ostatnie dni, bo. wyspy są rajem i jeśli wybierzesz się na nie przed innymi wycieczkami, to wszystko inne nie będzie już ciekawe. Postanowiliśmy pojechać 24-25 lutego, aby jeden dzień wyjechać na zakupy i pakowanie pamiątek. Wyjazd z hotelu zaplanowano na 06.30 na 24 lutego 2011, ale o szóstej wieczorem 23 lutego Aleksiej informuje nas, że wycieczka jest odwołana, bo. hotel goszczący w Semilanach odmówił udostępnienia bungalowu. Potem, do godziny 23:00 tego samego dnia, Aleksiej rzekomo próbował rozwiązać problem, więc nie mógł do nas oddzwonić, ponieważ. nadal ma innych klientów i musi również rozwiązać z nimi problemy. W końcu okazało się, że nigdzie się nie wybieramy. 24.02.11

cały dzień staraliśmy się odzyskać pieniądze (ale 11 tys. nie leży na drodze), bo kasa prawie się skończyła i nie mogliśmy wykupić kolejnej wycieczki do Semilan przynajmniej na 1 dzień, ze względu na brak pieniędzy (ale naprawdę chcieliśmy jechać). Ale Aleksiej uparcie się ukrywał, nie odbierał telefonów i nie pojawiał się w hotelu przez cały czas naszego tam pobytu. Musiałem zadzwonić do centrali, tylko przez Moskwę ten problem został rozwiązany i wieczorem 24.02.11. Pieniądze przyniósł przedstawiciel Pegasusa, nie wyjaśnił przyczyn incydentu. Pojechaliśmy jeszcze do Semilan, wykupiliśmy wycieczkę w lokalnym biurze podróży, za 2300 bahtów od osoby, choć bez rosyjskiego przewodnika, ale nawet nam się podobało. Mogliśmy porozumieć się po angielsku, a tajska dziewczyna-przewodniczka oprowadziła bardzo ciekawą wycieczkę (w przeciwieństwie do cichego chłopca Pegasowskiego), dosłownie jak prawdziwa animatorka, masowa artystka estradowa. Semilans to oczywiście rajskie wyspy.

Ogólnie wszystko dobrze się skończyło. Phuket podobał nam się, mieszkaliśmy minutę spacerem od Bangla Road i pięć minut od centrum handlowego Jung Ceylon, głośno, ale bardzo fajnie, a hotel jest cichy i piękny. Oczywiście w całym tym azjatyckim życiu i tradycjach są też wady, ale dla odmiany trzeba tam pojechać. Wyjątkową historią jest lot liniami Pegasus „NordWind” z Phuket do Krasnojarska. Polecieliśmy tą linią lotniczą bezpośrednim lotem z Krasnojarska do Phuket iz powrotem. Tam lot o numerze 2475 był opóźniony o 4 godziny, ale korzyść została uprzedzona o opóźnieniu z wyprzedzeniem. Ogólnie nie mogę powiedzieć nic złego o locie do Phuket, poza tym, że w kabinie przed startem i podczas wznoszenia było zimno, ale znośnie, biorąc pod uwagę, że byliśmy ubrani zimą. Koce rozdawano po wspinaczce, kiedy było już ciepło, ale też dobrze, bo. poleciał w nocy. Jedzenie było dobre, stewardesy pracowały profesjonalnie, start i lądowanie przebiegało gładko.

Ale jak lecieliśmy z powrotem - wszystkich wrażeń nie da się wyrazić słowami. Lot numer 2476. Czułem się jak latanie różnymi liniami lotniczymi. Samolot B-757-200, pełen pasażerów, widać, że wszyscy z torbami z zakupami wpychali ich do kabiny najlepiej, jak potrafili, ale żadna ze stewardes i dwóch stewardów nie próbowała tego usprawnić. Podczas startu kabina śmierdziała spalonymi okablowaniem, az otworów wentylacyjnych (czy jakkolwiek tam się nazywa) znajdujących się nad bagażnikami wydobywał się jakiś dym. Może to była tylko para lub jakiś kondensat, ale nikt z obsługi niczego nie wyjaśnił, więc było niewygodnie. W samolocie było tak zimno (biorąc pod uwagę, że wszyscy mieli na sobie letnie ubrania, a na dworze było +30), że ludzie nie mogli tego znieść i pomimo zakazów, zaraz podczas startu, wszyscy wstali i zaczęli zakładać zimowe ubrania, niektórzy poza tym był z dziećmi i nikt nie chciał się przeziębić po wakacjach w drodze do domu.

Stewardesy odmówiły rozdawania koców przy starcie, a potem koce i poduszki rozdawali tylko pasażerom z dziećmi, dla nikogo innego nie starczyło. Ogólnie samolot był w fatalnym stanie. Nawet przy moim wzroście 165 cm i niewielkiej wadze nie mogłem normalnie siedzieć, było bardzo tłoczno, a kolana masowały plecy przed siedzącą kobietą. Krzesła były połamane, czyjeś siedzenia przewróciły się i ludzie siedzieli przez 7 godzin na jakiejś żelaznej ramie pokrytej tkaniną, a nie na miękkim siedzeniu. Oparcia siedzeń są przekrzywione, niektóre nie odchylały się do tyłu, a niektóre wręcz przeciwnie, nie podnosiły się do górnej pozycji (jak np. moja. Więc steward podeszła do mnie trzy razy i poprosiła o podniesienie plecy lub próbowała zrobić to sama, ale to wszystko było bezużyteczne). Kieszenie pokrowców na przednich siedzeniach były podarte, zwisały między kolanami. Karmili się obrzydliwie, żaden z pasażerów siedzących obok mnie nie jadł tego gnoju.

I mieliśmy też szczęście, siedzieliśmy z mężem na środku kabiny, więc stewardesy, które toczyły wózki z jedzeniem i napojami z ogona i z nosa, nie dotarły do ​​nas i dwa rzędy po trzy siedzenia na każda strona była głodna lub nie było dla nich wystarczającej ilości napojów, musieliśmy zadzwonić do stewardes i poprosić, żeby nas nakarmili, dopiero potem zaczęli biegać z jednego końca kabiny na drugi i szukać jedzenia, było takie poczucie, że nie liczą na nasze szeregi. Stewardesy zachowywały się chamsko, na ogół jak małe dzieci, były niegrzeczne wobec pasażerów, gdy ich o coś prosiły, lub śmiały się z ludzi, gdy jeden z pasażerów stwierdził, że będzie narzekał i zażądał normalnej postawy.

Półki bagażowe nad głowami pasażerów były stale otwarte, stewardesy nie przejmowały się zbytnio, nawet podczas turbulencji, nikt z obsługi ich nie zamykał, podobno to prywatna sprawa każdego pasażera - jeśli nie chcesz, żeby coś spadło na głowie sam zamknij właz, nawet jeśli to nie ty go otworzyłeś, ale jeden z nietrzeźwych pasażerów siedzących w sąsiednim rzędzie. Ciągle czuć było zapach z toalety, który oburzył wielu, kolejki też - w przejściu ciągle stali ludzie, co bardzo irytowało stewardesy. Po wylądowaniu dowódca sił powietrznych pożegnał się ze wszystkimi i cały personel gdzieś zniknął, a pasażerowie stali w samolocie jeszcze 20 minut i czekali na wypuszczenie z samolotu, już chcieli zacząć kołysać samolotem i rozwalić wszystko w kabinie, ale nikt z załogi niczego nie wyjaśnił.

Cóż, lotnisko w Krasnojarsku zasługuje na specjalną dyskusję - to zupełnie inna historia, takiego bałaganu nigdzie nie zobaczysz - stosunek do ludzi jest jak bydło. Generalnie wrażenie linii lotniczej nie jest najlepsze, ale ludzie muszą latać, a jej pracownicy muszą z niego korzystać, wiedząc, że tylko Pegasik i NordWind obsługują bezpośrednie loty z Krasnojarska do Phuket. Ale lepiej latać z lądowaniem w Bangkoku, ale po prostu nie zadzieraj z Pegasusem, a nie z NordWind.

Krótko mówiąc, w przyszłości dołożymy wszelkich starań, aby nie kontaktować się już z Pegasusem i doradzamy to naszym przyjaciołom.